OBRZĘDY I ZWYCZAJE DOROCZNE

ADWENT - Cykl obrzędów dorocznych rozpoczynał się czterotygodniowym okresem Adwentu w którym wierni przygotowywali się do Świat Bożego Narodzenia zwanych Godnimi Świntami. Adwent wg najstarszych informatorów rozpoczynał się od św. Katarzyny (25.XI.) i trwał do świąt Bożego Narodzenia, ale w Andrzejki (29.XI.) można było pograć i pobawić się. Późna jesień, pola i ogrody świecą już pustkami, a coraz krótsze dni przypominają, że rok słoneczny zbliża się ku końcowi. Wspomnienia starych ludzi informują, że jeszcze w okresie międzywojennym w życiu codziennym górali karpackich adwent znajdował odzwierciedlenie w odmiennym sposobie bycia i zachowania się. Powszechnie wstrzymywano się od spożywania mięsa i tłuszczów zwierzęcych. Nie noszono paradnych strojów. W trakcie porannych zajęć domowych śpiewano godzinki. Dużą popularnością cieszyły się roraty – codzienne nabożeństwo adwentowe odprawiane przed świtem. Obowiązywały adwentowe zakazy pod groźbą nieurodzaju, które zabraniały ruszania ziemi, a więc orki i bronowania, wywożenia na pole obornika, grabienia ściółki leśnej. Wierzono że ziemia w adwencie „śpi” i ludziom nie wolno jej niepokoić. Wraz z nastaniem Adwentu na wsiach milkły wesołe śpiewki i muzykowanie tak lubiane przez górali. Nie urządzano też wesel i zabaw. W długie, ciemne wieczory kobiety i dziewczęta  chętnie gromadziły się po domach, by wspólnie spędzać czas przy rozmaitych pracach: darciu pierza zw. skubacki, łuskania roślin strączkowych, przędzenie lnu i wełny zw. prządki  oraz szycie i haftowanie. Mężczyźni naprawiali uprząż i sprzęt domowy, zaś młodzież sporządzała stroje, maski i rekwizyty kolędnicze. Podczas tych zajęć opowiadano sobie wówczas przeróżne historie o duchach, demonach, mniej lub bardziej prawdopodobne i wymieniano najświeższe nowinki ze wsi i okolicy, wspominano zmarłych, śpiewano stare adwentowe pieśni oraz przekazywano obowiązujące zakazy w Adwencie.

Św. Mikołaja  Biskupa (6 grudnia).  Zwyczaj obdarowywania dzieci w dniu św. Mikołaja był znany i praktykowany od dawnych czasów z tym, że podarunki były bardzo skromne.  Rodzice kładli dziecku pod poduszkę parę jabłek lub cukierków, niekiedy ołówek bądź zeszyt, w najlepszym razie kupionego na jarmarku Mikołaja, diabła, Anioła z ciasta. Bogatsze prezenty zaczęły pojawiać się w latach sześćdziesiątych XX wieku i od tego okresu zaczął się upowszechniać zwyczaj przebierania się za św. Mikołaja, by osobiście wręczać dzieciom mikołajkowe podarunki. Pierwotnie w tradycji ludowej św. Mikołaj był uważany za władcę wilków i opiekuna pasterzy. 

Św.  Łucji  (13 grudnia).  Na całym obszarze polskich Karpat tradycyjne wierzenia, zabiegi magiczne i wróżby związane z wigilią i dniem św. Łucji były silnie rozbudowane.  W pewnym stopniu można tłumaczyć to faktem, że „(…) przed reformą kalendarzową dokonaną przez Grzegorza XII w 1582 roku, dzień św. Łucji przypadał na najkrótszy dzień roku (…)”. Do dziś znajduje to potwierdzenie w starym porzekadle: „Święta Łucja dnia przyrzuca”. Stąd dzień ten, dawał początek cyklowi zwyczajowych zabiegów magicznych i wróżb, z zakorzenioną wiarą w działanie złych mocy i czarownic o istotnym znaczeniu dla gospodarki rolno-hodowlanej. Górale Żywieccy prognozowali pogodę na cały przyszły rok  przez obserwacje 12 dni od Św. Łucji do Bożego Narodzenia. Do 12 łusek cebuli sypali sól, tam gdzie ona zamokła było znakiem że będzie w tym miesiącu deszczowo. Były to wróżby na pierwsze połowy miesięcy nowego roku kalendarzowego. Powtarzali tę wróżbę od B. Narodzenia do Trzech Króli na drugie połowy miesięcy. Były też wróżby z kulek śniegu. Wierzono powszechnie, że osoba o złych zamiarach może krowie odebrać lub popsuć mleko, jeśli zdoła cokolwiek ukraść z zagrody, choćby to było źdźbło słomy lub grudka nawozu i podrzucić do innej zagrody. Ten sam cel można było osiągnąć, podrzucając do szopy, gdzie stały krowy jakiś magiczny przedmiot, np.: zasuszoną żabę, sierść, pod żłób zakopać kość  z człowieka. Ludzie pilnowali szczególnie obory i szukali po stajni czy coś  tam nie jest ukryte. Nie pożyczali tez nic nikomu w wigilie św. Łucji. Na drzwiach szopy czosnkiem robili znak krzyża. Ważne też było wykrycie i napiętnowanie domniemanych czarownic. Popularny na Żywiecczyźnie był sposób robienia stołka codziennie po kawałku przez 12 dni od św. Łucji i wykorzystywania go do wykrycia czarownic podczas pasterki. Wśród wróżb o pozytywnym znaczeniu popularne było wkładanie do wody w dniu św. Łucji, przed wschodem słońca gałązki wiśni lub jabłoni. Jeśli te gałązki trzymane w cieple zakwitły na Boże Narodzenie, dziewczyna mogła się spodziewać, że do roku wyjdzie za mąż.

Św. Tomasza (21  grudnia). Z końcem adwentu przypada dzień św. Tomasza, który jest najkrótszym dniem roku słonecznego, a wg. roku liturgicznego tylko o 3 dni poprzedza Wigilię  Świąt Bożego Narodzenia. Dzień Św. Tomasza traktowano jako szczególne świątko, poprzedzające Godne Święta. Od samego rana po wsiach chodzili chłopcy z życzeniami świątecznymi: Posłoł nos tu święty Toma, cyście tu som wsytcy doma ? W kozdym kątku po dzieciątku, a za piecem troje, byście tu nie powiedzieli, ze tu które moje. lub Na scyńście! Na zdrowie! Na tego świntego Tomasa! Zebyście byli zdrowi, weseli, jako w niebie janieli! Hop! Hop! Hop! Ostatnim trzem, słowom towarzyszyły trzy podskoki do góry z mocnym przytupem. Miało to w magiczny sposób zapewnić pomyślny rozwój gospodarstwa i zdrowie jego właścicielom, którzy na te życzenia odpowiadali: Tak to Boze dej i obdarowywali ich kolędą. Ważne było też kto te życzenia składa. Jeśli składał życzenia lekko ubrany chłopiec lub mężczyzna, wnosił w dom zapowiedź szczęśliwego roku i przed nim otwierali szeroko drzwi. Jeśli to była stara kobieta lub starszy chory chłop grubo odziani, co zapowiadało kłopoty, choroby i niepowodzenia, nie wpuszczano ich do chaty i obdarowywano ich przed progiem. Z dniem św. Tomasza łączy się także żywa tradycja mówiąca o zakazach magicznych, zabraniających pod groźbą utraty życia chodzenia i jeżdżenia do lasu oraz pracy przy wyrębie, zwózce i obróbce drzewa. Gospodarze nie wychodzili poza obręb gospodarstwa, zgodnie z popularnym porzekadłem: Święty Toma siedzi doma. Bardzo popularny był targ w Żywcu na św. Toma. Gospodarze o świcie wychodzili na targ, by zrobić zaopatrzenie na nadchodzące święta i sprzedać swoje wyroby.

