W tradycyjnych społecznościach wiejskich takich jak Podhale, przyczyny chorób upatrywano zarówno w rzeczywistych uwarunkowaniach zdrowotnych człowieka, jak i w dopuście bożym, urokach, przekleństwie i przelęknieniu. Wiele chorób spowodowanych było przez „złego”, uroki, „złe oczy”. Toteż środki lecznicze też  musiały być adekwatnie stosowane. Można podzielić je na materialne, czyli zioła i ich przetwory, preparaty zwierzęce i mineralne – oraz na mistyczne, używane przy odczynianiu uroków, zażegnywaniu choroby. Często korzystano z kilku sposobów leczenia jednocześnie, łącząc elementy racjonalne z magicznymi. W lecznictwie stosowano rośliny wcześniej poświęcone w kościele: wianki święcone na Boże Ciało lub bukiety, w skład których wchodziły zioła, zboża, niektóre owoce i warzywa – święcone w dniu Matki Boskiej Zielnej (15 VIII). Rośliny poświęcone uchodziły za bardziej skuteczne w leczeniu.

            Dzięki wiedzy medycznej, wypracowanej przez całe wieki, przekazywanej i wzbogacanej z pokolenia na pokolenie, Podhale do drugiej wojny praktycznie było samowystarczalne. Należy podkreślić, że zaznaczały się różnice między Zakopanem a wsiami dalej położonymi. Napływ letników do Zakopanego już od końca XIX w. spowodował, że przyjezdni leczyli się u profesjonalnych lekarzy, tym samym możliwość skorzystania z ich usług przez ludność miejscową była nieporównywalnie większa, niż we wsiach i przysiółkach peryferyjnych. Barierę jednak zawsze stanowiła strona finansowa.

            W górskich warunkach Podhala leczenie we własnym zakresie było więc niejednokrotnie koniecznością. W przypadku wystąpienia jakiejś choroby najpierw stosowano samoleczenie. Zdaniem górali większość chorób dawało się leczyć domowymi sposobami. Gdy to nie odnosiło oczekiwanego skutku, próbowano szukać pomocy w dalszym kręgu rodzinnym lub sąsiedzkim. W poważniejszych przypadkach zwracano się do ludowych „specjalistów” pełniących rolę ortopedów, dentystów, masażystów, akuszerek, „odczyniających uroki”. Jak podkreśla wielu autorów, opisujących dawne wiejskie praktyki lecznicze, ludność góralska miała do nich większe zaufanie, niż do lekarzy profesjonalistów. Podhalanie wierzyli bardziej w umiejętności leczenia za pomocą ziół, odczyniania uroków, zażegnywania choroby niż do porad lekarskich. Brak zaufania do profesjonalistów wynikał niewątpliwie m.in. z faktu, że szukano ich pomocy najczęściej w przypadkach beznadziejnych, gdy zawiodły wszystkie inne sposoby. Pisał Władysław Orkan: „Do lekarza w rzadkich przypadkach chłop się zwraca, i to zazwyczaj wówczas, gdy wyczerpano już wszystkie zabiegi, lub gdy śmierć na ramieniu. Zrozumiała w tych warunkach bezskuteczność interwencji lekarza nie utwierdzała też weń wiary (…) No a głównym odradcą wezwania lekarza jest honorarium”.

            Ludowa wiedza medyczna była różna u różnych osób i zależna od wielu czynników. Była ona skutkiem m.in. własnych zainteresowań, predyspozycji, poziomu ogólnej wiedzy. Podstawowy zestaw leków roślinnych posiadała w chałupie każda gaździna, a funkcję domowej apteczki pełnił najczęściej strych lub szopa, gdzie wisiały pęki ziół. Poświęcone i wysuszone zioła przechowywano z poszanowaniem w niewielkich ozdobnych sąsieczkach. W każdej wsi spotykało się wyspecjalizowane zielarki, które mając sporą wiedzę o roślinach, chodziły po polach i lasach zbierając je, a następnie sporządzały z nich leki – susząc je, przygotowując maści, syropy, nalewki. Nie bez znaczenia był fakt, że przygotowując leki przestrzegały one tradycyjnych zaleceń takich m.in. jak zbieranie ziół przed dniem św. Jana (24 VI), gdyż wtedy miały być one najbardziej skuteczne, sposobów suszenia, przechowywania i łączenia ze sobą. Zbieraniem roślin leczniczych w Tatrach zajmowali się tzw. korzeniarze, poszukując najczęściej korzenia żywokostu, litworu, szczawiu halnego, ostróżki tatrzańskiej („liszcze ziele”). Korzeniarze sprzedawali je gaździnom na targach, zielarkom, nosili je po wsiach. Bacowie, uchodzący również za świetnych znachorów, uważali ich za swego rodzaju konkurencję, ponieważ „wynosili zarobek z hal”.

