Obrzędy i zwyczaje doroczne

 

ADWENT - Cykl obrzędów dorocznych rozpoczynał czterotygodniowy okres Adwentu, który dawniej Kliszczacy porównywali do Wielkiego Postu i obowiązujących zakazów i nakazów przestrzeganych rygorystycznie. Był czasem, w którym wierni przygotowywali się do Św. Bożego Narodzenia. Do połowy XX wieku społeczność górali Kliszczackich podejmowała jeszcze wiele czynności obrzędowo-zwyczajowych związanych ze świętami roku kalendarzowego, bogatych w przepowiednie i wiarę w ich magiczny wpływ na codzienne życie. Nie wolno było orać w polu, bo ziemia odpoczywa, urządzać wesel i zabaw. Obowiązywał ścisły post w środy i piątki, skromniejsze ubieranie się kobiet i panien oraz uczestnictwo w roratach -rannej mszy o świcie. Adwentowe wieczory poświęcano na wspólne spotkania kobiet i panien przy pracach gospodarskich; wyskubkach, przędzeniu lnu, łuskaniu fasoli, szyciu, haftowaniu i śpiewaniu pieśni nabożnych. Dzieci i dziewczyny robiły ozdoby choinkowe. W niektórych miejscowościach regionu pod koniec XX wieku przyjął się zwyczaj wzięty z tradycji ewangelickiej, stawiania w kościele i w domach wieńca adwentowego z czterema świecami, którym potem zdobią stół wigilijny.

Św. Mikołaja (6 XII) Od dawnych czasów św. Mikołaj był uznawany za patrona pasterzy, chroniącego owce od wilków. Wierzono, że sprawuje władze nad wilkami, które w tę noc rozlicza z ich postępowania. Dzień ten dla Kiszczaków był świętem, odbywały się szczególne uroczystości w Pcimiu - nadal kontynuowane – bo św. Mikołaj jest patronem parafii, a odpust z tej okazji był jednodniowym rozluźnieniem w przestrzeganiu adwentowych zakazów. Dzieci dawniej jako prezenty od św. Mikołaja dostawały ciastka w kształcie Mikołaja wypiekane w domach lub z piernika kupionego na odpuście, bardzo rzadko cukierki.

Św. Łucji (13 XII) – W tradycji ludowej dzień ten uważany był za najkrótszy w roku, co potwierdza przysłowie; Święta Łucja dnia dorzuca i miał magiczny charakter, szczególnie jego wigilia przez działania złych mocy i czarownic. Dla ujawnienia kto we wsi zajmuje się czarami, w Tenczynie i Skomielnej Czarnej od św. Łucji każdego dnia odkładano jeden ogarek i wszystkie razem spalano w wieczór wigilijny, bo do tego ognia miała przyjść czarownica lub jej kot lub kura, której trzeba było uciąć głowę. Nad ogniem z węgielków gotowano powązkę – (szmatkę używaną do cedzenia mleka) z wbitymi w nią szpilkami, należało to mieszać krężołkiem od przęślicy i w momencie wrzenia miała pojawić się czarownica, którą ten zabieg unieszkodliwiał. Był też zwyczaj wróżenia pogody na następny rok, znacząc każdy dzień od Św. Łucji do Bożego Narodzenia. Niektórzy znaczyli pogodę do południa i po południu, co miało pokrywać się z pierwszą i drugą połową miesięcy. W Trzebuni istnieje do dzisiaj zwyczaj znaczenia pogody od B. Narodzenia do Sylwestra przez sześć dni, które dzielą na połowę, znacząc czy dzień jest słoneczny czy pochmurny.  Znany był też zwyczaj wróżenia pogody z cebuli i soli. Panny wkładały w dniu Św. Łucji gałązki wiśni lub jabłoni do wody, czekając niecierpliwie na rozkwitnięcie ich w Boże Narodzenie, co zwiastować miało ich zamążpójście w najbliższym roku. W niektórych wsiach każdy domownik miał swoją gałązkę, na której ilość kwiatków wróżyła większe lub mniejsze szczęście w przyszłym roku.

Wigilia Bożego Narodzenia (24 XII) – To najważniejszy w roku dzień obrzędowy, traktowany jako zwiastun przyszłości. posiadający wiele nakazów i zakazów postępowania, które miały zapewnić ludziom i zwierzętom pomyślność w nadchodzącym roku. By zapewnić sobie zdrowie, rano myli się w wodzie z pieniążkiem lub bezpośrednio w przerębli jak mieszkańcy Tenczyna. Dla pomyślności w przyszłym roku, do łóżka wkładali pieniążka lub nosili go cały czas przy sobie, to pieniądze przez cały rok, będą się go trzymały. Obowiązywał nakaz oddania wszystkich długów. Nie wolno było: kłócić się, płakać, narzekać, karcić dzieci, niczego dawać ani pożyczać, nie wieszać sznura na kołku, by nie spotkać w lesie węża, co mogło skutkować ukąszeniem. Pilnowali, by w tym dniu do domu wszedł pierwszy obcy mężczyzna, bo to przynosiło szczęście – kobieta źle wróżyła Gospodyni wynosiła śmieci za miedzę, by w domu nie lęgło się robactwo. Kury okadzała święconym jałowcem, dla ochrony przed lisem, nie dotykała glinianego pieca, by nie powodować niepowodzeń w gospodarstwie Wszystkie prace w obejściu musiały być wykonywane i zakończone przed wieczerzą, zwaną przez Kliszczaków Obiadem, dlatego  cała rodzina była zajęta przygotowywaniem wigilii, z podziałem obowiązków, Gospodyni i dorosłe panny bieliły kuchnię, kończyły porządki w domu, przygotowywały pokarmy na wieczerzę i na święta, zatykały gałązki jodły za obrazy, nad drzwiami domu i stajni. Gospodarz z parobkami (jeśli tacy byli) oporządzał zwierzęta w stajni, sprzątał obejście, przynosił i rozkładał słomę na podłodze, stawiał w kącie snopek owsa zw. dziadem, który stał do drugiego dnia świąt, przynosił rano wierzchołek świerka zw. podłaźnikiem zawieszany u sufitu, strojony jabłkami, sianem, wstążkami z bibuły i światem wyk. z kolorowych opłatków. Od lat 70 XX wieku na teren Kliszczaków weszła choinka – żywe drzewko i była to jodła na której wieszano jabłka, orzechy i ozdoby robione przez dzieci i dziewczęta w Adwencie i przez nie ubierana. Stół wigilijny zwykle był ustawiony w kuchni świeżo wybielonej Jego nogi oplatali łańcuchem i spinali go kłódką, dla zapewnienia jedności w rodzinie i ochrony od kłótni. Pod stół kładli żelazne przedmioty na których domownicy podczas wigilii mieli trzymać nogi, by ich nie bolały. Rozsypywali też pod stołem ziarna owsa, które spalane podczas burzy, chroniły dom od pioruna. Koło stołu stawiali cebrzyk na resztki jedzenia przeznaczone dla bydła i maśniczkę, której rączką każdy domownik odchodząc od stołu musiał kilka razy ruszyć, by zapewnić w przyszłym roku dużo masła. Najpierw na całej jego powierzchni rozkładali słomę lub siano, rozsypywali ziarna owsa i nakrywali lnianym obrusem. Na nim kładli bochenek chleba, opłatki na talerzyku, świecę i drobne pieniądze. Pod obrus wkładali dwie piętki chleba z włożonymi do środka opłatkiem, które po wieczerzy gospodyni owijała w płótno, chowała, by gospodarz kawałek z nich wkładał pod pierwszą skibę dla dobrych plonów. W części wsi regionu był zwyczaj układania na czterech rogach stołu czerech bochenków chleba, by go nigdy nie brakło w domu i na czterech krańcach świata. Przestrzegali, by przy stole była parzysta liczba ludzi, jeśli tak być nie mogło, to gospodyni kładła na stole więcej łyżek co miało zapobiec pożyczaniu w przyszłym roku pieniędzy i żywności. Obiad – wieczerzę rozpoczynał gospodarz wspólną modlitwą podczas której modlili się za dusze zmarłych domowników, łamał się opłatkiem składając wszystkim życzenia i zasiadali do stołu. Do połowy XX wieku wszyscy jedli z jednej miski. Nikomu nie wolno było wstawać od stołu. Potrawy podawała gospodyni, przygotowane z tego, co urodziło się we własnym gospodarstwie, w lesie i w sadzie, bardzo skromne, maszczone olejem lnianym. Jedli; zacierkę z kukurydzianej mąki z mlekiem i kawałkiem chleba, żur z otrąb owsianych lub żytnich z ziemniakami i suszonymi grzybami, kapustę z grochem, kluski urznięte z żytniej mąki z makiem i miodem, kluski z grzybami lub grochem, kaszę zw. krupami gotowaną na wodzie lub serwatce z suszonymi śliwami lub grzybami, kaszę z fasolą zw. spółką, fasolę na sucho bez omasty i polewkę z suszonych owoców zw. galasy. Obiad kończyli modlitwą, po czym wedle zwyczaju po wieczerzy cała rodzina szła na boisko, wszyscy kładli się na słomie, by zapewnić dobry urodzaj na polach. Każdy też musiał zbierać wióry koło pniaka do rąbania drzewa, by sobie zapewnić dobry urodzaj grzybów w lesie. Gospodarz z północnej strony dachu brał garść słomy, palił ją i okadzał krowy dla ochrony przed działaniem czarownic, które w tę noc mogły odebrać krowom mleko. Po świętach świat z podlaźnika kładli pod lampę i obserwowali; gdy muchy jadły go od dołu, to wróżyło suchy rok, gdy od góry – to będzie mokry rok.  Były też wróżby matrymonialne panien, które wychodziły przed dom i nasłuchiwały z której strony szczeka pies, z tej będzie przyszły mąż. Obserwowały pogodę; jak ładny pogodny dzień to za mąż będą szły panny ładne i bogate, jak pochmurno i mglisto, to panny mniej urodziwe. Przynosiły naręcza drewien, rzucały koło pieca i liczyły – liczba parzysta wróżyła rychłe wyście za mąż. Do czasu wyjścia na pasterkę śpiewali kolędy, po czy gromadnie szli do kościoła.