Wigilia Bożego Narodzenia (24 grudnia). W kulturze ludowej całej Polski Wigilia Bożego Narodzenia uchodzi za najbardziej niezwykły dzień roku, w którym wszystko to, co na pozór zwyczajne, nabiera wyjątkowej rangi, stając się magicznym punktem odniesienia dla mającej nadejść przyszłości. Górale żywieccy uważali że ten dzień jest dobrą lub złą wróżbą na przyszły rok. W sposób najbardziej widoczny przejawiało się to w niesłychanie rozbudowanej obrzędowości w kategoriach symboli i znaków odnoszących się do całorocznej pomyślności w gospodarce rolno-hodowlanej oraz w życiu rodzinno-domowym i osobistym. Powszechnie powtarzano „Jaka wigilia taki cały rok”. Już od świtu chłopcy biegali do sąsiadów z placu, krewnych i rodziców chrzestnych, by zawinszować im w tym dniu. Mówili: Na scęści! Na zdrowi! Na tom świentom Wilijom! i trzykrotnie podskakiwali w górę. Dostawali za życzenia kolędę. Ponieważ górale Wigilię uważali za szczodry dzień, do bliskiego sąsiedztwa posyłali przez dzieci różne produkty żywnościowe, które będą przydatne do przygotowania wieczerzy. Gospodyni wczesnym rankiem przynosiła w skopcu świeżą wodę i zanurzoną w niej gałązką jedliny kropiła domowników i błogosławiła ich. Każdy odpowiadał Tak to Boze dej i pytali Co tam mocie?, a ona odpowiadała Mleko pod pianom z ganstom śmiytanom – co miało zapewnić tłuste mleko i jego obfitość. Aby te życzenia spełniły się, pytanie i odpowiedź należało powtórzyć trzy razy. Gospodarz do tej wody wrzucał monetę i wszyscy w domu myli w niej twarz i ręce dla zapewnienia zdrowia w całym przyszłym roku. By zapewnić pomyślność, pracowitość i zgodę w rodzinie, każdy z jej członków powinien w wigilię wstać jak najwcześniej i w pogodnym nastroju zabrać się do pracy, zrobić wszystko co należy, żeby niczego nie robić w Boże Narodzenie. Kobiety i dziewczęta kończyły sprzątanie i przygotowywały jedzenie na wieczerzę wigilijną i na święta. Gospodyni z razowej żytniej mąki piekła podpłomy (płaskie placki) i do ciasta które było przeznaczone na podpłomy dla krów, dodawała szypułki z dzikiej róży i ziele poświęcone w św. M.B. Zielnej i podawała krowom z wieczorną paszą, by dobrze się chowały, były zdrowe i dawały dużo mleka. Ząbek czosnku dostawał pies, żeby był ostry i kogut, żeby był dziarski.  Dzieci musiały być grzeczne i posłuszne, bo jeżeli w Wigilię zasłużyły na baty, podobna kara spotykałby ich przez cały rok.  Powszechnie przestrzegano zakazu pożyczania czegokolwiek z domu w obawie by z pożyczoną rzeczą nie wydać szczęścia z domu i aby pożyczona rzecz nie posłużyła do czarów.  Za nieodzowny element Świat Bożego Narodzenia uważano drzewko wigilijne, obecnie nazywane choinką. Formą o wiele starszą były małe jodełki i jodłowe gałązki z wiecznie zielonego „drzewa życia” zwane tu  połaźnicą.  które były przede wszystkim niezbywalnym atrybutem obrzędowym o magicznych właściwościach apotropeicznych. Gospodarz w wigilię jeszcze przed wschodem słońca szedł do lasu i ścinał 3 jodełki – połaźnice. Największa do zawieszenia pod powałą w rogu izby, mniejsza do zatknięcia w szopie dla bydła, gałązki z trzeciej zakładano w izbie za święte obrazy. Często małą gałązkę wbijano do obornika, by na wiosnę na pierwszej furze wywieź ją na pole i tam wbić na urodzaj.  Gdy je wnosił do domu też składał życzenia domownikom, którzy odpowiadali: Tak to Boze dej. Zanim połaźnice umieszczono na wyznaczonych miejscach, zeschłe, zeszłoroczne wyjmowano zza obrazów, łamano je, podpalano na środku izby mówiąc: Wychodź gościu stary, bo tam pójdzie nowy i domownicy grzali sobie nad ogniem ręce i bose stopy, żeby ich nie bolały, żeby nogi nie obierały jak będą chodzić boso. Znoszono też ze strychu zeschłą domową połaźnice, podpalano ją przed domem i biegano z  nią wokół drzewek owocowych, żeby lepiej rodziły. Po zakończeniu tych czynności ojciec wnosił do izby nową połaźnice, którą już można było ubierać i zawiesić pod powałym na belce u sufitu lub postawić w rogu izby. Ozdabiano ją różnymi cackami zrobionymi przez domowników z bibuły i słomek, kolorowych opłatków, kostkami cukru owijanymi w bibułę, oraz jabłka, cebulę i czosnek, by te płody dobrze obrodziły w przyszłym roku.

Stół wigilijny  wymagał specjalnego przygotowania wg ustalonych tradycją czynności  wykonywanych w określonej kolejności. Pod stół kładli koszyk w którym były kwacki, buraki i ziemniaki, na dobre plony. Nogi stołu owijali łańcuchem, by domownicy trzymali się razem, by mieli żelazne zdrowie i siły, a złodzieje nie mieli dostępu do domu. Kładli też pod stół żelazne przedmioty np. siekierę, na których podczas wieczerzy należało opierać stopy, by być silnym jak żelazo. Na stół układano siano, owies w woreczku i pieniądz lub w innych wsiach do siana wkładano  główki czosnku i cebuli, by wszyscy byli zdrowi jak czosnek i okrągli jak cebula, albo sypano miarkę owsa lub po garści zboża wszystkich uprawianych gatunków. Dopiero to nakrywano płachtą siewną lub lnianym prześcieradłem. Pierwszym przedmiotem postawionym na stole były świece – dawniej łuczywo.  Na stole najważniejszy był bochen swojskiego chleba, następnie kładli opłatek i drewniane łyżki, zawsze o jeden więcej niż domowników dla zmarłych duszyczek lub tyle łyżek ilu jest domowników, bo położenie o jedną mniej wróżyło śmierć w rodzinie. Przed wieczerzą należało ustalić co się na wiosnę zasieje i zasadzi na którym zagonie , bo ten plan ustalony w wigilię przyniesie dobre plony. Podczas wieczerzy niekiedy wzywano imiennie do wspólnego posiłku dusze bliskich zmarłych, a nawet wszelkie nieznane, a błąkające się w tę noc duchy - np. zwracając się ku oknu - wołano: z potoków, z obłoków, przyjdźcie ku nom wiecerzać, przyjmujemy wos. Gdzieniegdzie znane są jeszcze archaiczne formuły trzykrotnego przyzywania na wieczerzę wilka, co by się najadł i w lecie nie zjadał owiec. Do wzywanych zwierząt na wspólną wieczerzę, na tych terenach dokładano też czasem niedźwiedzia i złodzieja – jako nieproszonego gościa.