            W wielu wsiach działali ludowi ortopedzi, specjalizujący się w składaniu połamanych kończyn, nastawianiu ich, leczących stawy biodrowe u niemowląt. Znane są nazwiska wielu z nich, interesujące jest także to, ze czasem z ich umiejętności korzystano w państwowych szpitalach. Najsłynniejsza z nich była Bronisława Bobak „Dożocka” (ur. 1907 r.), która już po wojnie miała swoje ustalone dni „ordynowania” w szpitalu w Zakopanem i Nowym Targu – zajmowała się głównie nastawianiem skomplikowanych złamań, leczeniem zwichniętych stawów biodrowych u niemowląt. Była także akuszerką i masażystką. Wiejskimi słynnymi „ortopedami” byli także Wojciech Grulak  z Poronina, Jan Rusin z Bukowiny Tatrzańskiej czy Wojciech Bobak z Zębu.

            W niemalże każdej wsi mieszkała także babica czyli akuszerka. Babica czasem pełniła jednocześnie rolę zielarki lub smarowacki - masażystki. To ostatnie zajęcie miało także swoich męskich przedstawicieli. Masaże były powszechnie stosowane na wiele schorzeń, najczęściej na choroby reumatyczne, zapalenie korzonków nerwowych, naruszenia czyli przepukliny i zerwania – podźwignięcia. Smarowacki i smarowace to była specjalność bardzo poważana wśród społeczności wiejskiej.

            Męskim zajęciem było targanie zębów czyli wyrywanie. W większości wsi byli tacy specjaliści, aczkolwiek tylko kilku z nich zasłynęło szeroko : Stanisław Lassak i Jędrzej Kasperok z Zębu, Nitoń z Koscieliska. Często zajęciem tym trudnili się po prostu kowale.

            Istotną rolę w lecznictwie podhalańskim odgrywały leki roślinne. Wykorzysty wano korzenie, kwiaty, liście, nasiona, owoce, robiąc z nich susz, różne wywary, wyciągi czy maści Większość leków pochodziła z  roślin dziko rosnących oraz płodów leśnych, takich jak czarna borówka stosowana przy biegunce, malina, jeżyna – zwłaszcza przy ropnej anginie, poziomka używana do sporządzania maści na rany i oparzenia. Powszechnie zbierano majki -młode pędy drzew iglastych, które zasypane cukrem stosowano jako syrop na kaszel. Smoła - świerkowa żywica z masłem lub smalcem również stanowiła znakomitą maść na rany.

            . Często hodowano  rośliny lecznicze w ogródkach lub nawet doniczkach. W  przydomowych ogródkach kwiatowych można było spotkać piołun, miętę, szałwię, rumianek i in. Zastosowanie lecznicze znalazły także warzywa: ziemniaki, buraki, zboża, czosnek, cebula. Za jeden z najskuteczniejszych leków uchodził czosnek, używany wewnętrznie i zewnętrznie. Obniżał ciśnienie krwi, pity z gorącym mlekiem lub w postaci maści przykładanej na piersi leczył przeziębienia. Syropem z cebuli leczono krzipotę (kaszel), a przypieczona na blasze służyła do leczenia boloków (wrzodów). Sokiem z buraków płukano bolące gardło.  Przy takim bólu stosowano również okłady z ugotowanych, utłuczonych, gorących ziemniaków. Wywar z korzenia pietruszki służył w dolegliwościach nerek i pęcherza.