BOŻE NARODZENIE (25 XII) - Kliszczacy dzień Bożego Narodzenia powszechnie nazywali Godnymi Świętami, które spędzali w gronie najbliższej rodziny. Po obowiązkowym udziale we mszy św. siedzieli w domu, jedli to co przygotowali na dzień wigilijny, śpiewali kolędy i odpoczywali, ale nie wolno było się kłaść, bo by się wszystko zboże zwaliło. Nie wolno było wykonywać żadnej pracy w domu i zagrodzie, jedynie karmiono zwierzęta. Po południu uczestniczyli w szczególnym nabożeństwie – Nowennie do Dzieciątka Jezus

Św. Szczepana (26 XII) – Był to dzień ożywionych kontaktów rodzinnych i sąsiedzkich, odwiedzano się wzajemnie i składano sobie życzenia oraz dzień rozpoczynający okres karnawału i chodzenia grup kolędniczych. Powszechnym zwyczajem było święcenie owsa, który gospodarze nosili w woreczkach do kościoła i poświęcony przechowywali, mieszając go z ziarnem przeznaczonym do siewu. Przy wysiewaniu zboża na pola na których rosły chwasty mówili: uciekaj diable z ostem, bo św. Szczepan idzie z owsem. Ze słomy zebranej z podłogi kobiety i mężczyźni robili powrósła, którymi tylko gospodarz obwiązywał drzewa owocowe, by lepiej rodziły owoce. Ze snopka owsa dziewczęta robiły wianuszki, które gospodarz wieszał na jabłoniach jako kolęda dla ptaków, aby nie wyrządzały szkód w sadzie i w polu.

Św. Jana Ewangelisty (27. XII.) - W dawniejszych czasach była tradycja (zupełnie zapomniana) błogosławieństwa wina w kościele. Uczestnicy nabożeństwa wypijali niewielką ilość wina podawanego przez księdza.

Św. Sylwestra (31. XII.) - Nie urządzano w tym dniu żadnych zabaw, natomiast Kliszczacy mieli piękny, bardzo ważny dla nich zwyczaj - zapomniany prawie zupełnie – nazywany podsypką lub podsiewką. Po wieczornym dziękczynnym nabożeństwie w kościele, od północy do rannej mszy w Nowy Rok, starsi gospodarze, kawalerowie i dzieci chodzili po domach krewnych, sąsiadów, znajomych z życzeniami noworocznymi, posypując owsem, a bogatsi gospodarze nawet pszenicą, za co dostawali poczęstunek, którym zwyczajowo była kawa zbożowa i buchty - bułki pieczone z pszennej mąki. Nazywano ich podsypkoce.

NOWY ROK (1. I.) - Po porannej mszy mieszkańcy regionu szybko wracali do domów, ponieważ wierzyli, że kto szybko wróci, to szybko zakończy wszystkie prace polowe. Ci gospodarze którzy nie składali życzeń od północy, udawali się na tzw. podsypkę w ciągu dnia. W wielu wsiach kontynuowali magiczny zabieg o wczesnej porze, polegający na myciu twarzy w wodzie z pieniążkami, których musiało być tyle ilu domowników. Jak się wszyscy umyli, każdy wyjmował jeden pieniążek, pocierał nim zęby żeby się nie psuły i miał go nosić przy sobie „na szczęście”.

Św. Trzech Króli – Objawienie Pańskie (6.I.) - Zgodnie ze zwyczajem w dniu tym święcili w kościele kredę, kadzidło i złoto. Kadzidło przygotowywali z jałowca i żywicy zmiażdżonych w moździerzu. W domach na ogień rzucali święcone kadzidło i dymem z niego okadzali w stajni bydło przed działaniem złych mocy. Po wsiach chodziły grupy kolędników przebranych za Trzech Króli – składali życzenia i dostawali datki. Był też zwyczaj – który zupełnie zaginął – że w Wigilię tego święta,  chłopcy dla żartów i czasem ze złości, robili kukły ze słomy ubrane w łachmany i stawiali je pod drzwiami domu w którym były dziewczęta.