Wieczerza Wigilijna. To był najważniejszy moment dnia wigilijnego, spożycie postnej wieczerzy posiadającej charakter uroczystej uczty obrzędowej nacechowanej symboliką szczególnych zachowań, gestów i słów. Po pierwszej gwiazdce na niebie gospodarz szedł do obory z opłatkiem i chlebem by dać go zwierzętom, przede wszystkim koniowi, krowom, wołom i owcom. Następnie rozpoczynano wieczerzę. Najważniejszą osobą przy stole wigilijnym był najstarszy wiekiem męski członek rodziny. Rozpoczynał wieczerzę modlitwą, którą powtarzali domownicy na klęczkach. Dziękowano Bogu za przeżyty rok i proszono o nowy szczęśliwy. Ojciec rozdawał opłatki po starszeństwie, które dawniej spożywali w milczeniu.  Pierwszym „daniem” po opłatku był chleb, z którego piętkę z wciśniętym do niej opłatkiem nazywano wigilijnym okrajkiem. Robił to gospodarz, wykrawał miąższ, kładł opłatek wigilijny i przykrywał wykrojonym miąższem. Był to symbol pomyślności, który całowano przy wieczerzy wigilijnej. Później wykorzystywano go do różnych zabiegów magicznych; np. kawałek dawano krowie przed ocieleniem by łatwiej rodziła lub kawałek zakopywano na polu co miało chronić uprawę przed gradobiciem.  Drobne kawałki z tej piętki dodawano do ziaren przed wiosennym siewem, przyorywano pod pierwszą skibę, dodawano do kadzidła przed pierwszym wypędem bydła i owiec na halę. Reszta była przechowywana przez cały rok i traktowana jak świętość z wiarą w jej cudowne właściwości. Ilość potraw była różna. Najważniejszą zasadą było, że w skład potraw wchodziło wszystko, co się siało i co się sadziło, wszystko co się w lesie i w polu rodziło. Do czasów ostatniej wojny potrawy wigilijne spożywali ze wspólnej miski. Następne potrawy różnie przyrządzane w poszczególnych okolicach, oparte o podstawowe płody rolne: kwaśnica z ziemniakami,  kapusta z grochem, krupy jęczmienne i pęczak, żur owsiany, różnego rodzaju kluski, miód, suszone grzyby i owoce, orzechy i świeże jabłka – wszystko postne, czasem maszczone olejem lnianym, Pierwsze trzy łyżki strawy wigilijnej odkładała gospodyni do skopca, aby wieczerzą obdzielić krowy. Istniało wiele nakazów, zakazów i przestróg podczas wieczerzy, np. nie wolno było obalać się na stół czyli podpierać się łokciami, gdyż jak wierzono, w lecie może to powodować bóle krzyża, nie wolno było rozmawiać, każdy miał zjeść po trzy łyżki każdej potrawy. Wieczerzę kończyła wspólna modlitwa, po czym każdy obchodząc dokoła stół trzema ruchami ubijał masło w pustej masielnicy, co miało ułatwić gospodyni wyrabianie masła i odganiać przez cały rok uroki rzucane przez czarownice odbierające krowom mleko. Gospodarz po wieczerzy wychodził do ogródka z siekierą i podchodząc do drzewka, które marnie owocowało, uderzał go obuchem i groził że je zetnie, jeśli się nie poprawi. Kiedy gospodarze wrócili z obejścia, rozmawiali o tym, gdzie i co w następnym roku będą sadzić. Zasiadano do wspólnego śpiewania kolęd i pastorałek. Wśród wielu regionalnych i lokalnych odmian zwyczajów wigilijnych, wierzono, że gdy dzwonią dzwony na pasterkę, woda ma cudowna moc i na mgnienie oka zamienia się w wino. Ludzie wiec biegli do potoków, przynosili wodę do domu, pili po parę łyków, a w Boże Narodzenie należało wrzucić do niej srebrna monetę i umyć się w niej, żeby człowiek był taki zdrowy jak ten pieniądz. Gdy w rodzinie były starsze dziewczęta, to wróżyły sobie o swoim zamążpójściu podobnymi wróżbami jak w Andrzejki (polana do pary, szczekanie psa, śpiew ptaka itp.). Na pasterkę szli gromadnie, a w domu pozostawali niedołężni starcy i matki z maleńkimi dziećmi. Po drodze obserwowali nocne niebo i mówili: ile gwiazd na niebie, tyle ździebeł zboża będzie w polu i obfitość jaj. Od Wigilii do Nowego Roku nie należało dotykać wełny, ani prząść, ani tkać, żeby owce pasące się na wysoko położonych halach, nie dostawały zawrotu głowy.

Boże Narodzenie (25  grudnia). W obrębie całych polskich Karpat Boże Narodzenie było i jest przez górali obchodzone bardzo uroczyście, jako wielkie święto kościelne. Silna pod tym względem presja obyczajowa powodowała, że drastyczne łamanie tradycyjnych norm i wzorów zachowania, spotykało się z dezaprobatą społeczną. Obowiązywało dużo zwyczajowych zakazów i nakazów określających sposób bycia. W dniu bożego Narodzenia nie wolno było wykonywać żadnej pracy, sprzątania i zamiatania izby, obierania ziemniaków, rąbania drzewa na opał, gotowania, czyszczenia butów a nawet ścielenia łóżek. Miotły ani ostrych narzędzi nie wolno było brać do ręki. Nie chodzono w odwiedziny i nie przyjmowano gości, spędzając cały dzień we własnym gronie rodzinnym. Wolno było tylko nakarmić zwierzęta domowe, ale już usuwanie obornika spod nich było zabronione. Jedzono odgrzewane jedzenie przygotowywane przed świętem. Wszystkim tym nakazom i zakazom towarzyszyło przeświadczenie, że dusze zmarłych powracają wówczas do rodzinnych domów i z tego powodu należało tak czynić, by nierozważnym zachowaniem nie skrzywdzić niewidzialnych istot lub im nie ubliżyć, ściągając tym samym na siebie ich gniew. Pewne zwyczaje nawiązywały do prastarej magii wegetatywnej, każdy po mszy świętej powinien lecieć jak najprędzej do domu i pomieszać zboże w skrzyni, żeby szybko dojrzewało w polu. Kto pierwszy przybiegł do domu szedł najpierw do szopy, w przygotowanej wodzie maczał gałązkę jedliny, kropił bydło i głaskał tą gałązką, żeby krowy się dobrze chowały i miały dużo mleka. Dopiero potem wchodził do domu, kropił wszystkie kąty i domowników, żeby głowa nie bolała i żeby choroba nie przyszła. Wróżyli na urodzaj z węgielków wyciąganych z paleniska w Boże Narodzenie po sumie.

Św. Szczepana (26 grudnia). Dzień św. Szczepana upływał w radosnym nastroju i ożywionych kontaktach sąsiedzko-towarzyskich. W latach pięćdziesiątych XX w. praktykowany był jeszcze zwyczaj składania życzeń świątecznych przez kolędnika wjeżdżającego do izby na koniu przystrojonym jedliną i wstążkami. Kolędnik był też odświętnie ubrany. Jeśli nie mieścił się w chałupie lub nie chcieli go do niej gospodarze wpuścić, stał przed progiem i winszował tak, jak przy sypaniu owsem. Dawniej był zwyczaj zwany śpiywaniem lub kolendowaniem poza okna. Uczestnikami tego zwyczaju byli wszyscy, kto tylko miał ochotę, od dzieci po starszych ludzi, byleby tylko piyknie śpiwali. Bywało tak, że grupę kolędującą stanowiła cała jedna rodzina. Niektóre grupy miały wśród siebie muzykanta z heligonką. Wieczorem w św. Szczepana zbierali się w karczmie kawalerowie, parobcy mający ukończone 20 lat, wybierali wójta kawalerów, który przez cały rok stał na czele parobków, rozstrzygając różne spory i godząc zwaśnionych, zwyczaj ten już w okresie międzywojennym wg. informatorów występował bardzo rzadko.

Grupy Kolędnicze i Świąteczne widowiska obrzędowe.  Począwszy od drugiego dnia Świąt Bożego Narodzenia do M. B. Gromnicznej, ze szczególnym nasileniem w okresie do św. Trzech Króli, zaczynały chodzić po wsiach karpackich  różne mniejsze grupy kolędników oraz większe grupy młodzieży męskiej tzw. przebierańców, przedstawiające okolicznościowe widowiska obrzędowe. (K. Kwaśniewicz,1998.4 1998.42)  Choć z biegiem lat ulegało zmianie odzienie i zachowania poszczególnych postaci, to podstawa tych widowisk pozostała niezmienna. Grupy chodziły po terenie własnej wsi, a kiedy dwie różne grupy spotkały się na granicy wsi, dochodziło nieraz do bójki i zwycięska  grupa miała wstęp do obcej wsi. Każda grupa ma swoje zwyczajowe oracje, teksty pieśni i pastorałek, urozmaicane muzyką i tańcem oraz swojego komendanta, który zajmuje się całą organizacją i pilnuje właściwego zachowywania się przebierańców. W części Beskidu Żywieckiego w dniach 31 grudnia i 1-2 stycznia chodziła grupa pod nazwą Noworoczne dziady prezentując barwne widowisko obrzędowe,  kontynuowane do współczesnych czasów. (Szczegółowy opis  grupy; ubiory, postacie i ich role, jest w publikacji autorstwa Marii Romowicz, Folklor Górali Żywieckich, s.199-205, COMUK, Warszawa 1978). Inne grupy przebierańców trzymające się tradycji to; Szlachcice z Lalik, Zwardonia, Kamesznicy z towarzyszeniem skrzypka i helegonisty, których zasięg ograniczał się do kilku wsi, Jukace z Zabłocia. Za te widowiska otrzymywali różne dary żywnościowe, z których wieczorem przyrządzali posiłek na zorganizowanej wspólnej zabawie z muzyką i tańcami. Oprócz w/w rodzajów kolędowania, na Żywiecczyźnie chodzili też kolędnicy z szopką lub z gwiazdą oraz pastuszki, których było trzech 12-14 letnich chłopców i anioł, a swoich ról uczyli się ze starych zbiorów pastorałek. Za składane życzenia otrzymywali słodkie pieczywo, jajka i czasem drobne pieniądze.