            Do najpopularniejszych roślin użytkowanych w ludowej fitoterapii należą:

- dziurawiec – w postaci herbatki działa przy schorzeniach wątroby, przewodu pokarmowego i dróg oddechowych

- krwawnik – czyści krew, pomaga przy wrzodach żołądka

- babka – liście przykłada się na wrzody, na rany

- jałowiec – wywar z jagód skuteczny jest w chorobach pęcherza i nerek

- macierzanka – pita jako napar, używana do kąpieli, zwłaszcza niemowląt

- podbiał – w postaci silnego naparu stosowano na kaszel

- arcydzięgiel litwor – wywar z korzenia używany przy zatruciach pokarmowych

- żywokost – mazidło z korzenia stosowano jako okład przy złamaniach i zwichnięciach, napar z kwiatu w schorzeniach dróg oddechowych

- skrzyp polny – w chorobach nerek i pęcherza

Podobnie wykorzystywano produkty zwierzęce, które na Podhalu miały nawet większe zastosowanie, niż w innych regionach Polski. Powodem była większa rola hodowli w gospodarce, tradycje myśliwskie oraz niewystępowanie pewnych roślin ze względu na warunki fizjograficzne. W celach leczniczych wykorzystywano tłuszcz, organy wewnętrzne (serce, żołądek, wątrobę), żółć, mocz zwierząt. Największe znaczenie miał tłuszcz i mleko oraz jego przetwory – masło, ser, serwatka. Mleko używane było w postaci słodkiego, zimnego lub gorącego, czasem połączonego z wywarem ziołowym np. z szałwii, podbiału, siemienia lnianego. Stosowano również mleko kwaśne, głównie do okładów na obrzęki i opuchliznę. W tym celu używano również serwatki, kompresy z niej robiono przy reumatyzmie, opuchnięciach i bólach głowy. Serwatka do picia polecana była w przypadku dolegliwości wątroby i przy zgadze.

Powszechnie wykorzystywano masło do sporządzania różnych maści i okładów. Interesujący był zwyczaj robienia masła wielkopiątkowego. W Wielki Piątek lub w nocy z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę robiono masło i święcono je w Wielką Sobotę. Pomagać miało ono na wszelkie choroby skórne, na wrzody. Według przekonań ludności masło to nie psuło się i przechowywano je przez cały rok. Uchodziło za niezwykle skuteczny specyfik. Sporadycznie robione jest i współcześnie.

Tłuszcz zwierzęcy pełnił w lecznictwie szczególną rolę. Wykorzystywano tłuszcz zwierząt hodowlanych, a także np. niedźwiedzi czy sadło świstacze. To ostatnie w przekonaniu ludzi posiadało nadzwyczajne właściwości terapeutyczne. Używane było wewnętrznie i zewnętrznie. Pito je z mlekiem przy kaszlu, podźwignięciu, w chorobach jelit, gruźlicy. Używano do smarowania w podźwignięciu, przepuklinie, chorobach reumatycznych. Z braku sadła świstaczego używano psiny - psiego sadła, zwłaszcza w przypadku gruźlicy. Nielegalnie handluje się nim na Podhalu do dziś. Również inne tłuszcze zwierzęce mają zastosowanie w ludowej medycynie: smalec, sadło, słonina świeża i solona. Stanowiły najczęściej bazę do wyrobu różnych maści, ale używano je także do okładów.  

            Specyficznym środkiem pochodzenia zwierzęcego był miód, używany samodzielnie lub rozpuszczany w wodzie, mleku, alkoholu lub w wywarze z ziół. Przy reumatyzmie stosowano spirytus mrówczany – mrówki zwabiano do butelki do odrobiny miodu i zalewano denaturatem. Po pewnym czasie używano do nacierania lub do sporządzania kompresów. Do tamowania krwawienia z ran ciętych stosowano pajęczynę ugniecioną z chlebem. Jako zasypkę dla niemowląt używano miałkich trocin, sypiących się z otworów w drewnie wywierconym przez kołatka.