Karnawał (od Bożego Narodzenia do wtorku przed Środą Popielcową) Karnawał był najlepszym okresem do organizacji wesel i zabaw, bo był to czas wolny od prac w polu. Ale karnawał dla Kliszczaków to nie były powszechne zabawy lecz uczestnictwo w rozrywce jaką były odwiedziny różnych grup kolędniczych. Kolędowanie zawsze rozpoczynało się w dzień św. Szczepana. Dawniej były to grupy 5-6 osób w wieku 18-25 lat – rzadko dzieci. Herody: król Herod, śmierć, diabeł, Żyd,  Anioł, czarownica, grabarz i marszałek w mundurze wojskowym i strażackiej czapce oraz sześcioramienna gwiazda. Czasem była z nimi kapela, jeśli zaplanowali kolędę w domach gdzie były panny, by kolędę połączyć z krótką potańcówką. Podobny zwyczaj to Chodzenie z wnukiem - to bardzo dawny zwyczaj, w którym był dziadek w roli wdowca i biedaka, który wygłaszał długi monolog uskarżając się na ciężkie życie w wychowywaniu wnuka sieroty, czym wzbudzał litość dla zebrania dużo datków. Grupa Pastuszków z szopką i kukiełkami, przedstawiająca scenę przekazania wieści o narodzeniu , się Zbawiciela w Betlejem. Grupa Trzej Królowie – trzyosobowa przedstawiająca mędrców ze wschodu, chodząca po kolędzie tyko w to święto. Od dawnych czasów organizowane były Jasełka, które cieszyły się dużą popularnością, też powoli zanikające. Po kolędzie chodził dawniej ksiądz z dwoma ministrantami, kościelnym, organistą i grabarzem. Ludzie księdza i ministrantów wynagradzali pieniędzmi, a pozostali otrzymywali zboże lub ziemniaki. Podczas tej kolędy ministranci na drzwiach domów święconą kredą pisali K+M+B.

Ostatki (data ruchoma) – W czwartek zwany Tłustym, poprzedzający Środę Popielcową, gospodynie smażyły Chrust i Róże Karnawałowe. Smażenie pączków u Kliszczaków to dopiero końcowe lata XX wieku. Był zwyczaj, że w niedzielę, poniedziałek i wtorek przed Środą Popielcową chodziły po wsiach grupy mężatek i panien, poprzebieranych za Cyganki z wysmarowanymi twarzami sadzą (by je nie rozpoznać), z przyczepionym tłumokami imitującymi dziecko, w rękach stare skrzypce i koszyki do których zbierały datki: jajka, kiełbasę, słoninę, z których to pokarmów we wtorek urządzały ucztę podczas ostatkowej zabawy. W te ostatnie trzy dni, przed Wielkim Postem Kliszczacy uczestniczyli w zabawach organizo- wanych w domach z krewnymi i sąsiadami przy beczce piwa, dobrym jedzeniu i przy muzyce. Ostatki kończyły się o północy, czego ściśle przestrzegano.

Św. Matki Boskiej Gromnicznej – Ofiarowanie Pańskie (2.II.)

I tu zwyczajem było i jest święcenie dużych świec zwanych gromnicami, dawniej wykonywanych z czystego wosku. Poświęconą przechowywano z wielkim szacunkiem, dawano ją do ręki umierającemu, zapalano podczas burzy, gdyż miała chronić przed piorunami, wichurami i gradem a także przed wilkami. W ten dzień gospodarze obserwowali zjawiska meterologiczne i mówili: gdy na gromnice roztaje, rzadkie bedom urodzaje lub gdy mróz w gromnicnom trzyma, wtedy już niedługo zima.

Św. Błażej (3 II) – Święty uważany i czczony od pokoleń jako patron od choroby gardła. Święcili jabłka i jedno dzielili na tyle części ilu domowników i zjadali wierząc, że przez cały najbliższy rok nie będą chorować na gardło. Innym zwyczajem dla tego samego celu, było przykładanie ludziom skrzyżowanych świec pod gardło przez księdza, po zakończeniu mszy świętej.

Św. Agata (5 .II.) - W obrzędowości ludowej Kliszczaków to dzień święcenia chleba, wody i soli. Św. Agatę uważali za wielką świętą, dlatego poświęcony w ten dzień chleb, zakopany do ziemi chroni domostwa przed powodzią, a kruszony i przerzucany przed pożarem, bronił przed przenoszeniem się ognia na inne domostwa. Poświęcona woda pomaga kobietom w chorobach piersi. Powtarzano przysłowie: Gdy święta Agata odkryje brzyski, to chowaj zgryzki – co oznaczało szybki koniec zimy.

WIELKI POST - W codziennym życiu górali Kliszczackich – tak jak w całym kręgu karpackim - Wielki Post rozpoczynający się Środą Popielcową zw. Wstępną, postrzegany był jako czas ciszy, skupienia, modlitwy i pokuty, na dowód tego wszyscy udawali się do kościoła, na posypanie głowy popiołem. W tym dniu obowiązywał ścisły post. Jedli pieczone ziemniaki na blasze lub w szabaśniku, ugotowane kawałki karpieli, kiszoną kapustę prosto z beczki i pili wodę spod kapusty. Gospodynie od samego rana czyściły piaskiem z popiołem wszystkie garnki, by nie było na nich tłuszczu. Pościli także w środy, piątki i soboty, choć nie bardzo wiedzieli dlaczego, powtarzali że tak każe tradycja. Starzy ludzie mówili, że w piątki pości się dla uczczenia Męki Pańskiej, w soboty – kult czczenia siedmiu ran Matki Bożej, a w środy dla upamiętnienia Wszystkich Świętych. W Wielkim Poście nie urządzano zabaw, wesel i żadnych innych rozrywek. Kobiety ubierały się skromniej, w ciemne kolory i obowiązkowo na głowy zakładały czarne chustki, a dziewczęta nie mogły nosić bluzek z krótkimi rękawami. Obowiązywało częste uczestnictwo w nabożeństwach Drogi Krzyżowej i Gorzkich Żali. W niektórych miejscowościach regionu był zwyczaj organizowania ogólnej dla wszystkich Drogi Krzyżowej. Na terenie wsi rozmieszczane były poszczególne stacje, a nabożeństwo prowadził tzw. śpiewak.

Św. Józefa  (19. III.) - To był jedyny dzień w Wielkim Poście, w którym dzięki dyspensy kościelnej, poszczący ludzie mogli zjeść mięso i tłuste posiłki, Jeśli była taka konieczność, mogli zorganizować skromne jednodniowe wesele.

Niedziela Palmowa - zwana Kwietną. - Palmy Wielkanocne nazywane przez Kliszczaków Bagnięcia, przynosili do kościoła do poświęcenia, gdyż były powszechnie uznawanym środkiem apotropeicznym (magicznym) przeciwko burzy i chroniącym przed wszelakim złem. Bagnięcia były wykonywane w domach przez gospodarzy powszechnie z gałęzi leszczyny -lyski jako trzon, wiązane wikliną, strojone gałązkami wierzby z baziami, bukszpanem, kwiatkami z bibuły i wstążkami. Z poświęconych palm robili krzyżyki, wbijali  je w pola uprawne w Wielki Piątek lub W. Sobotę dla zabezpieczenia zbóż przed gradobiciem, a także przybijali je na drzwiach obory dla ochrony przed czarami. Lyskami uderzali bydło przed pierwszym wypędem na pastwisko, by nie połamały nóg, by nie uciekały, by się nie bodły i by je nie ukąsiły żmije. Od 1968 roku w Tokarni przyjął się nowy zwyczaj wożenia na czterokołowym wózku figurki Chrystusa siedzącego na osiołku, podczas uroczystej procesji.

Wielki Tydzień – (data ruchoma). Był to czas ostatnich przygotowań do świąt. Do Wielkiego Czwartku należało zakończyć wszystkie prace porządkowe w domu, obejściu i wiosenne prace w polu, jeśli termin świąt i prac wiosennych pokrywał się ze sobą. Kliszczacy gromadnie szli w pielgrzymkach do Kalwarii Zebrzydowskiej, by wziąć udział w Misterium Męki Pańskiej.

Wielki Czwartek - był już świętem dla większej części ludności, w którym obowiązkowo uczestniczyli w wieczornym nabożeństwie upamiętniającym ustanowienie sakramentów kapłaństwa i Eucharystii.