Nowy Rok  (1 stycznia).  Dzień Nowego Roku dawniej nazywano Nowym Latkiem i podobnie jak dzień wigilijny w magiczny sposób oddziaływało na przyszłość, co znalazło swoje potwierdzenie w porzekadle Jaki Nowy Rok – taki cały rok. Powszechnym, najbardziej charakterystycznym zwyczajem w obrzędowości były noworoczne odwiedziny dzieci, które przychodziły składać gospodarzom życzenia. Nazywano je nowoletnikami, dla których gospodynie piekły podpłomyki lub malutkie chlebki smarowane po wierzchu bryndzą, a rodzice bardzo pilnowali, by dzieci szły zawinszować do potków (chrzestnych rodziców). W regionie tym zwyczaj składania tradycyjnych życzeń  noworocznych nadal jest żywy i robi to każdy, kto tylko przekroczy w tym dniu próg czyjegoś domu. Najlepiej jest, jak pierwsze powinszowania składają dzieci.

Trzech Króli – Objawienie Pańskie (6 stycznia). Święto Trzech Króli kończy okres Godnich Świąt. Do tradycji należało w tym dniu poświęcenie wody, kredy i  kadzidła, które jako akcesoria obrzędowe należały do sfery sacrum i w kulturze ludowej były używane do zwyczajowych  praktyk o charakterze apotropeicznym. Najważniejsza była woda trzejkrólowa, gdyż – jak mówiono – służy ona do wszystkiego. Niemniej ważna była poświęcona kreda, którą gospodarze kreślili znaki ochronne (+ lub o) nad drzwiami szopy przed pierwszym wiosennym wypasem, a w wieczór wigilijny na budynkach mieszkalnych i inwentarskich. Kadzidła zmieszanego z poświęconymi ziołami, używano do okadzania zwierząt przed pierwszym wypasem, przed pierwszą orką i w chorobach. W tym dniu po kolędzie chodzili Trzej Królowie ubrani na wzór królów przedstawianych w szopce betlejemskiej.

Godzenie służby.  W Beskidzie Żywieckim gospodarze chodzili za sługami pomiędzy Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Służba trwała od nowego Roku do następnego Nowego Roku, a półroczna od Nowego Roku do Św. Jana. Nie było ustalonych reguł wynagradzania za służbę. Dzieci służyły najczęściej tylko za wyżywienie, kierpce i kopyce - kopytka (skarpety z owczej wełny). Młodzież dostawała ponadto niewielkie wynagrodzenie pieniężne. Na koniec służby gospodarze dawali słudze wedle zwyczaju nowe lato w postaci bochenka chleba i kawałka słoniny.

 Św. Matki Bożej Gromnicznej – Ofiarowanie Pańskie  (2 lutego).  I tu zwyczajem było i jest święcenie dużych świec zwanych gromnicami, dawniej wykonywanych z czystego wosku. Taką świecę poświęcano wielokrotnie przez co nabierała więcej cudownych mocy.  Poświęconą przechowywano z wielkim szacunkiem, dawano ją do ręki umierającemu, zapalano podczas burzy, gdyż miała chronić przed piorunami, wichurami i gradem, a także przed wilkami. W ten dzień gospodarze obserwowali zjawiska pogodowe i mówili: gdy na gromnice roztaje, rzadkie bedom urodzaje lub gdy mróz w gromnicnom trzyma, wtedy już niedługo zima.

Św. Błażeja  (3 lutego)

Uważany był za jednego ze „świętych doktorów”, który leczy i zapobiega bólowi gardła. Święcono jabłka, które zjadano w celu profilaktycznym zaraz po wyjściu z kościoła. Zwyczaj ten zaginął.

Św. Agaty (5 lutego). W Beskidzie Żywieckim nie był znany zwyczaj święcenia chleba i wody. W tym dniu wierni szli do kościoła poświęcić tylko sól, która miała chronić przed pożarem i powodzią. W chwili zagrożenia wrzucali sól do rzeki  lub zakopywali głęboko w ziemi. Powtarzane jest przysłowie; Sól świętej Agaty broni od ognia chaty.

Okres mięsopustu /karnawału/. Okres pomiędzy Świętami Bożego Narodzenia a początkiem Wielkiego Postu nosi nazwę zapustów lub mięsopustu.  Dawniej był to najweselszy czas w życiu mieszkańców wsi. Odbywały się liczne wesela i zabawy, ożywało życie towarzyskie. Najwięcej zabaw i spotkań odbywało się w ostatnie trzy dni, przed środą popielcową. Bawiono się w karczmach i po chałupach, bo każdy w ostatki chciał zatańczyć na kwacki (karpiele) żeby się rodziły. Tupano mocno w tańcu, żeby lepiej rosło w polu. Tańczono na len, na konopie, karpiele i ziemniaki, wykonywano wysokie podskoki, które miały zapewnić wysokie plony. Najstarsi informatorzy wspominali, że jeszcze z początkiem okresu międzywojennego same baby tańcowały Bon na kwacki – taniec parami samych mężatek i że młodzieży nie dopuszczano do ostatkowych zabaw, na których hulali sami gospodarze. Choć nie zachowały się już tradycje ostatkowych przebierańców trzeba wspomnieć o grupie Mięsopustnicy i Pielgrzymi z Sopotni Wielkiej, których grupa w maskach lub o pomalowanych twarzach składała się z 7 parobków: jeźdźca na drewnianym koniu, trzech pielgrzymów, śmierci oraz dziada i dziadówki z koszami na dary. Towarzyszyli jej muzykanci ze skrzypcami heligonką.(opis M. Romowicz, s. 208-211), którzy występowali tylko w ostatni dzień karnawału czyli w wigilię środy popielcowej. I tu dziewczętom, które w mięsopuście nie wyszły za mąż, wytykano staropanieństwo, a jeszcze do tego gdy odrzucały zalotników – na ostatkowej zabawie narzucali chomąt z konia na szyję, kawalerowie robili też dziada ze słomy (kukłę) i stawiali przed domem takiej panny, na którą mieli złość.  Wszystko cichło o północy z wtorku na środę popielcową zw. Wstępną lub po prostu Popielcem.  

Wielki Post. W oparciu o kalendarz gregoriański Święta Wielkanocne obchodzone są niezmiennie w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, przy czym za początek wiosny przyjmuje się dzień 21 marca. W codziennym życiu górali karpackich Wielki Post postrzegany była jako czas ciszy, skupienia i modlitwy. Na tradycyjnej obrzędowości ludowej tego okresu, równolegle z zachowaniami wynikającymi z pobudek religijnych, trwałe ślady odcisnęły pozostałości wierzeń odwołujących się w symboliczny sposób do pierwotnego kultu życiowych sił przyrody przezwyciężającej zimową martwotę. Poszczególne tygodnie Wielkiego Postu nazywali: wstępny, bioły, corny, kwietny, wielgi. Podstawą codziennego jadłospisu był żur z mąki owsianej lub jęczmiennej,  gotowane lub pieczone ziemniaki, karpiele i kapusta. Na wodzie z kiszonej kapusty przyrządzano polewkę zabielana mlekiem lub mąką zwaną kwaśnicą  lub  kapuśnicą. Nie urządzano wesel i zabaw, instrumenty były pochowane poza piszczałką wielkopostną na której można było grać np. w św. Józefa.