            Leki pochodzenia mineralnego to sól, nafta, piasek i siarka. Sól rozpuszczoną w wodzie stosowano do płukania gardła, kąpieli przy reumatyzmie. Gorący piasek w postaci okładów używany był przy bólach reumatycznych i nerwobólach. Naftą leczono ropne zapalenie gardła i odmrożenia. Siarka wchodząca w skład maści skuteczna była w chorobach skóry, także świerzbu. Szczególne znaczenie miała woda, stosowana do picia, a także w postaci okładów, polewań i kąpieli. Kąpiel w wodzie bieżącej dość często stosowana była w chorobach skóry, ponieważ woda z prądem „zabierała” także chorobę. Wiara w siłę wody przejawiała się m.in. w powszechnie praktykowanej obrzędowej kąpieli w Wielki Piątek przed świtem w celu oczyszczenia z chorób i zapewnienia sobie zdrowia w przyszłości. Do dziś  praktykowane jest niekiedy symboliczne obmywanie się w Wielki Piątek, ale najczęściej wodą z kranu.

Ludowe zabiegi lecznicze są niewątpliwie wynikiem posiadanej wiedzy, w dużej mierze zgodnej z oficjalną wiedzą medyczną. W ludowej terapii występują też elementy magiczno – wierzeniowe. Przejawiały się one w zabiegach zamawiania czy odżegnywania chorób. Były to swojego rodzaju ceremonie magiczne, odprawiane tylko przez pewne osoby posiadające umiejętność odczyniania choroby wywołanej przez „złe spojrzenie”.  Uroku pozbywano się też przez okadzanie baziami poświęconymi w Palmową Niedzielę, suszonymi roślinami z wianków z Bożego  Ciała lub bukietów święconych w dniu Matki Boskiej Zielnej. W podobny magiczny sposób leczono także przelęknienie  u dzieci, używając do tego atrybutów religijnych, takich jak poświęcona świeca, części ślubnej odzieży oraz odmawiając odpowiednie modlitwy.

Jeszcze w okresie międzywojennym leczenie domowe posiadało bardzo ważne znaczenie. Z porad profesjonalnych lekarzy korzystano rzadko, i jak już wspomniano, głównym powodem były względy ekonomiczne i ugruntowane przeświadczenie o skuteczności ludowej medycyny. Ale już wtedy coraz częściej korzystano z porad aptekarzy i preparatów aptecznych. Aptekarze darzeni byli nawet większym zaufaniem niż lekarze, uważani byli za osoby „wtajemniczone”. Dynamika przemian w lecznictwie wiejskim zwiększyła się po II wojnie, gdy zaczęły powstawać wiejskie przychodnie zdrowia, polepszała się sytuacja materialna, komunikacyjna dostępność szpitali. Jednakże w terenach peryferyjnych, nieskomunikowanych wsiach i odległych przysiółkach w dalszym ciągu praktykowano dawne metody leczenia. Wiele z tych tradycji pozostało do dziś w świadomości ludności wiejskiej, wykorzystywanych jest przez nią, tym bardziej, że większość zaleceń np. oficjalnej fitoterapii jest zgodna z wielowiekowym doświadczeniem ludowym. Elementy wiedzy ludowej i oficjalnej koegzystują ze sobą, a proporcje ich stosowania zależne są głównie od grup wieku i płci. Starsze pokolenie i kobiety bardziej są przywiązane do tradycyjnych metod leczenia, ludzie młodsi bardziej korzystają dziś z dostępnej wiedzy oficjalnej. Niemniej pamięć o dawnym lecznictwie, szczególnie z zakresu fitoterapii powszechnie przetrwała i często jest praktykowana. Natomiast magiczne sposoby zwalczania chorób, aczkolwiek pozostają w pamięci, stosowane są już dziś tylko wyjątkowo, z zachowaniem dużej dyskrecji. Pozostają nadal pewne tradycje, np. obmywanie się „wielkopiątkowe”,  wyrób „masła wielkopiątkowego”, używanie ziół z poświęconych wianków i wiązanek. Tak więc medycyna ludowa i oficjalna przenikają się i nawzajem uzupełniają.

