OBRZĘDY RODZINNE

 

NARODZINY

Brzemienną kobietę obwarowywano taką ilością nakazów i zakazów, że skutecznie oddzielano ją od otaczającej codzienności. Wszystko, co czyniła kobieta brzemienna mogło mieć wpływ na usposobienie dziecka. Wedle tradycyjnych ocen, dziecko wcale nie dziedziczyło cech po rodzicach.  Z punktu tradycyjnego widzenia światopoglądu, poród był sytuacją graniczną, więc musiał odbyć się w miejscu bezpiecznym. Izba musiała być odpowiednio przygotowana a sam dzień narodzin dziecka był wróżbą na jego przyszłość.

Zaraz po urodzeniu żegnano dziecko znakiem krzyża. Pępowinę przecinała babka i ona   przeważnie  też zakopywała łożysko, choć czasem czynił to ojciec. Łożysko powinno być zakopane w miejscu niedostępnym dla zwierząt, choć gdzieniegdzie zakopywano pod progiem obory, aby dobrze chowało się bydło. Jeśli dziecko urodziło się w „czepku” (z łożyskiem) mówiono, że będzie szczęśliwe. Noworodka zawijano w płótno, którym dość ciasno go krępowano, z wyciągniętymi wzdłuż ciała rączkami. Dziewczynkę często kładło się na chwilę, na męską garderobę lub owijano jakąś jej częścią. Chłopca okręcali w kobiecy fartuch.  „Babka” (kobieta odbierająca poród) podawała dziecko do ucałowania ojcu, który tym aktem uznawał go za swoje, potem matce. Pierwszym rytuałem  inicjacji  była  kąpiel, dlatego też bardzo dużo związanych z nią było zakazów i nakazów. Na  przykład:  woda do pierwszej kąpieli nigdy nie powinna być gotowana, aby dziecko nie było „w gorącej  wodzie kąpane”, kąpiel odbywała się w dzieży na co dzień używanej do wyrabiania ciasta, aby zapewnić jego  dobry rozwój,  nad wodą czyniono znak krzyża i wrzucano monety do wody na szczęście … „Babka” celebrowała cały obrzęd narodzin. Ona też wszystko porządkowała, gdy dziecko poddano już wstępnym zabiegom włączającym  go w ludzką społeczność. Zajmowała się resztkami z porodu tzn. łożyskiem, pępowiną czy czepkiem. Były to części ludzkiego ciała, więc nie było obojętne  co z nimi się stanie.  Najczęściej stawały się talizmanami  dziecka, przynoszącymi szczęście i odstraszającymi zło. Noszono je przez całe życie i składano razem z człowiekiem do grobu. Pępowiny nigdy nie wolno było wyrzucić czy zakopać. „Czepek”, czyli błonę pokrywającą główkę niemowlęcia, uważano za wyjątkowe wyróżnienie i wróżbę przyszłej niezwykłości. ”Nieczystość„ kobiety  po porodzie powodowało jej ścisłą izolację w społeczeństwie. Zabraniano jej między innymi : wychodzenia w pole, do sadu czy warzywnika, dojenie krów, pieczenie chleba, czerpania wody ze studni, dotykania święconej wody, przechodzenia  przez miedzę, składania wizyt, dotykania dzieży, narzędzi pracy, żywności…  za każdym razem wychodząc z domu musiała się odpowiednio zabezpieczać. Znaczenie izolacyjno-ochronne przypisywano  stalowym, ostrym i kłującym narzędziom. Sześć tygodni po porodzie, kiedy to powracały  podstawowe funkcje biologiczne kobiety, miał miejsce, tak zwany „wywód”. Zawsze odbywał się w kościele i raczej przypisywano mu cechę błogosławieństwa, chociaż miał pewne momenty o charakterze oczyszczającym.

CHRZEST

Dziecko nazwane, to umiejscowione w rzeczywistości. Gdy „babka” stwierdziła ,że dziecko jest bardzo słabe, to chrzczono je z wody, żegnano znakiem krzyża i wypowiadano imię. Gdy dziecku nic nie zagrażało, to  czekano z obrzędem i skrupulatnie wybierano chrzestnych, czyli  tzw. kumów . Wierzono, że życie dziecka i jego charakter będzie związany z parą rodziców chrzestnych. Kumowie to para ważnych postaci w obrzędzie inicjacyjnym, który umożliwia zaistnienie dziecku w świecie ludzi. Inicjacyjny obrzęd chrzczenia to wprowadzenie dziecka do społeczności ludzi.  Głównymi jego rytuałami są obmycie, wyznanie wiary i nadanie imienia. A wszystko oczywiście odbywa się w towarzystwie opiekunów obrzędowych. Sam obrzęd w szczególny sposób łączy parę rodziców chrzestnych. W rodzinie dość często uważało się kumów za najbliższych krewnych.  Przeprowadzenie dziecka przez obrzęd inicjacyjny  spokrewniało duchowo obcych do tej pory ludzi. Chrzest odbywał się zwykle w niedzielę po mszy świętej. Po drodze do kościoła i podczas chrztu wróżono z zachowania dziecka.  Można było wnioskować, kim będzie w przyszłości. Obowiązki chrzestnych nie kończyły się  wraz z obrzędem chrztu, ale trwały do momentu usamodzielnienia się chrześniaków. Wierzono, że z imieniem wiąże się jego los, a może nawet wygląd.

Kolberg pisał „ Krzaśny albo krześna poniosą dziecko w białej poduszce i nowej koszulce do kościoła, a po odbytym chrzcie przyniosą je do domu i oddając matce mówią, wzięli my wom poganina a przynieśli krześcijanina. Rzekszy to, daje on i ona, dość jest ich wola, zwykle po trzy złote dla dziecka w upominku.”