Wielki Piątek – obowiązkowo przestrzegali ścisłego postu i uważali że jest to dzień pokutny, u starszego pokolenia kontynuowany do współczesnych czasów. Nie wykonywali już żadnych prac, a szczególnie w polu, bo uważali że Chrystus umarł, ziemi nie wolno ruszać. Przestrzegali mycia się w rzece lub potoku po północy lub o świcie, by nie chorować i ochronić się od świerzbu.

Wielka Sobota – była nadal dniem postnym. Gospodynie kończyły ostatnie przygotowania  posiłków przeznaczonych na święta i pokarmów do święcenia. Dawniej niesiono duże kosze w których było wszystko to, co przygotowane było na święta z produktów wytworzonych w gospodarstwie. Później koszyki były mniejsze do których wkładano tylko chleb, jajka, chrzan, masło, sól, ziemniak-sadzeniak, wędliny i baranka upieczonego w domu z ciasta lub kupionego z cukru. Nie było zwyczaju robienia pisanek, jajka barwiono tradycyjnie w łuskach cebuli. Był zwyczaj trzykrotnego obchodzenia gospodarstwa ze święconym, z wypowiadanymi słowami; Uciekaj gadzina, bo idzie święcelina i po tym dopiero wchodziło się do domu. Wierzono, że to ochroni ludzi i zwierzęta przed wężami. Wieczorem brali udział w nabożeństwie i święceniu ognia i wody. Zabierali węgielki drzewne z ogniska, które w razie choroby zwierzęcia wrzucali do wody i dawali mu do wypicia. Myśliwi święconymi węgielkami czyścili strzelby wierząc w lepszy wynik polowania.

WIELKANOC – Niedziela Wielkanocna – uważane przez Kliszczaków za tak Wielkie Święto jak Boże Narodzenie. Po powrocie z rezurekcji cała rodzina zasiadała przy stole nakrytym białym obrusem do śniadania wielkanocnego. Rozpoczynali modlitwą, po niej życzenia, jedli jajko, chrzan i pozostałe potrawy. W Trzebuni był zwyczaj święcenia surowych jajek, z których na śniadanie wielkanocne gospodyni robiła jajecznicę z dodatkiem boczku lub kiełbasy. Z pozostałych święconych produktów gospodyni gotowała chrzanówkę zwaną też święceliną, dodając rosół, maślankę, kwaśne lub słodkie mleko, w zależności od tego, czy jedli ją na zimno czy na ciepło. Był to świąteczny tradycyjny obiad. Rygorystycznie przestrzegano zakazu odwiedzin jak i wszelkich prac. Odpoczywano, ale nie na leżąco, bo to mogło spowodować nieudane zbiory zbóż.

Poniedziałek Wielkanocny -nazywany lanym lub śmiguśnym poniedziałkiem najwięcej radości i zabawy sprawiał młodzieży. Chłopcy oblewali dziewczęta szczególnie te, które wśród nich miały większe powodzenie. Te które nie chciały być wrzucone do potoka, musiały się wykupić wódką, serem i jajkami. Oblane gospodynie też były zadowolone, bo uważały, że im bardziej będą oblane, tym jej krowa będzie miała więcej mleka.. Do lat 60 XX wieku po wsiach chodziły Dziady Śmiguśne, składali życzenia i polewali wodą osoby spotkane po drodze.

Św. Rita (22. V.) - Tę świętą szczególnie czcili i nadal to czynią mieszkańcy Pcimia, uważając ją za patronkę spraw trudnych i beznadziejnych. Na nabożeństwo w dniu przynoszą róże, które ksiądz poświęca. Wysuszone płatki róż używają jako lekarstwo na choroby.

Drogi Krzyżowe – W 40 dniu po Wielkanocy przypada święto Wniebowstąpienie Pańskie i wypadało zawsze w czwartek. Kliszczacy – nie we wszystkich wsiach – w trzy dni przed tym świętem (poniedziałek, wtorek, środa) odprawiali Drogi Krzyżowe. Były to procesje z kościoła do wybranego we wsi krzyża, podczas których modlili się o dobry urodzaj, o deszcz jeśli była susza lub o słoneczną pogodę jeśli były ciągłe deszcze. Przestrzegano zakazu wyprowadzania na pierwszy wypas zwierząt hodowlanych w dni Krzyżowe, żeby nie bolały ich nogi i nie chorowały na zapalenie wymion. W maju odbywało się święcenie pól, którego dokonywał ksiądz w określonych miejscach tzw. rolach, często przy przydrożnych kapliczkach.

Wniebowstąpienie Pańskie (data ruchoma) – było uważane za ważne święto, przypadające w czwartek, więc dla jego uczczenia nie pracowali w polu. Odczytywali pogodę; jeśli padał deszcz – to zwiastował mokre lato i powtarzali powiedzenie: Jak na Wniebowstąpienie leje, to na pasterzu kożuch zgnije.

Zielone Świątki – Zesłanie Ducha Świętego (data ruchoma) – przypadało w 50 dni po Wielka nocy. Tradycją było ustrojenie domu i stajni gałązkami brzozy, palenie Sobótek i obchodzenie pól uprawnych z palącymi się pochodniami, a Jachówce nazywane rojeniem. Na Sobótki przygotowywali dużo drewna wcześniej, bo uważali że im wyższe ognisko to i urodzaje będą większe. Do opalania pól używali umocowane na kiju tuby z kory świerkowej wypełnione żywicą i stare miotły brzozowe. W pierwszy dzień świąt opalali zboża ozime, w drugi dzień zboża jare. Sobótki zapalano po zakończeniu opalania zbóż, wokół których gromadzili się dorośli, młodzież i dzieci. Śpiewali i częstowali się przyniesionym jadłem, smażyli jajecznicę i piekli ziemniaki w popiele.

Majówki – nabożeństwa ku czci Matki Bożej zgodnie ze starą tradycją odbywały się przez cały maj przy wszystkich przydrożnych kapliczkach i figurkach, które na tę okoliczność były odnawiane i strojone w świeże i sztuczne kwiaty, gałązki brzóz i wstążki.

Boże Ciało z Oktawą (data ruchoma) – Świto to przypada w czwartek w 60 dzień po Wielkanocy. Od niepamiętnych czasów – jak mówią Kliszczacy -odbywają się procesje do czterech ołtarzy, które były budowane w środku wsi. Nadal kontynuowany jest zwyczaj obłamywania przez ludzi brzózek zdobiących ołtarze, których gałązki wsadzają w zagony kapusty i w ogródkach warzywnych, by ochronić plony od gąsienic. W ostatni dzień oktawy kobiety przynoszą do poświęcenia wianki splecione z młodych ziół, które potem zawieszają na jabłoni by miała dorodne owoce, albo w izbie nad drzwiami do wysuszenia. Dla odpędzenia burzy palili zioła z tych wianków, a także wykorzystywali na napary jako lekarstwo dla chorych ludzi i do okadzania zwierząt.

Św. Jana Chrzciciela (24. VI.) - Tradycją Kliszczaków było majenie w tym dniu domów gałązkami jesionu, który to zwyczaj prawie zupełnie zaginął. Od św. Jana można było kąpać się w rzekach, bo wierzono że święty poświęcił już wodę.

Św. Apostołów Piotra i Pawła  (29. VI.) - Pogoda w tym dniu była wróżbą na urodzaj grzybów. Jeżeli ten dzień był deszczowy, to wróżyło ich duży urodzaj.