 

           

W tradycyjnych społecznościach wiejskich takich jak Podhale, przyczyny chorób upatrywano zarówno w rzeczywistych uwarunkowaniach zdrowotnych człowieka, jak i w dopuście bożym, urokach, przekleństwie i przelęknieniu. Wiele chorób spowodowanych było przez „złego”, uroki, „złe oczy”. Toteż środki lecznicze też  musiały być adekwatnie stosowane. Można podzielić je na materialne, czyli zioła i ich przetwory, preparaty zwierzęce i mineralne – oraz na mistyczne, używane przy odczynianiu uroków, zażegnywaniu choroby. Często korzystano z kilku sposobów leczenia jednocześnie, łącząc elementy racjonalne z magicznymi. W lecznictwie stosowano rośliny wcześniej poświęcone w kościele: wianki święcone na Boże Ciało lub bukiety, w skład których wchodziły zioła, zboża, niektóre owoce i warzywa – święcone w dniu Matki Boskiej Zielnej (15 VIII). Rośliny poświęcone uchodziły za bardziej skuteczne w leczeniu.

            Dzięki wiedzy medycznej, wypracowanej przez całe wieki, przekazywanej i wzbogacanej z pokolenia na pokolenie, Podhale do drugiej wojny praktycznie było samowystarczalne. Należy podkreślić, że zaznaczały się różnice między Zakopanem a wsiami dalej położonymi. Napływ letników do Zakopanego już od końca XIX w. spowodował, że przyjezdni leczyli się u profesjonalnych lekarzy, tym samym możliwość skorzystania z ich usług przez ludność miejscową była nieporównywalnie większa, niż we wsiach i przysiółkach peryferyjnych. Barierę jednak zawsze stanowiła strona finansowa.

            W górskich warunkach Podhala leczenie we własnym zakresie było więc niejednokrotnie koniecznością. W przypadku wystąpienia jakiejś choroby najpierw stosowano samoleczenie. Zdaniem górali większość chorób dawało się leczyć domowymi sposobami. Gdy to nie odnosiło oczekiwanego skutku, próbowano szukać pomocy w dalszym kręgu rodzinnym lub sąsiedzkim. W poważniejszych przypadkach zwracano się do ludowych „specjalistów” pełniących rolę ortopedów, dentystów, masażystów, akuszerek, „odczyniających uroki”. Jak podkreśla wielu autorów, opisujących dawne wiejskie praktyki lecznicze, ludność góralska miała do nich większe zaufanie, niż do lekarzy profesjonalistów. Podhalanie wierzyli bardziej w umiejętności leczenia za pomocą ziół, odczyniania uroków, zażegnywania choroby niż do porad lekarskich. Brak zaufania do profesjonalistów wynikał niewątpliwie m.in. z faktu, że szukano ich pomocy najczęściej w przypadkach beznadziejnych, gdy zawiodły wszystkie inne sposoby. Pisał Władysław Orkan: „Do lekarza w rzadkich przypadkach chłop się zwraca, i to zazwyczaj wówczas, gdy wyczerpano już wszystkie zabiegi, lub gdy śmierć na ramieniu. Zrozumiała w tych warunkach bezskuteczność interwencji lekarza nie utwierdzała też weń wiary (…) No a głównym odradcą wezwania lekarza jest honorarium”.

            Ludowa wiedza medyczna była różna u różnych osób i zależna od wielu czynników. Była ona skutkiem m.in. własnych zainteresowań, predyspozycji, poziomu ogólnej wiedzy. Podstawowy zestaw leków roślinnych posiadała w chałupie każda gaździna, a funkcję domowej apteczki pełnił najczęściej strych lub szopa, gdzie wisiały pęki ziół. Poświęcone i wysuszone zioła przechowywano z poszanowaniem w niewielkich ozdobnych sąsieczkach. W każdej wsi spotykało się wyspecjalizowane zielarki, które mając sporą wiedzę o roślinach, chodziły po polach i lasach zbierając je, a następnie sporządzały z nich leki – susząc je, przygotowując maści, syropy, nalewki. Nie bez znaczenia był fakt, że przygotowując leki przestrzegały one tradycyjnych zaleceń takich m.in. jak zbieranie ziół przed dniem św. Jana (24 VI), gdyż wtedy miały być one najbardziej skuteczne, sposobów suszenia, przechowywania i łączenia ze sobą. Zbieraniem roślin leczniczych w Tatrach zajmowali się tzw. korzeniarze, poszukując najczęściej korzenia żywokostu, litworu, szczawiu halnego, ostróżki tatrzańskiej („liszcze ziele”). Korzeniarze sprzedawali je gaździnom na targach, zielarkom, nosili je po wsiach. Bacowie, uchodzący również za świetnych znachorów, uważali ich za swego rodzaju konkurencję, ponieważ „wynosili zarobek z hal”.