Zwiastowanie Pańskie  (25 marca)

Środa Popielcowa- wszystkich obowiązywał ścisły post. Mieszkańcy wsi szli do kościoła na nabożeństwo i posypanie głów popiołem.

Półpoście -  przypadało na środkową środę Wielkiego Postu, mówiono, że „post się waży”. Wiązały się z nim  rozmaite zwyczajowe żarty, różne w różnych wsiach. Dorośli żartowali sobie z dzieci, które miały wyzbierać stare pinkle – buty, spodnie, jakle i o północy iść z tym na Klimkową Skałę – tam zostawić to, a dostaną nowe.

Kwietna Niedziela - Niedziela Palmowa - Palmy Wielkanocne.  Niedziela palmowa zwana Kwietną Niedzielą ma uroczysty, świąteczny charakter poprzez zwyczaj święcenia tu nazywanych bagniątka. Obok licznych zwyczajowych praktyk religijno-magicznych, które miały na celu zapewnienie pomyślności w gospodarce rolno-hodowlanej, u górali kocanka była powszechnie uznawanym środkiem apotropeicznym (magicznym - przeciwko burzy, chroniącym przed wszelakim złem). Bagniątka do poświęcenia w kościele niosły kobiety i panny. Mężczyźni idąc do kościoła za kapelusz zatykali gałązkę cisu, a kawalerowie gałązkę jałowca, którą po mszy uderzali panny szczególnie po nogach, co było publiczną oznaką szacunku dla nich i aby zasilić je w energię i odpędzić zimową ospałość. To z czego robiło się  bagniątka, ustalony był tradycją i był obowiązujący w różnych wsiach różny zestaw gałązek i ziół. Obowiązkowo  musiały być: gałązki cisu, jałowca, leszczyny, wierzby z baziami, bo wierzono że cis ma moc uzdrawiania i odżegnywania zła, jałowiec posiada moc oczyszczania i służył do okadzania chorych, odczyniania uroków, ochraniał od żywiołów, bazię dawano dzieciom do połknięcia by nie chorowały na gardło,  wkładano poświęcone bazie do ziarna siewnego i do ziemniaków sadzeniaków w ochronie przed myszami i zepsuciem. Potem dokładano – w zależności od wsi – jemiołę,  gałązki czereśni, barwinek, kopytnik, mirt, boże drzewko, przeróżne zioła, przywiązywano jabłka a nawet kawałek słoniny, którą smarowano ręce przed sadzeniem kapusty, co miało chronić ją przed robactwem. Wszyscy ozdabiali bagniątka kolorowymi kwiatkami i wstążkami wykonanymi  z bibuły i poświęconą głaskano bydło, konie, owce, aby się darzyły, a następnie do trzeciego razu uderzano domowników aby byli zdrowi. Po tych zabiegach nie wnoszono jej do izby, lecz wtykano za krokiew na strychu lub za tragarz w stajni. Gałązką z bagniątka uderzano bydło przed pierwszym wiosennym wypasem, aby zapewnić mu na pastwisku bezpieczeństwo i zdrowie. Kawałek gałązki z  kawałkiem chleba-okrajkiem, gazda wkładał pod pierwszą skibę rozpoczynając orkę, na dobry urodzaj, przeciw burzy i powodzi. Z pomieszanych ziół i poświęconej bagniątki przygotowywano napój dla chorych, który uzdrawiał.

Wielki Tydzień - Wielka Środa - W niektórych wsiach jeszcze pod koniec XIX w.  gromadnie wyrzucano zimę. Robili to chłopcy - ze słomy kukłę zwaną Judaszem, zrzucali z wieży kościelnej np. w Milówce  z różnymi okrzykami i śpiewem topili ją w Sole.

Wielki Czwartek -  gospodarze szczepili gaje czyli drzewka owocowe wierząc, że tak jak się zawiązuje dzwony, tak zawiążą się owoce, a chłopcy trzykrotnie obiegali kościół z klekotkami, co miało przypominać, że św. Piotr trzykrotnie zaparł się Pana Jezusa. Od Wielkiego Czwartku do świąt nie prało się w rzece kijankami, żeby grad nie prał pól.

Wielki Piątek - Obowiązkowo wszyscy domownicy szli do kościoła by uczestniczyć w nabożeństwach związanych z Męką Pańską. Obowiązywał wszystkich ścisły post, jedynie dzieci mogły zjeść kawałek karpiela. Dzień ten wśród górali żywieckich obfitował w zakazy i nakazy, których przestrzeganie miało mieć dobry lub zły wpływ na codzienne życie nie tylko rodziny i każdego pojedynczego człowieka ale i na hodowane zwierzęta i uprawy rolne. Wiele tych praktyk stosowano jako ochronę przed czarami czarownic, szczególnie w odbieraniu krowom mleka. Dlatego w tym dniu nie wolno było nikomu nic pożyczać. Pilnowano też bydła by nikt obcy nie wchodził do obory. Obowiązywał zakaz prac polowych, zwłaszcza ruszania ziemi, bo Pan Jezus leży w grobie (to nawiązanie do obrzędowości pogrzebowych). Silnie rozpowszechnione wierzenie, że zanim noc przemieni się w dzień (z czwartku na piątek) woda posiada cudowną oczyszczającą i uzdrawiającą moc, powodowało, że jeszcze do czasów II wojny światowej, powszechnie praktykowano zwyczaj mycia się lub nawet kąpieli w wodzie bieżącej bądź czerpanej ze źródła. Przed wschodem słońca wszyscy biegli do rzeki myć się, żeby być zdrowym. Masło robione w Wielki Piątek było cudownym lekarstwem, robiono z niego maść na rany, pryszcze i boloki. Gospodynie musiały je robić przed wschodem słońca. Gazdowie przycinali w Wielki Piątek gałęzie  drzew i krzewów, by lepiej rosły, w tym dniu też sadzili nowe drzewka owocowe, bo będą lepiej owocowały, a dziewczęta na rosnących już drzewach owocowych wieszały wydmuszki z jaj co miało zapewnić obfity zbiór owoców. Gospodynie wyrzucały post przez wyniesienie glinianego garnka z popiołem, rozsypanie go na polach i stłuczenie garnka. W wielu wsiach był zwyczaj  topienia lub pogrzebu żuru. Gdzie była rzeka, to do niej wrzucano garnek z żurem, gdzie jej nie było, garnek zakopywano poza wsią. Pogoda w tym dniu wróżyła dobre lub złe plony, co przejawiało się w powtarzanych przysłowiach: W Wielki Piątek mróz, to na górce siana wóz. W Wielki Piątek deszczu kropla, to na górce siana kopka. W Wielki Piątek jasno, to w stodole ciasno. W Wielki Piątek – dobry siewu początek. Kiedy w Wielki piątek rosa, nasiej gospodarzu dużo prosa, a jeśli mróz, to proso na górę włóż.

Wielka Sobota - Rankiem koło kościoła odbywało się święcenie wody i ognia. W później- szych godzinach pokarmy. Ważniejszy tu był ogień. Pierwsze ziemniaki – te spod stołu wigilijnego - sadzili w Wielką Sobotę, bo w ten dzień nie obowiązywał już wielkopiątkowy zakaz prac polnych.

Woda - Woda święcona nazywana wodą chrzcielną w obrzędowości żywieckiej nie ma tak dużego znaczenia, jak woda święcona w Trzech Króli.

Ogień - Obok kościoła płonęło ognisko z gałązek tarniny, głogu, i dzikiej róży. Zabrany popiół z tego ogniska sypano na pole przy pierwszej orce dla oczyszczenia ziemi. W czasie święcenia ognia chłopcy opalali tzw. leskowe prątecki czyli kije leszczynowe lub głowienki  z których robili małe krzyżyki i w drugi dzień Zielonych Świąt wbijano do ziemi na ornym polu dla ochrony plonów przed gradobiciem i powodzią. Taki krzyżyk przybijał też gospodarz nad drzwiami domu. Były też umocowane na patykach huby, które zapalone od poświęconego ognia trzeba było donieść do domu ,aby okadzić dom i stajnię oczyszczając je od złych mocy.