Św. Matki Bożej Zielnej – Wniebowstąpienie M.B.  (15. VIII.) Od wielu pokoleń ludność tego regionu w tym dniu oddaje cześć M. B. Zielnej, którą uważa za patronkę płodów ziemi. Gospodynie i panny przynosiły i dalej to czynią, ogromne bukiety złożone z kwiatów, ziół, zbóż, warzyw i owoców. Dawniej dbano, aby w tych bukietach były wszystkie te zioła, które powszechnie stosowali w leczeniu ludzi i zwierząt, które miały także magiczną moc przy odpędzaniu burzy, okadzaniu zwierząt domowych przed pierwszym wypędzeniem na pastwi-ska. Po powrocie do domu poświęcony bukiet kobiety wbijały do rzędów kapusty mówiąc: Wijcie się główeczki od Najświętszej Panieneczki, albo do warzywnika. Pozostawał tam przez cały dzień i dopiero wieczorem przynosiły go do domu. By zasuszyć zioła, wieszano go pod powałą lub na ścianie. Niewykorzystane stare zioła należało spalić.

Dożynki – to uroczystość zakończenia żniw, która była okazją do świętowania przy muzyce i poczęstunku. Żniwiarze wianki dożynkowe wili z owsa i zanosili je na grabiach do gospodarza u którego pracowali. Przybijali je nad drzwiami wejściowymi przy śpiewie dowcipnych przyśpiewek. Poczęstunek przygotowany przez gospodynię był przy muzyce i beczce piwa. Mężczyźni za punkt honoru uważali, by w domach gdzie były panny, przy młócce zboża omłócić też wianek dożynkowy wiszący nad drzwiami, co miało zapewnić pannie wyjście za mąż w najbliższym roku.

Tutka – to dawny zwyczaj Kliszczaków, współcześnie już nie praktykowany. Związany był z jesiennymi wykopkami ziemniaków. Na małych zagonach pomagali sobie nawzajem sąsiedzi. Natomiast jeśli gospodarz miał duże zagony ziemniaków, dla zachęty ludzi do przyjścia na wykopki organizował graną tutke, ogłaszaną przez sąsiadów lub po niedzielnej mszy. Chętnych zazwyczaj na grane tutki było dużo, bo praca przy wykopkach odbywała się przy muzyce zamówionej przez gospodarza. Muzykanci robili różne żarty i jeśli np. znaleźli na zagonie jednego ziemniaka lub zgniłego w koszyku, to odgrywali mu marsza żałobnego, co przekładało się na niesolidną pracę kopacza. Wieczorem, po skończonej pracy był poczęstunek; kołacze, kawa, chleb, wędliny, piwo i tańce przy muzyce – jako zapłata za pracę.

Odpusty - czyli uroczystości ku czci patronów przypadające w dni wspominania liturgicznego organizowane przy kościołach, w obrzędowości dorocznej Kliszczaków zajmowały trwałe i ważne miejsce. Gromadziły dużą ilość ludzi nie tylko z parafii w której się odbywały, ale z okolicznych wsi. Gospodynie przygotowywały na ten dzień więcej pokarmów i ciast, by godnie przyjąć krewnych, którzy na taki odpust przybywali. Najbardziej znany i okazały odpust odbywał się w Krzczonowie przy kościele pw. św. Stanisława. Na tę okoliczność majono domy, przydrożne kapliczki i figurki oraz sprzątano całą wieś, drogi i obejścia. Po uroczystościach kościelnych i procesji w której kobiety i panny niosły feretrony w strojach ludowych, podawano wielki obiad dla kapłanów i ważniejszych zaproszonych gości, zorganizowany i przygotowany przez kobiety wiejskie z produktów żywnościowych ofiarowanych przez ludność, zbieranych przez członków rady gminy nazywanych przysiężnikami. Charakterystycznym elementem odpustu oprócz niezliczonych kramów, były wystrzały z moździerzy, które później zostały zabronione.

Św. Marcina (11. XI.) W dniu św. Marcina obowiązywał zakaz wyjazdu wozem do lasu po drzewo, bo ludzie byli przekonani że złamanie tego zakazu może spowodować wywrócenie się i uszkodzenie wozu. Kto potrzebował pilnie drzewa, to mógł je przynieść tylko w rękach. Wróżono też z pogody tego dnia; śnieg oznaczał śnieżną zimę, bo św. Marcin lubi przyjechać na białym koniu.

Św. Andrzeja (29. XI.) - Wigilia św. Andrzeja kończyła rok obrzędowy w kulturze ludowej. Dla młodzieży, szczególnie panien była okazją do wróżb matrymonialnych, by dowiedzieć się kiedy i za kogo wyjdą za mąż. Popularną w tym regionie była wróżba polegająca na układaniu butów przez całą izbę, a ostatni but na progu wróżył jego właścicielce wyjście za mąż w najbliższym roku. Inne wróżby to; wkładanie kartek z bibułki z imionami kawalerów do kawałków uciętej słomki i umieszczanie ich pod poduszką, a rano wyciągnięcie jednej i od czytanie imienia narzeczonego oraz najbardziej znane lanie wosku przez dziurkę od klucza.

 

 