            W wielu wsiach działali ludowi ortopedzi, specjalizujący się w składaniu połamanych kończyn, nastawianiu ich, leczących stawy biodrowe u niemowląt. Znane są nazwiska wielu z nich, interesujące jest także to, ze czasem z ich umiejętności korzystano w państwowych szpitalach. Najsłynniejsza z nich była Bronisława Bobak „Dożocka” (ur. 1907 r.), która już po wojnie miała swoje ustalone dni „ordynowania” w szpitalu w Zakopanem i Nowym Targu – zajmowała się głównie nastawianiem skomplikowanych złamań, leczeniem zwichniętych stawów biodrowych u niemowląt. Była także akuszerką i masażystką. Wiejskimi słynnymi „ortopedami” byli także Wojciech Grulak  z Poronina, Jan Rusin z Bukowiny Tatrzańskiej czy Wojciech Bobak z Zębu.

            W niemalże każdej wsi mieszkała także babica czyli akuszerka. Babica czasem pełniła jednocześnie rolę zielarki lub smarowacki - masażystki. To ostatnie zajęcie miało także swoich męskich przedstawicieli. Masaże były powszechnie stosowane na wiele schorzeń, najczęściej na choroby reumatyczne, zapalenie korzonków nerwowych, naruszenia czyli przepukliny i zerwania – podźwignięcia. Smarowacki i smarowace to była specjalność bardzo poważana wśród społeczności wiejskiej.

            Męskim zajęciem było targanie zębów czyli wyrywanie. W większości wsi byli tacy specjaliści, aczkolwiek tylko kilku z nich zasłynęło szeroko : Stanisław Lassak i Jędrzej Kasperok z Zębu, Nitoń z Koscieliska. Często zajęciem tym trudnili się po prostu kowale.

            Istotną rolę w lecznictwie podhalańskim odgrywały leki roślinne. Wykorzysty wano korzenie, kwiaty, liście, nasiona, owoce, robiąc z nich susz, różne wywary, wyciągi czy maści Większość leków pochodziła z  roślin dziko rosnących oraz płodów leśnych, takich jak czarna borówka stosowana przy biegunce, malina, jeżyna – zwłaszcza przy ropnej anginie, poziomka używana do sporządzania maści na rany i oparzenia. Powszechnie zbierano majki -młode pędy drzew iglastych, które zasypane cukrem stosowano jako syrop na kaszel. Smoła - świerkowa żywica z masłem lub smalcem również stanowiła znakomitą maść na rany.

            . Często hodowano  rośliny lecznicze w ogródkach lub nawet doniczkach. W  przydomowych ogródkach kwiatowych można było spotkać piołun, miętę, szałwię, rumianek i in. Zastosowanie lecznicze znalazły także warzywa: ziemniaki, buraki, zboża, czosnek, cebula. Za jeden z najskuteczniejszych leków uchodził czosnek, używany wewnętrznie i zewnętrznie. Obniżał ciśnienie krwi, pity z gorącym mlekiem lub w postaci maści przykładanej na piersi leczył przeziębienia. Syropem z cebuli leczono krzipotę (kaszel), a przypieczona na blasze służyła do leczenia boloków (wrzodów). Sokiem z buraków płukano bolące gardło.  Przy takim bólu stosowano również okłady z ugotowanych, utłuczonych, gorących ziemniaków. Wywar z korzenia pietruszki służył w dolegliwościach nerek i pęcherza.