Pokarm – Dawniej z powodu biedy, do kobiałki wkładano to, co kto miał do jedzenia na święta, ale obowiązkowo jajka. W późniejszych czasach kiedy było lepiej, baranka z ciasta,  babówkę (pszenne ciasto drożdżowe), pęto kiełbasy, chleb, chrzan, sól, jajka zw. kraszankami barwionymi w łupkach cebuli, oziminie, w korze  olchy, w czerwonych burakach. Kobiałki z żywnością przystrajali zieleniną, kwiatkami i do poświęcenia niosły je dzieci.

 Niedziela Wielkanocna – zw. Zmartwychwstaniem. Rano wszyscy mieszkańcy wsi szli na rezurekcję, podczas której z procesją obchodzono trzy razy kościół. Obserwowano czy wszystkie kobiety idą trzy razy wokół kościoła. Tę kobietę która tego nie uczyniła, uważano za czarownicę i jej los we wsi był nie do pozazdroszczenia. Bywało tak, że musiała wynieś  się ze wsi. Niedzielę Wielkanocną spędzono w ścisłym gronie rodzinnym, bez gości, w ciszy, bez hałasu, bez odwiedzin. Poświęcone jedzenie spożywano dopiero po mszy rezurekcyjnej. Dzielono się jajkiem, ale nie składano sobie życzeń. Tradycyjną potrawą spożywaną w czasie obu dni Świąt Wielkanocnych była jajecznica. Cały dzień spędzano w domu z rodziną, a wszelkie nakazy i zakazy były podobne jak w pierwszy dzień Bożego Narodzenia.

Poniedziałek Wielkanocny - był już dla wszystkich dniem radosnym i wesołym. Starsi spotykali się z rodziną, zaprzyjaźnionymi sąsiadami, urządzając gościnę, a młodzież urządzała różne żarty i kultywowali zwyczaj polewania się wodą, nazywany śmirgustem. W tym dniu w niektórych wsiach chodziła grupa Śmierguśników zwanych gdzie indziej Śmigorzami: słomiorz, baba z koszykiem i dziad kulawy, w rękach mieli kołatki i kłapacki, bicze uplecione z wikliny i sikawki z drewna. Śpiewali albo składali życzenia, oblewali domowników z sikawki, szczególnie panny, za co dostawali kolędę w postaci jajek i kiełbasy, a wieczorem urządzali tańce. Prawdziwe polewanie odbywało się poza domem na otwartej przestrzeni. W ten dzień też powtarzano różne przysłowia:  Pogodny dzień wielkanocny, grochowi wielce pomocny. Ile mgieł w marcu, tyle deszczu w czerwcu. Kto sieje groch w marcu, gotuje go w garncu, a kto sieje w maju – ten w jaju.

 – W obrzędowości wielkanocnej na Żywiecczyźnie zwyczaj chodzenia z gaikiem i topienia marzanny nie był znany.

Stawianie moji (1 maja).  Zwyczaj stawiania przez zalotnika zielonego drzewka zw. mojką przed domem wybranki nosił cechy obrzędowej formy zalotów, które zanikło. Jest współcześnie odtwarzane przez zespoły regionalne. Dawniej  stawianie moja – ustrojonego drzewka jodłowego lub świerkowego – przez kawalera mającego poważne zamiary wobec panny, odbywało się  w nocy z  30 kwietnia na 1 maja. Dziewczyna przed której domem była postawiona mojka, musiała się wykupić organizując wieczorem poczęstunek i tańce, na które zapraszała chłopców i dziewczęta. Nielubianej dziewczynie lub takiej na którą chłopcy mieli złość, na dachu stawiali  dziada – kukłę słomianą, ubraną w stare łachy. Gospodarzom – rodziców panny - od których doznali ujmy na honorze, chłopcy robili różne psoty: zamalowywali okna smarem, drzwi wejściowe na krzyż zabijali deskami, na kelenicę wystawiali kawałek wozu lub jakiś sprzęt rolniczy lub wywozili go na orne pole.  

Św. Wojciecha (23 kwietnia) – dzień patrona pasterzy, w którym to dniu bacowie ze swoimi stadami owiec wychodzili na wypas na hale.

Św. Marka (24 kwietnia)  - To był najbardziej odpowiedni dzień, w którym należało sadzić wczesne ziemniaki.

Zielone Świątki – (data ruchoma).  Na Zielone Świątki przystrajano drzwi i okna domów  gałązkami brzozy, jawora, jesiona lub lipy. U górali żywieckich Zielone Świątki miały przede wszystkim cechy kultu agrarnego. Tradycja długotrwałych obserwacji kapryśnej pogody w przełomowe dni wiosenne  czynione z wielką uwagą nadała formę przysłów dla rolników i pasterzy, które stały się wskazówkami planowania robót w polu,  Na pierwszego maja szron, obiecuje dobry plon.  Gdy kukułka zakukała na suchy las, to będzie głodny czas, a gdy w zielonym gaju, spodziewaj się urodzaju. Ciepłe deszcze w kwiecień, rokują dobrą jesień. Sianie i sadzenie związane było też z imionami świętych: Benedykt w pole z grochem ( 21.03),  Wojciech z owsem jedzie (23.04),  Stanisław ze lnem (8.05), Filip tatarke wiezie (26.05).  Przetrwał zwyczaj palenia Sobótek. W drugi dzień Zielonych Świątek gospodarze z młodzieżą szli na pastwiska, by razem z pasterzami bydła rozpalić ognisko – sobótkę i usmażyć zgodnie ze zwyczajem jajecznicę - jajeśnice-faryne i wspólnie zjeść. Ogniska były duże, a wyznaczeni chłopcy dokładając gałęzie. pilnowali żeby nie przygasały i paliły się cały czas równo. Był zwyczaj opalania zbóż. Młodzi chłopcy z kadłubami zapalonymi od ogniska trzykrotnie obiegali pole zasiane zbożem krzycząc: Źrej zytko na nowe latko, a pszenicka dlo kónicka, a dlo złego nic!. Opol Boze moje zboze, somsiadowi, jako może. Kiedy te kozubki kończyły się palić, wyrzucali je wysoko w górę. Do ceremonii sobótkowej należały tańce przy muzyce wokoło ogniska trwające do późnych nocnych godzin.

Boże Ciało (data ruchoma). Ołtarze na Boże Ciało zdobiono dawniej gałęziami brzozy, lipy, jarzębiny i kasztana z czym wiązał się zwyczaj obłamywania gałązek z ołtarzy, które tak jak ziele służyły do odpędzania burzy, a wtykane na polach miały chronić przed gradem i powodzią. Zbierano też kwiatki sypane podczas procesji i zasuszane w domu służyły do okadzania miejsca bolącego zęba i głowy. Do ludowych zwyczajów związanych z Bożym Ciałem należało też święcenie ziół. Kobiety – gospodynie w oktawę B. Ciała święciły bukiety, a panny wianki, które składały się z rozmaitych leczniczych ziół i kwiatów. Były to najczęściej: lubscek, macierzonka, wrotyc, marunka, dziurawiec, zgrzyp, tojeś czyli butki. Po poświęceniu bukietów i wianków zawieszano je przy świętych obrazach i używano jako lekarstwa dla ludzi i zwierząt. Gdy  nadciągała burza, palono trochę ziół z których dym rozpędzał chmury burzowe. Okadzano też tymi ziołami bydło przed pierwszym wypasem. W czasie oktawy B. Ciała obowiązywał zakaz prania w rzece kijankami, żeby pioruny nie strzelały w siano, żeby grad nie niszczył plonów, a woda nie zabierała pola. Powtarzano przysłowia; Jaki dzień jest w Boze Ciało, takich dni potem niemało. Na Boze Ciało siej proso śmiało, a po Bozym Ciele, tatarke śmielej.