OBRZĘDY RODZINNE

Obrzędy rodzinne posiadały szereg zasad, nakazów i zakazów obowiązujących w tradycyjnej kulturze danej społeczności i celebrowane przez członków poszczególnych rodzin. Skupiały się wokół narodzin, zawarcia związku małżeńskiego i śmierci. Obrzędy związane z dzieckiem. Potomstwo w rodzinie było pożądane ze względu na podtrzymywanie ciągłości rodu i posiadania w przyszłości rąk do pracy. Każde nowo narodzone dziecko było uważane za dar Boży, stąd też w przeszłości były wielodzietne rodziny. Niepłodność kobiety uważano za nieszczęście i przekleństwo, karę Bożą za popełnione grzechy. Było w tradycji, że bezdzietni rodzice wychowywali dzieci z wielodzietnych rodzin swoich krewnych. Traktowali je jako własne i przybrany syn dziedziczył majątek, a córka otrzymywała wiano – zgodnie z przyjętymi normami. Kobiety często ukrywały ciążę dopóki nie było tego widać w obawie, by wczesne oznajmienie tej wiadomości nie zaszkodziło jej i dziecku. Wiedział tylko mąż, jej matka i chrzestna. Okres ciąży obejmował wiele nakazów i zakazów dla kobiety, które dla dobra dziecka musiała przestrzegać. Normalnie jak dawniej zajmowała się gospodarstwem domowym, pracowała w polu, ale musiała unikać najcięższych prac. Powszechnie uważano, że zachowanie kobiety będącej w ciąży ma ogromny wpływ na przyszłe cechy dziecka. Nie mogła; patrzeć na osoby kalekie i brzydkie - bo to mogło odbić się na jej potomstwie, uczestniczyć w pogrzebach i patrzeć na zmarłego – bo dziecko mogło być chorowite i blade, musiała pilnować się aby w razie pożaru lub zobaczenia myszy nie dotykać swojego ciała – bo dziecko mogło mieć znamię zw. płomieniem lub myszką. Rygorystycznie był przestrzegany zakaz proszenia ciężarnej kobiety na matkę chrzestną – bo jej albo chrzczone dziecko nie będzie się chowało. Nie mogła zbierać owoców spod drzew u sąsiada – by dziecko nie kradło, nie mogła kłamać – bo dziecko też będzie cyganiło. Nie mogła siadać na pniu do rąbania drzewa – bo dziecko będzie miało dużą głowę, nie mogła siadać na progu i kamieniach, by nie mieć komplikacji przy porodzie. Powinna była być pogodna, wesoła, nie powinna się kłócić, gniewać ani płakać, a patrzeć na ładne rzeczy i ładnych dobrych ludzi. Kobiecie w ciąży nie można było niczego odmówić, bo osobie nieżyczliwej myszy zjadły by jego majątek. Kobiecie w ciąży po jej zewnętrznym wyglądzie  wróżono, czy urodzi się dziewczynka czy chłopiec. Poród odbywał się w domu z pomocą wiejskiej położnej zwaną babką, która swoimi umiejętnościami i doświadczeniem cieszyła się zaufaniem społeczności wiejskiej. Przy porodzie oprócz  babki mogła być tylko matka rodzącej lub bliska osoba z rodziny. Obcych nie wpuszczano do domu podczas porodu. W razie pojawienia się trudności przy porodzie, babka smarowała masłem brzuch rodzącej i pod kolana podkładała garnek z parującą wrzącą wodą lub podawała ciepłe mleko do wypicia lub spalała jej ślubną wstążkę. Po porodzie babka odcinała pępowinę, znaczyła krzyżem niemowlę, brała ba ręce i huśtała trzy razy w stronę wschodu, kąpała w wodzie z wrzuconą monetą – co miało zapewnić dziecku szczęście i bogactwo, owijała w pieluchę i podawała matce. W Tokarni np. na dno wanienki przy pierwszej kąpieli kładła żytnią słomę, by dziecko w przyszłości miało urodzajne gospodarstwo, w Tenczynie po kąpieli rzucano wanienką, żeby dziecko było energiczne i ruchliwe. Wodę po kąpieli wylewano daleko od domu, bo była skalana grzechem wziętym z łona matki. Z wyglądu noworodka przypisywano mu różną przyszłość, np. chłopiec z dużymi stopami będzie wysokim mężczyzną, a jeśli urodził się z zębami będzie miał słabą głowę do picia i na chrzcie musi się mu nadać dwa imiona, urodzone w „czepku” - będzie miało dostatnie życie. Matka i dziecko byli narażeni na uroki osób ze złym spojrzeniem. Kto odwiedzał matkę i dziecko, np. sąsiadki i krewni, wchodząc do domu chwaliły Pana Boga co było wiadomym, że nie przyszli ze złymi zamiarami. Był zwyczaj, że przychodząc musiało się coś przynieść dla matki i dziecka. Często była to rożna żywność , pieluchy lub ubranko dla dziecka. Matka przestrzegała nakazu, by ani na chwilę nie pozostawiać dziecka bez opieki, zawsze starała się mieć je przy sobie w obawie – w co wierzono – podmiany jej dziecka przez boginki, które mogły zabrać zdrowe dziecko a zostawić w kolebce kalekiego potworka. Chrzest - Pierwszym ważnym momentem w życiu nowego człowieka był sakrament chrztu, który włączał dziecko do społeczności w której będzie żyło i do wspólnoty chrześcijańskiej. Było zwyczajem ochrzcić dziecko najpóźniej dwa tygodnie od urodzenia, a gdy było chorowite, zaraz po urodzeniu. Na kumoske i kumotra proszono osoby uczciwe, gospodarne, cieszące się dobrą opinią we wsi, najczęściej pochodzących z bliskiej lub dalszej rodziny, gdyż uważano, że dziecko upodabnia się i przejmuje cechy swoich chrzestnych. Imię dla dziecka wybierali rodzice z litanii do Wszystkich Świętych, albo takie jakie sobie przyniosło w dniu narodzin. Do obowiązków chrzestnych należało dać podarek na wiązanie -czyli na koszulkę. Do chrztu dziecko ubierali w białą lnianą koszulkę, okręcali w pieluszkę i zawijali w chustę. Chrzest odbywał się tylko z udziałem chrzestnych i babki. Był zwyczaj, że matka chrzestna z dzieckiem na rękach przed chrztem klękała na progu kościoła, by dziecko miało łatwą wymowę. Ochrzczone dziecko kładli na ołtarzu i trzykrotnie im obracali, żeby było wydarzone, dorodne i umiało tańcować. Napotkany w drodze powrotnej Żyd oznaczał dla dziecka dobrobyt i szczęście, a jeśli drogę przeszła kobieta lub przebiegł kot, spodziewano się nieszczęścia. Wchodząc do domu chrzestni mówili: zabraliśmy poganina, a przynieśliśmy chrześcijanina. W bardzo skromnym poczęstunku po chrzcie brali udział chrzestni, bliscy sąsiedzi i rodzina. Każda kobieta po porodzie uważana za nieczystą i do czasu wywodu była izolowana od społeczności. Musiała przebywać w domu, nie wolno było jej odwiedzać sąsiadów, nie mogła pracować w polu, wyjście poza dom mogło wywołać burzę, grad, wyschnięcie wody w studni. Okres ten trwał trzy tygodnie, po upływie którego musiała iść z dzieckiem do kościoła na wywód – czyli dokonania obrzędowego oczyszczenia i uzyskania błogosławieństwa, który odbywał się rano przed poranną mszą. Musiała czekać w tzw. babińcu albo przed drzwiami kościoła aż ksiądz odmówi nad nią specjalny psalm, poda koniec stuły i wprowadzi ją do świątyni. Przed ołtarzem podawał jej zapaloną świecę i modląc się udzielał błogosławieństwa. Następnie matka obchodziła ołtarz, składała ofiarę i pozostawała na mszy. Macierzyństwo nie zwalniało kobiety z jej codziennych domowych i gospodarskich obowiązków. Najmłodsze dzieci zawsze miała przy sobie, a niemowlę w czasie pracy w polu musiało leżeć w zasięgu jej wzroku w prowizorycznej kolebce zrobionej z płachty i palików lub w koszyku. Dzieci od 5 roku życia były włączane do pracy; nosiły drzewo opałowe, opiekowały się młodszym rodzeństwem, zbierały na polach kamienie, pasły gęsi i krowy, pomagały przy żniwach i wykopkach. Jedzenie było skromne, niemowlaki poza mlekiem matki piły mleko z wodą, a starsze dzieci jadły to co dorośli. Dziewczynki nosiły długie koszulki lub proste sukienki, chłopcy lniane koszule i spodenki.

Pierwsza Komunia Święta – była wielkim wydarzeniem w rodzinie, a dla dziecka drugi ważny sakrament. Uroczystość odbywała się zawsze w maju, była skromna, bo cała uwaga skupiała się na religijnym obrzędzie. Dziewczynki ubrane były w białe sukienki lub białe bluzeczki i spódniczki, na głowie miały wianuszek z mirtu i w ręce kwiat lilii. Chłopcy byli w granatowych kabotkach i porciętach z farbowanego w domu płótna, w ręce trzymali świecę. Po uroczystości na plebani dzieci dostawały drożdżowe cisto, kawę zbożową i obrazek. W domach nie urządzano żadnych przyjęć.