            Do najpopularniejszych roślin użytkowanych w ludowej fitoterapii należą:

- dziurawiec – w postaci herbatki działa przy schorzeniach wątroby, przewodu pokarmowego i dróg oddechowych

- krwawnik – czyści krew, pomaga przy wrzodach żołądka

- babka – liście przykłada się na wrzody, na rany

- jałowiec – wywar z jagód skuteczny jest w chorobach pęcherza i nerek

- macierzanka – pita jako napar, używana do kąpieli, zwłaszcza niemowląt

- podbiał – w postaci silnego naparu stosowano na kaszel

- arcydzięgiel litwor – wywar z korzenia używany przy zatruciach pokarmowych

- żywokost – mazidło z korzenia stosowano jako okład przy złamaniach i zwichnięciach, napar z kwiatu w schorzeniach dróg oddechowych

- skrzyp polny – w chorobach nerek i pęcherza

Podobnie wykorzystywano produkty zwierzęce, które na Podhalu miały nawet większe zastosowanie, niż w innych regionach Polski. Powodem była większa rola hodowli w gospodarce, tradycje myśliwskie oraz niewystępowanie pewnych roślin ze względu na warunki fizjograficzne. W celach leczniczych wykorzystywano tłuszcz, organy wewnętrzne (serce, żołądek, wątrobę), żółć, mocz zwierząt. Największe znaczenie miał tłuszcz i mleko oraz jego przetwory – masło, ser, serwatka. Mleko używane było w postaci słodkiego, zimnego lub gorącego, czasem połączonego z wywarem ziołowym np. z szałwii, podbiału, siemienia lnianego. Stosowano również mleko kwaśne, głównie do okładów na obrzęki i opuchliznę. W tym celu używano również serwatki, kompresy z niej robiono przy reumatyzmie, opuchnięciach i bólach głowy. Serwatka do picia polecana była w przypadku dolegliwości wątroby i przy zgadze.

Powszechnie wykorzystywano masło do sporządzania różnych maści i okładów. Interesujący był zwyczaj robienia masła wielkopiątkowego. W Wielki Piątek lub w nocy z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę robiono masło i święcono je w Wielką Sobotę. Pomagać miało ono na wszelkie choroby skórne, na wrzody. Według przekonań ludności masło to nie psuło się i przechowywano je przez cały rok. Uchodziło za niezwykle skuteczny specyfik. Sporadycznie robione jest i współcześnie.

Tłuszcz zwierzęcy pełnił w lecznictwie szczególną rolę. Wykorzystywano tłuszcz zwierząt hodowlanych, a także np. niedźwiedzi czy sadło świstacze. To ostatnie w przekonaniu ludzi posiadało nadzwyczajne właściwości terapeutyczne. Używane było wewnętrznie i zewnętrznie. Pito je z mlekiem przy kaszlu, podźwignięciu, w chorobach jelit, gruźlicy. Używano do smarowania w podźwignięciu, przepuklinie, chorobach reumatycznych. Z braku sadła świstaczego używano psiny - psiego sadła, zwłaszcza w przypadku gruźlicy. Nielegalnie handluje się nim na Podhalu do dziś. Również inne tłuszcze zwierzęce mają zastosowanie w ludowej medycynie: smalec, sadło, słonina świeża i solona. Stanowiły najczęściej bazę do wyrobu różnych maści, ale używano je także do okładów.  

            Specyficznym środkiem pochodzenia zwierzęcego był miód, używany samodzielnie lub rozpuszczany w wodzie, mleku, alkoholu lub w wywarze z ziół. Przy reumatyzmie stosowano spirytus mrówczany – mrówki zwabiano do butelki do odrobiny miodu i zalewano denaturatem. Po pewnym czasie używano do nacierania lub do sporządzania kompresów. Do tamowania krwawienia z ran ciętych stosowano pajęczynę ugniecioną z chlebem. Jako zasypkę dla niemowląt używano miałkich trocin, sypiących się z otworów w drewnie wywierconym przez kołatka.