Św. Jana Chrzciciela (24 czerwca). Najbardziej charakterystycznym zwyczajem świętojańskim było tzw. majenie pól, do którego górale używali gałęzi lipy, jawora, leszczyny, dębu, dzikiej róży - jak mówiono - wszystkie  drzewa „rodzące”, bo tylko takie miały wpływ na urodzaje. Majono też okna i drzwi domów po ich zewnętrznej stronie. Należało to zrobić przed wschodem słońca, bo wtedy św. Jan je poświęcał. Nie wolno było do majenia używać osiki, która była wykorzystywana w złych magicznych praktykach. Był także zwyczaj zbierania ziół w wigilię św. Jana, które uważano za najlepsze lekarstwa na różne choroby, ale należało zwracać baczną uwagę by nie spotkać się z czarownicami, które w nocy chodziły po miedzach nagie zbierając do czarów różne trawy, żeby krowom odbierać mleko. Jeśli przed św. Janem okopywano ziemniaki, to też wbijano w rzędy gałązki leszczyny i jawora. W dzień św. Jana kobiety i panny mogły iść na hale do bacówek z odwiedzinami baców i juhasów zanosząc im różną żywność tę dla nich na dalszy pobyt przy owcach i tę, która była poczęstunkiem podczas zorganizowanej z tej okazji na bacówce zabawy przy muzyce.

Zwyczaje pasterskie – Kamieniste pola Beskidu Żywieckiego często zmywane wodą z potoków górskich  uniemożliwiały uprawy płodów rolnych dających możliwość wyżywienia się ludności. Pomimo takich warunków uprawa tego co mogło urodzić się na zagonie, wymagała ogromnie znojnej pracy. Wobec tych warunków od dawnych czasów podstawą bytu ludności góralskiej zamieszkującej te górskie tereny była hodowla bydła, a szczególnie wypas owiec na halach, łąkach i dolinach. Górale przywiązani do tradycji zachowali w praktyce, dawne zwyczaje pasterskie. W dzień św. Wojciecha (23 kwietnia) patrona pasterzy, uznany przez mieszkańców wsi doświadczony pasterz, wybrany na bacę wraz z juhasami, holajnikami i owcami wyruszali na hale i łąki, na wypas. Św. Wojciech miał zapewnić im szczęśliwy, spokojny wypas  i obfitość sera.  Na hali odbywał się rejdyk  czyli zmieszanie owiec, które należały do różnych właścicieli. Koło szałasu baca wkopywał małą jodłę zw. sochą -jako symbol życia i zdrowia, a obok niej wbijał w ziemię żelazny nóż, który miał ich chronić od czarów i złych mocy. Całe stado baca oprowadzał trzy razy wokół tak przygotowanego szałasu, kropił go święconą wodą i obrzucał ziemią z kretowiska, by owce były zwartą gromadą i się nie rozbiegały. Przed każdym dojeniem holajnik mówił: Dość do Boga, a baca odpowiadał Boze usłys.  Każdy przypadkowy gość który odwiedził szałas był poczęstowany serem lub żentycą, ale gdy odchodził, baca rzucał za nim czymkolwiek, choćby kamieniem, żeby czary i zło poszło razem z nim. Mieszkańcy wsi z których pochodził baca i juhasi – kobiety i panny mogły na halę przychodzić w odwiedziny dopiero na św. Jana (24 czerwca). Bacowie ze swoimi stadami wracali z hal przed św. Michałem (29 wrzesień).

Św. Piotra i Pawła (29 czerwca)

Św. Wawrzyńca – Wawrzyńcowe Hudy – Święto ognia  (10 sierpnia). W wigilię św.  Wawrzyńca 9 sierpnia Górale Beskidu Żywieckiego należący do parafii w Rajczy, na wysokich groniach zapalają ogromne stosy z gałęzi świerków, jodeł i jałowca nazywane Hołdami – hudy,  które są na pamiątkę męczeńskiej śmierci św. Wawrzyńca, który spłonął na stosie. Na umówionym groniu budują bardzo wysokie specjalne rusztowanie, okładane gałęziami i ogień podsycają szyszkami napełnionymi żywicą. Wieczorem schodzą się starzy i młodzi, śpiewają znane pieśni i tańczą. Powtarzają przysłowia; Na święty Wawrzyniec czas orać ozimiec. Na święty Wawrzyniec dostaje kapusta wieniec, a od Tadeusza dostaje kapelusza.

Św. Matki Boskiej Zielnej – Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny (15 sierpnia). Na Żywiecczyźnie  święto M. B. Zielnej częściej nazywane jest Wniebowzięciem i święcenie ziół w tym dniu nie we wszystkich częściach regionu ma potwierdzenie jako dawny zwyczaj. Jedne kobiety twierdziły że ne święciły ziół, inne nazywają bukiet ociepke z ziół, i potwie-rdzają, że „downi na Zielną z kazdej chałpy nieśli ociepke ziół do poświęcenia”. Najczęściej święcono: dziurawiec, pioun, macicne ziele, wrotyce, rutke, pokrzywe, lubscek, boże drzewko, miyntke. Poświęcone zioła używano w leczeniu ludzi i zwierząt oraz palono w piecu aby rozpędzić burzę.

Dożynki - Letnie miesiące to okres najcięższej pracy górali w ich górzystym terenie, a mimo tego, wierni swojej tradycji, zachowali obrzędy dożynkowe. Pracujący na polach zamożniejszych gospodarzy wynajęci żniwiarze, na koniec żniw, z ostatnich różnych skoszonych zbóż robili wieniec dożynkowy przystrajany płodami ziemi; owocami, jarzynami, kwiatami polnymi i ogrodowymi. W umówiony dzień wieczorem, całą gromadą z tym wieńcem szli do gospodarza życząc mu by dużo wymłócił ziarna, by mu się dobrze wiodło, by przechował ostatnie kłosy do wiosny i zasiane z nich ziarna w ziemi ożyły następnego lata. Gospodarz wychodził przed dom, odbierał wieniec, dziękował za pracę i zapraszał na przygotowany suty poczęstunek i zabawę przy muzyce. 

Św. Matki Bożej Siewnej – Narodzenie Matki Bożej  (8 września)

Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny  (1-2 listopad). Zwyczaje związane z dniem Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym były i są prawie niezmiennie kontynuowane przez górali, ponieważ jest w nich silna wiara w przybywanie w tych dniach z zaświatów dusz bliskich zmarłych osób, które mają pojawić się w domach w których mieszkali. Np. może przyjść dusza matki by sprawdzić, czy dzieciom nie dzieje się krzywda, może zjawić się gospodarz zobaczyć swoją gospodarkę. Dlatego sprzątali izbę, ogrzewali ją i na stole pozostawiali na całą dobę; (różnie w różnych wsiach) chleb, sól, wodę, masło, pieczone ziemniaki, specjalnie pieczone podpłomyki i nóż, aby zmarli gdy przyjdą mogli się posilić, odpocząć i ogrzać. Pozostawione dla dusz jedzenie można było spożyć dopiero po świętach. Nie zamykano drzwi na noc, a nawet je uchylano. Kiedy zapadał zmrok w dzień Wszystkich Świętych domownicy nie wychodzili już z domu i wspólnie odmawiając różaniec oczekiwali na przyjście dusz. Wierzono, że dusze zmarłych można spotkać w lesie dlatego przez cały tydzień wystrzegano się chodzenia po nim, grabienia ściółki i przynoszenia czegokolwiek z lasu do  domu. Powtarzano, że o północy zmarły ksiądz odprawia w kościele mszę świętą na którą schodzą się wszystkie dusze zmarłych osób, które za życia chodziły do tego kościoła. Groby zmarłych przystrajało się gałązkami jedliny, bukietami i wieńcami z kwiatów bibułkowych oraz zapalano świece.