WESELE

Obrzęd weselny to kolejny sakrament, który dorosły już człowiek przyjmuje zawierając związek małżeński. Dawniej dziewczęta wychodziły za mąż w wieku 17-20 lat, mężczyźni 20-25 i o zawarciu takiego związku decydowały przede wszystkim względy ekonomiczne, Kończył się czas swobody i beztroski dwojga młodych ludzi i zaczynał się okres odpowiedzialności za przyszłą, nową rodzinę. Młodzi ludzie poznawali się na weselach, potańcówkach, przy wspólnych pracach polowych i innych uroczystościach rodzinnych i kościelnych. Istotną rolę w kojarzeniu małżeństw odgrywał majątek. Choć młodzi na ogół dobierali się sami, to ostatecznie o ich małżeństwie decydowali rodzice, a brak ich zgody nieraz niweczyło ich plany. Kawaler zainteresowany ożenkiem z wybraną panną, mając akceptację swoich rodziców, wysyłał do jej rodziców swatów na wywiady zw. też przewiady. Zadaniem ich było rozeznanie się w tej rodzinie, powiadomienie o zamiarach kawalera w stosunku do ich córki, podkreślając jego wszystkie zalety. Jeśli uzyskali ich przychylność, następnym etapem były zaręczyny zw. zrynkowiny , zmówiny, zaloty, w których brali udział rodzice panny i rodzice kawalera. Na tym spotkaniu omawiali i ustalali majątek dla niego i wiano dla niej oraz datę i organizację wesela. Po pomyślnym zakończeniu wszystkich spraw, młodzi szli do księdza dać na zapowiedzi zw. opowiedziami, ogłaszane po sumie przez trzy kolejne niedziele oraz do notariusza podpisać kontrakt ślubny. Wesela najczęściej były organizowane w karnawale lub w jesieni po skończonych pracach polowych, ale przed Adwentem Śluby odbywały się w poniedziałki, wtorki, środy – nigdy w piątek, sobotę i niedzielę. Gości na wesele prosili najpierw młodzi – każdy ze swojej strony i ponownie drugi raz przez drużbów w wieczór poprzedzający wesele. Zbierali się w domu pana młodego i grupą szli często z muzyką i śpiewem najpierw do domów druhen, potem do pozostałych zaproszonych gości. Nazywali to sprosanie, które zazwyczaj trwało do rana. Wesele było przygotowywane w obydwu domach, do których zaproszeni goście wcześniej przynosili produkty spożywcze. Do przygotowania jedzenia na wesele najmowali kobiety „dobre kucharki”, które były znane we wsi ze swoich umiejętności w gotowaniu i pieczeniu kołaczy z serem i chleba, który pełnił ważną rolę w obrzędzie weselnym. W przeddzień wesela u pani młodej i u pana młodego odbywała się tzw. dobranoc – czyli wieczór panieński i wieczór kawalerski. U pani młodej druhny robiły dla niej wianek z mirtu, bukiety dla drużbów, rózcki do kapeluszy starostów i ozdoby do końskich uprzęży. Drużbowie stawiali przed domem  bramę z drabin udekorowaną jałowcem i kolorowymi wstążkami z bibuły. Na weselu było 2 starostów i 2 starościny, 2 lub 4 paty druhen i drużbów. Panią młodą ubierały; chrzestna matka, starościna i pierwsza druhna. Robiły to bardzo powoli, by młoda w przyszłości nie miała często dzieci. Ubierały jej; szeroką białą spódnicę i bluzkę, gorset lub białą katankę, na ramiona nakładały biały rąbek, wianek z mirtu z żywymi kwiatkami i wstążkami, czerwone korale i kierpce, a bogatsza sznurowane trzewiki. Pan młody miał czarne sukienne spodnie, biała koszula, cuga kierpce i kapelusz. Drużbowie do cugi mieli przypięte małe bukieciki z mirtu i kwiatków z długą biała wstążką. Druhny ubrane jednakowo; biała bluzka, spódnice w kwiaty, haftowane gorsety i na głowach wianuszki z mirtu z kolorowymi kokardkami. Dzień ślubu. Od samego rana w obydwu domach zbierała się rodzina i zaproszeni goście, gdzie byli częstowani jedzeniem. Na dwie godziny przed ślubem pan młody ze swoim weselnym orszakiem w asyście dwóch druhen zjawiał się przed domem pani młodej. Stali wszyscy przed bramą, a pan młody czekał  na powitanie przez panią młodą. Dla żartów z jej domu wysyłano przebrane osoby, a to dziadówkę, kobietę starą z wypchanym brzuchem, a to kobietę z firanką na głowie. W końcu wychodziła pani młoda, witała narzeczonego chlebem i solą, przypinała mu mirtowy bukiecik i wszyscy szli do świetlicy na Błogosławieństwo.  Na stole nakrytym białym obrusem leżał chleb przyniesiony przez starościnę i którym witała narzeczonego, obok krzyż, obraz św. Rodziny, gałązki mirtu i woda święcona. Młodzi klękali, a zebrani odmawiali modlitwę Pod Twoją obronę, Starosta wygłaszał swoją mowę napominając młodych by żyli w zgodzie, by się szanowali i wychowali dzieci według zasad wiary. Rodzice ich błogosławili, kropili święconą wodą i na ich czołach znaczyli znak krzyża. Wszyscy śpiewali pieśń Serdeczna Matko i pieśni obrzędowe. W Pcimiu, Skomielnej Czarnej, Stróży i Tenczynie zachował się zwyczaj obsypania pszenicą pary młodej po błogosławieństwie – by mieli dostatnie życie. W Stróży zachował się odmienny zwyczaj przejścia druhen do pana młodego z bochenkiem chleba od pani  młodej jako zaproszenie i powrót z nim do domu młodej, który niosła starościna. Ten zwyczaj opisany jest szczegółowo na str. 389 w publikacji Kultura Ludowa Górali Kliszczackich. Do ślubu – w zależności od odległości kościoła – orszak weselny szedł na nogach lub jechał na wozach, a w zimie na saniach. Jechali w kolejności; pani młoda z drużbami, pan młody z druhnami, starostowie, rodzina, goście weselni i muzyka. Dawniej nie było po drodze bram. Zwyczaj ten rozpowszechnił się w okresie międzywojennym. Podczas ślubu były różne wróżby; jeśli płomień świec był jasny – to pożycie młodych będzie szczęśliwe, jeśli zgaśnie choć jedna świeca – wróżyło to śmierć jednego z małżonków. Jeśli pani młoda zerkała na pierwszą druhnę – to na pewno szybko wyjdzie za mąż lub żeby pani młoda miała przewagę nad swoim mężem, musiała przy klękaniu zarzucić rąbek spódnicy na nogi pana młodego. Po ślubie ksiądz modlił się trzymając ręce na głową pani młodej, czyniąc tzw. wywód z wianka – czyli błogosławieństwo żony i przyszłej matki. Po drodze weselnicy wstępowali do karczmy, w której bawili się przy muzyce przez parę godzin. Następnie do domu pana młodego szli: młodzi małżonkowie, druhny z drużbami i goście pana młodego, a goście pani młodej do jej domu rodzinnego. Ojcowie pana młodego witali młodą parę chlebem i solą, muzyka ogrywała wszystkich gości, którzy wrzucali pieniądze do basów lub do bębna. Po obiedzie goście bawili się w innej izbie lub na boisku w stodole. Oczepiny - obrzędowe przyjęcie młodej mężatki do grona kobiet zamężnych, odbywały się pierwotnie w drugim dniu wesela o północy w komorze. Później przeniesiono je do izby kuchennej i robiono je w pierwszy dzień. Przebieg tego obrzędu był taki sam, jak w innych grupach góralskich. Szczegółowy opis można przeczytać na str. 392-395 w/w publikacji. Nieproszonych gości, a byli to kawalerowie, którzy przychodzili na zabawę weselną, nazywali ślęckami. Płacili muzyce za granie i bawili się razem z zaproszonymi. Ciekawym zwyczajem w Stróży - nie spotykanym gdzie indziej  - było, że do talerza na który zbierali datki po oczepinach, był przyczepiony koziołek o 3 nogach z pieniążkiem na grzbiecie, wykonany z gliny lub z karpiela. Po oczepinach u pani młodej bawiono się przez dwa dni, a  tydzień po weselu urządzali poprawiny. Przewoziny odbywały się często zaraz po oczepinach, a w innych wsiach następnego dnia po weselu, w obecności drużbów i gości weselnych. W zależności kto z młodych szedł do kogo, to albo pan młody przyjeżdżał po żonę, albo odwrotnie. Całe wiano młodej było umieszczone w skrzyni sprawionej przez rodziców. Jeśli młoda szła do męża, to w progu witała ją teściowa chlebem. Młoda musiała sprawnie podnieść miotłę leżącą za progiem. Jeśli tego nie zrobiła uważano, że nie będzie dobrą gospodynią. Przewoziny kończyły obrzęd weselny, a młodzi małżonkowie rozpoczynali nowy etap wspólnego pożycia.