            Leki pochodzenia mineralnego to sól, nafta, piasek i siarka. Sól rozpuszczoną w wodzie stosowano do płukania gardła, kąpieli przy reumatyzmie. Gorący piasek w postaci okładów używany był przy bólach reumatycznych i nerwobólach. Naftą leczono ropne zapalenie gardła i odmrożenia. Siarka wchodząca w skład maści skuteczna była w chorobach skóry, także świerzbu. Szczególne znaczenie miała woda, stosowana do picia, a także w postaci okładów, polewań i kąpieli. Kąpiel w wodzie bieżącej dość często stosowana była w chorobach skóry, ponieważ woda z prądem „zabierała” także chorobę. Wiara w siłę wody przejawiała się m.in. w powszechnie praktykowanej obrzędowej kąpieli w Wielki Piątek przed świtem w celu oczyszczenia z chorób i zapewnienia sobie zdrowia w przyszłości. Do dziś  praktykowane jest niekiedy symboliczne obmywanie się w Wielki Piątek, ale najczęściej wodą z kranu.

Ludowe zabiegi lecznicze są niewątpliwie wynikiem posiadanej wiedzy, w dużej mierze zgodnej z oficjalną wiedzą medyczną. W ludowej terapii występują też elementy magiczno – wierzeniowe. Przejawiały się one w zabiegach zamawiania czy odżegnywania chorób. Były to swojego rodzaju ceremonie magiczne, odprawiane tylko przez pewne osoby posiadające umiejętność odczyniania choroby wywołanej przez „złe spojrzenie”.  Uroku pozbywano się też przez okadzanie baziami poświęconymi w Palmową Niedzielę, suszonymi roślinami z wianków z Bożego  Ciała lub bukietów święconych w dniu Matki Boskiej Zielnej. W podobny magiczny sposób leczono także przelęknienie  u dzieci, używając do tego atrybutów religijnych, takich jak poświęcona świeca, części ślubnej odzieży oraz odmawiając odpowiednie modlitwy.

Jeszcze w okresie międzywojennym leczenie domowe posiadało bardzo ważne znaczenie. Z porad profesjonalnych lekarzy korzystano rzadko, i jak już wspomniano, głównym powodem były względy ekonomiczne i ugruntowane przeświadczenie o skuteczności ludowej medycyny. Ale już wtedy coraz częściej korzystano z porad aptekarzy i preparatów aptecznych. Aptekarze darzeni byli nawet większym zaufaniem niż lekarze, uważani byli za osoby „wtajemniczone”. Dynamika przemian w lecznictwie wiejskim zwiększyła się po II wojnie, gdy zaczęły powstawać wiejskie przychodnie zdrowia, polepszała się sytuacja materialna, komunikacyjna dostępność szpitali. Jednakże w terenach peryferyjnych, nieskomunikowanych wsiach i odległych przysiółkach w dalszym ciągu praktykowano dawne metody leczenia. Wiele z tych tradycji pozostało do dziś w świadomości ludności wiejskiej, wykorzystywanych jest przez nią, tym bardziej, że większość zaleceń np. oficjalnej fitoterapii jest zgodna z wielowiekowym doświadczeniem ludowym. Elementy wiedzy ludowej i oficjalnej koegzystują ze sobą, a proporcje ich stosowania zależne są głównie od grup wieku i płci. Starsze pokolenie i kobiety bardziej są przywiązane do tradycyjnych metod leczenia, ludzie młodsi bardziej korzystają dziś z dostępnej wiedzy oficjalnej. Niemniej pamięć o dawnym lecznictwie, szczególnie z zakresu fitoterapii powszechnie przetrwała i często jest praktykowana. Natomiast magiczne sposoby zwalczania chorób, aczkolwiek pozostają w pamięci, stosowane są już dziś tylko wyjątkowo, z zachowaniem dużej dyskrecji. Pozostają nadal pewne tradycje, np. obmywanie się „wielkopiątkowe”,  wyrób „masła wielkopiątkowego”, używanie ziół z poświęconych wianków i wiązanek. Tak więc medycyna ludowa i oficjalna przenikają się i nawzajem uzupełniają.

 

Marta Wesołowska