Św. Andrzeja (30 listopada). Wigilia św. Andrzeja na terenach  Beskidu Żywieckiego od dawna uchodziła za porę szczególnie odpowiednią do wybiegania w przyszłość za pośrednictwem rozmaitych zwyczajowych zabiegów i wróżb. Najpopularniejsze były panieńskie wróżby dotyczące zamążpójścia, na które dziewczęta schodziły się i traktowały je bardzo poważnie. Były to: lanie roztopionego wosku do naczynia z wodą i odczytywanie przyszłości z kształtu jaki zastygła bryła rzucała na ścianę, przestawianie kierpców przez izbę, co wróżyło rychłe wesele tej której but stanął pierwszy na progu, przeliczanie kołków w płocie objętych ramionami czy jest para czy nie i przynoszenie naręcza kołków na opał, czy jest ich do pary, czy nie – para wróżyła szybkie zamążpójście, odkrywanie po omacku jednego z ustawionych dnem do góry garnuszków, pod którymi ukryte były różne symboliczne przedmioty i tak: - grudka soli oznaczała łzy i gorzkie życie, gałązka mirtu – drużbowanie, cukier – słodka miłość, bryłka ziemi lub gliny – śmierć, pierścionek lub obrączka – ślub, różaniec – klasztor, szmaciana laleczka – nieślubne dziecko, sznurek – samobójstwo. Wierzono też, że sny w Wigilię św. Andrzeja mają proroczą moc, dlatego aby przyszły mąż ukazał się we śnie, kładły panny na noc pod poduszkę męskie spodnie. Dziewczęta też wkładały na noc pod poduszkę trzy różne kawałki drewna. Rano, zaraz po przebudzeniu dziewczyna powinna lewą ręką energicznie sięgnąć i wyciągnąć jedno z nich:  drewno pokryte korą zapowiadało męża bogacza,  drewno w połowie obdarte z kory – męża średnio zamożnego, drewno całkowicie pozbawione kory – męża biedaka. Inną wróżbą popularną było jeszcze podpalanie leciutkich kłębuszków lnu i dmuchając na nie, obserwowanie czy unoszący się z nich dym połączy się w powietrzu – co oznaczało, czy para się zejdzie, czy nie. Obecnie w wigilię św. Andrzeja odbywają się zabawy taneczne, a o wróżbach mało kto już pamięta.

 

 

 

OBRZĘDY I ZWYCZAJE RODZINNE

Obrzędy rodzinne związane są z najważniejszymi datami życia człowieka; z początkiem czyli narodzinami, połączeniem się młodych ludzi do wspólnego życia i jego końcem czyli śmiercią. Cały ten czas obejmował wiele zakazów i nakazów utrwalonych tradycją, które miały wpływać na pomyślność i zdrowie człowieka.

Narodziny – Kobiecie w odmiennym stanie nie wolno było;  uczestniczyć w pogrzebie ani przyglądać się zmarłemu, bo dziecko będzie blade i może umrzeć, patrzeć na brzydkich, kalekich ludzi – by dziecko nie przejęło jego cech, musiała bardzo pilnować się nagłego przestraszenia, np. myszy czy pożaru – bo dziecko miałoby na ciele znamię. Nie mogła być chrzestną matką, starościną, nie zapraszano jej na wesele, gdyż uważano że ma zły wpływ na otoczenie. Ale też otoczenie nie mogło odmówić jej żadnej prośby, bo mogło to spowodować niepowodzenia w gospodarce. Nie wolno jej było wieszać prania, bo dziecko będzie owinięte pępowiną, ani kłócić się bo dziecko będzie złośliwe i kłótliwe. Jednak jej stan nie zwalniał ją z obowiązków gospodarskich, dbania o rodzinę, a nawet pracy w polu. Przed narodzinami zwyczajem było wybranie chrzestnych – kumów, którymi powinni być starsi szanowani gospodarze, nie ułomni, bez wad cielesnych (np. garba), żeby dziecko przejęło ich te dobre cechy i długo żyło. Poród odbierała babka – znana i ceniona w społeczności wiejskiej akuszerka. Babka przygotowywała wszystko do porodu i rodzącej podkładała kożuch, by dziecko miało kręcone włosy. Otwierano wszystkie szuflady i rozwiązywano wszystkie węzełki, by kobieta miała lżejszy poród. Gdy dziecko urodziło się baka oznajmiała jego płeć, odcinała pępowinę, kąpała, chrzciła „z wody”, po kąpieli owijała noworodka w płótno i dawała do pocałowania matce i ojcu, który zakopywał łożysko pod jabłonią, żeby dobrze rosła. Wodę po pierwszej kąpieli dziecka należało wylać na drogę po której chodziło dużo ludzi, by dziecko miało proste nogi. Babka przez pierwszy tydzień po porodzie opiekowała się dzieckiem i położnicą oraz wykonywała za nią prace domowe. W tej pracy miała obowiązek pomagać babce chrzestna matka dziecka. Był zwyczaj przepowiadania przyszłości nowonarodzonemu dziecku. Jeśli urodzi się „w czepku”, będzie miało szczęście w życiu,  jeśli w niedzielę – lekkie i leniwe życie, w sobotę – będzie pracowite,  w piątek – czkają go niepowodzenia i trudności, w lutym – będzie silne, w maju – krótkie i ciężkie życie, a w jesieni – będzie bogate. Do dnia chrztu nie wolno było matce wychodzić z domu, ani też wynosić dziecka na pole.

Chrzest – W różny sposób wybierano imię dziecka, np. dzień przed chrzcinami ojciec wychodził przed dom wieczorem i głośno wymawiał ustalone imię. Jeśli usłyszał echo, potwierdzało wybrane imię, jeśli nie – to tę czynność powtarzał aż do skutku. Obowiązywał zwyczaj, że dziecko chrzciło się w dwa tygodnie po urodzeniu i nie później jak za sześć tygodni i tę uroczystość przygotowywała babka z matką, która nie uczestniczyła w niej ponieważ była uważana „za nieczystą” narażoną na działanie złych mocy i sama posiadająca złe oddziaływania na otoczenie. W dniu chrzcin matka chrzestna przynosiła drożdżowe kołacze, placki ze serem i kruszonką oraz ubranko dla dziecka do chrztu.  Chrzestni do zawiązanej chusteczki wkładanej do becika podczas chrztu wkładali pieniądze, odrobinę cukru i chleba, by dziecko miało dostatnie i słodkie życie. Do chrztu dziecko niosła babka, a podczas obrzędu chłopca trzymał kum, a dziewczynkę kuma. Był zwyczaj (nie wszędzie) że po powrocie do domu ochrzczone dziecko podawano przez okno w szczytowej ścianie domu, co miało chronić go przed chorobami. W domu kładziono dziecko na stole dla potwierdzenia że jest członkiem rodziny i społeczności wiejskiej i żeby wszyscy go dobrze widzieli. Po chrzcinach i poczęstunku chrzestnych i rodziny nie było zwyczaju urządzania tańców przy muzyce. Po sześciu tygodniach matka z dzieckiem i chrzestną szła do kościoła „na wywód”, aby się „oczyścić” z działania złych mocy i uzyskać błogosławieństwo. Był to ściśle przestrzegany obrzęd, po którym kobieta mogła wrócić do normalnego życia w rodzinie i społeczności wiejskiej. Dziecko nieślubne nazywano bękartem lub znajduchem i miało ciężkie życie we wsi przez gorsze traktowanie go przy każdej nadarzającej się okazji. Jego matka nie mogła wybrać mu imienia, robił to ksiądz wg swojego uznania.

Wesele – Para młoda musiała być związana obrzędowo węzłem małżeńskim, aby była akceptowana i uznana w swojej społeczności wiejskiej za nową rodzinę. Kawaler, który miał upatrzoną pannę uznaną przez swoich rodziców wybierał kobietę lub mężczyznę, znaną i poważaną w społeczności osobę na swata (w Sopotni naz. chwastacem, w Koszarawie swatka) i w ich imieniu i swoim wysyłał do domu rodziców wybranej panny na zwiady, by się dowiedzieć czy będzie w tym domu akceptowany. Swat w domu panny wygłaszał mowę – rodzaj oracji, po czym zachwalał zalety kawalera i jego uczuciach do ich córki. Jeśli dziewczyna była zainteresowana tym kawaler