Pogrzeb

Narodził się człowiek, przeszedł przez życie w związku małżeńskim, wychował dzieci często i wnuki i nadszedł czas pożegnania się z ziemskim życiem – śmierć, która dla bliskich osób, rodziny, krewnych i znajomych była wielkim przeżyciem. Choć śmierć jest naturalnym zjawiskiem, to jednak moment oddzielania się duszy od ciała w społeczności wzbudzał strach i poczucie zagrożenia. Stąd obowiązywały różne zakazy i nakazy dla ochrony przed destrukcyjnym wpływem śmierci, mające zapewnić dobrą śmierć umierającemu i pomóc jego duszy w znalezieniu bezpowrotnej drogi w zaświaty, a także odpowiednią organizację pogrzebu. Wyobrażenie śmierci przez ludzi było różne; jako bezcielesna chuda postać kosą w ręce, postać białego kota, konia lub czarnej zjawy. Wierzyli, że zgon człowieka zapowiadają różne nienaturalne zjawiska zw. zwiastunami śmierci, np. sny z wypadającymi zębami, ziemnymi dołami, brudną wodą, z wieńcami, księdzem, młodą panią ubraną na biało, białe lub czarne konie pędzące galopem, itp. Mówili też o złych przeczuciach i o nienaturalnym zachowaniu się zwierząt; wyjący pies ze spuszczoną głową do ziemi, a ptak stukający w szybę okna na pewno wróżył śmierć domownika. Sowa pohukująca koło domu – zwiastowała śmierć kobiety, a puchacz – mężczyzny. Wigilijne i weselne wróżby – omówione przy tych uroczystościach – były przez Kliszczaków traktowane najbardziej poważnie. Uważali, że własny dom jest najbardziej godnym miejscem umierania, w otoczeniu najbliższych. Umierającemu do ręki wkładali gromnicę i krzyż. Rodzina modliła się i przepraszała za wyrządzone krzywdy Długie umieranie uważano, że jest skutkiem nie załatwionych spraw i niewybaczonych win. Mówiono; jakie życie, taka śmierć. Bywało, że konającego na jego prośbę kładli na ziemię wyścieloną słomą – co miało przyspieszyć śmierć. Jednym z obrzędów było mycie i ubieranie zmarłego. Zajmowali się tym krewni i sąsiedzi. Dawniej ubierali w specjalnie uszytą śmiertelną koszulę, która nie mogła mieć węzełków, bo mogłaby zmarłemu zamknąć drogę na tamten świat. Kobietę ubierali w czarną bluzkę lub katankę, spódnicę, chustkę na głowie i pantofelki, by jej było lekko chodzić po tamtym świecie. Młodą dziewczynę ubierano w ślubny strój z zielonym wiankiem z mirtu na głowie. Dzieci chowano w białych koszulkach lub sukienkach. Zmarłym w ręce wkładali różaniec i różne dewocjonalia oraz rzeczy osobiste; fajkę, okulary, laskę,  chusteczkę, kapelusz, itp. Dawniej trumnę wykonywali domownicy z drzewa jodłowego, później stolarze, malowaną na czarno dla starszych, a na biało dla młodych. Przed domem stawiali kosz z wiórami zebranymi przy robieniu trumny, jako znak o śmierci w tym domu, a mijający go musieli się przeżegnać i odmówić modlitwę za zmarłych. Na znak żałoby zasłaniali okna, zatrzymywali zegar, przysłaniali lustra i do dnia pogrzebu nie wykonywali żadnych prac w polu. Gdy zmarła gospodyni, przewiązywali krowy w inne miejsca, by nie traciły mleka, jak gospodarz – to pukali do uli informując pszczoły o jego śmierci – by nie wyginęły. Czuwanie przy otwartej trumnie było dawniej powszechnym obowiązkiem rodziny, krewnych, sąsiadów i znajomych, którzy modlili się i śpiewali pieśni żałobne. Pogrzeb odbywał się w trzeci dzień od śmierci. Przed wyprowadzeniem zwłok z domu przychodził śpiywok zw. przewodnikiem, który wygłaszał w imieniu zmarłej osoby pożegnanie z żoną – mężem, dziećmi, sąsiadami, znajomymi – nazywane egzortą. Przed zamknięciem trumny kropili zmarłego święconą wodą i żegnała go rodzina. Wieko nakładali mężczyźni niespokrewnieni z rodziną, bez użycia gwoździ, by zmarłemu nie utrudnić wyjścia z grobu w dniu ostatecznym. Trumnę wynosili nogami do przodu i trzykrotnie uderzali nią o próg, by zmarły nie straszył i nie wrócił do domu. Kładli ją na wóz zaprzężony w parę pożyczonych koni od obcej osoby. Nigdy nie zaprzęgano do wozu klaczy, bo jej potomstwo mogłoby nie przeżyć. W dniu pogrzebu palili słomę, ręczniki i prześcieradła na których leżał zmarły, bo powszechnie byli przekonani o jego złym wpływie na żyjących. Wóz po pogrzebie obracano kołami do góry, żeby śmierć weszła do ziemi. Orszak pogrzebowy szedł gościńcem wolno, żałobnicy śpiewali i modlili się, zatrzymywali się przy kapliczkach, krzyżach i figurkach świętych. Przed kościołem czekał ksiądz, by zmarłego wprowadzić do świątyni. Po nabożeństwie żałobnym kondukt przechodził na cmentarz i chowano zmarłego w ziemnym grobie. Przed włożeniem do grobu rodzina całowała trumnę, a pozostali dotykali ją ręką na znak, że nie mają urazy do zmarłego i wrzucali grudkę ziemi do grobu dla potwierdzenia że on wraca do ziemi, którą orał i obsiewał. Po pogrzebie w domu zmarłego był poczęstunek zw. stypą lub pogrzebówką z udziałem domowników, bliskiej rodziny i sąsiadów. Okres żałoby obowiązywał przez rok, a rodzina nie uczestniczyła w zabawach, weselach i spotkaniach towarzyskich. Bliscy członkowie rodziny nosili ciemne ubrania. Po śmierci dziecka nie odprawiano nabożeństwa żałobnego, tylko trumnę stawiano pod chórem, gdzie była pokropiona święconą wodą i odprowadzona na cmentarz przez najbliższą rodzinę. Pochówki samobójców wykonywali w niepoświęconej ziemi, za murami cmentarza, bez księdza, wcześnie rano, w obecności najbliższej rodziny.

 

Bibliografia

  1. Praca zbiorowa pod redakcją Katarzyny Ceklarz i Justyny Masłowiec, Kultura ludowa Górali Kliszczackich, Biblioteka Górska Centralnego Ośrodka Turystyki Górskiej PTTK, Tom 26, Kraków 2015.
  2. Zadrożyńska Anna, Świętowanie polskie Przewodnik po tradycji, TWÓJ STYL, Warszawa 2002.

 

Opracowanie Michalina Wojtas