Na niektórych terenach dziecko otrzymywało od chrzestnej  bułkę sporych rozmiarów tzw. kukiełkę.

WESELE

Wesele było ważnym aktem dotyczącym nie tylko  losu dwojga ludzi, ale całej społeczności wiejskiej. Nasycone było wieloma elementami dotyczącymi treści społecznych i wierzeniowo-magicznych. Wiele już z nich nie zostało a te  co są, zostały zredukowane albo pozamieniane. Wesele to obrzęd przejścia. Odpowiadają temu odpowiednie etapy, którym towarzyszą odpowiednie czynności. Obrzędy weselne wydają się mało zróżnicowane i oparte na tym samym scenariuszu. Demonstruje się w nich symbolikę inicjacyjną i płodnościową. Widać w nich  wyraźny obrzęd przekazania i przyjęcia daru. Tym darem była kobieta. Mieszkańcy wsi dobierali sobie małżonków raczej z najbliższych okolic. Poznawali się na jarmarkach, odpustach, pielgrzymkach, przy wspólnej pracy, chodzeniu na „muzykę”, uroczystościach rodzinnych, w okresie jesienno-zimowym podczas darcia pierza, przędzenia lnu, szycia, wyszywania ale znajomość młodych do zawarcia małżeństwa wcale nie była konieczna. Dość często zdarzało się, że przyszli małżonkowie nie znali się przed ślubem. Głównym czynnikiem decydującym o wyborze danej kandydatki lub kandydata były względy majątkowe i społeczne.

Domy  w których mieszkały panny na wydaniu, często bywały znakowane np.: przez malowanie ścian czy utrzymywanie ogródków przed domami ( uprawiały tam zioła do przyszłego wianka- mirt, ruta, rozmaryn lawenda).

Aby związek został zawarty zgodnie z przyjętymi normami, wpierw musiało dojść do porozumienia rodzin. Rozmowy w imieniu rodziców chłopaka prowadził swat .Swaty zwyczajowo odbywały się we czwartek, mówiono także, że sobota  i środa jest dobra. Za niepomyślny dzień uważano piątek – dzień postu. Nie urządzano ich  w poście, Wielki Tydzień i Adwent. Niekiedy brano pod uwagę kwadry księżyca, udając się w swaty, gdy księżyca przybywa, aby młodej parze zwiększyć bogactwo. Dzień św. Szczepana był także uważany za odpowiedni do pertraktacji . Etap ten w dużej mierze opierał się na konwencjach, które wynikały z tradycyjnego światopoglądu zgodnie z którym nie należało mówić wprost  o podejmowanych zamiarach, tylko symbolicznie  – np. swat pytał o „jałówkę do sprzedania”. Dopiero po pewnym czasie w rozmowie przechodzono do konkretnych „targów”, wychwalania zalet młodych, przedstawiania warunków ożenku itd. Swaty zakończone pomyślnie zakrapiano wódką i ustaleniami  co do spotkania młodych. Nazwa „zrękowiny” pochodzi od zwyczaju podawania rąk przy umowie i związaniu ich przez swata.  To   ślad   dawnego połączenia młodych.

Wiano - zwane również posagiem, miało wielkie znaczenie już na etapie swatania. Istotne było to, jak uposażona jest skrzynia dziewczyny. Ilość i jakość poszczególnych elementów uposażenia wskazywała na bogactwo i wartość panny. Dziewczyna obowiązkowo dostawała krowę albo jałówkę, chłopak konia i narzędzia rolnicze. Przy przenosinach cała wieś mogła oglądać wiano dziewczyny. Na wozie eksponowane miejsce zajmowała zawsze malowana skrzynia, zwana skrzynią wianną. W niej były ubiory, chusty, święte obrazy, dokumenty z sądu o zapisie, korale, wstążki, książeczka do modlitwy… obok skrzyni leżały pierzyna, poduszki, sprzęty gospodarskie. Bywało czasem, że dobytek młodej mężatki przewożony był na kilku wozach. A do ostatniego wozu przywiązywano krowę.

Zapowiedzi były formą powiadomienia społeczności o konkretnych planach małżeńskich. Okres zapowiedzi przeznaczano na przygotowania przedweselne, wybór dostojników weselnych, godzenie muzyki, zgromadzenie zapasów żywności, ustalanie orszaku ślubnego i zapraszanie gości. Uroczyste zapraszanie gości było jednym z ważniejszych części obrzędu weselnego.. Duże znaczenie miał tu wybór starosty. Funkcje te powierzano mężczyźnie, który znał obowiązujące procedury i właściwie kierował przebiegiem wesela. Pełnił tez niejako funkcje sakralne: błogosławił i wiązał ręce młodym w czasie zrękowin, wygłaszał oracje, był jednym słowem najważniejszym dostojnikiem na weselu. Była to osoba ciesząca się poważaniem i jednocześnie, obdarzona pewnymi walorami, jak dar mowy czy przekonywania. Istotną rolę pełnili też starościna i drużbowie.

Wesela odbywały się najczęściej jesienią (po skończonych pracach polowych) lub zimą (w zapusty) a poprzedzał je wieczór kawalerów i panien. Na uwagę zasługuje jednakże   wieczór panieński podczas którego miały miejsce symboliczne rytuały i obrzędy podkreślające czystość  i niewinność panny. Dziewczęta tegoż wieczoru wiły wianki, robiły rózgę weselną i bukieciki dla drużbów a starsze kobiety w tym czasie  piekły obrzędowe pieczywo – kołacz weselny. W starszych obrzędach tego  wieczoru odbywały się tzw. rozpleciny warkocza panny młodej, co było symbolicznym pożegnaniem się z panieństwem.

W dniu ślubu goście pani młodej zbierali się w jej domu a goście pana młodego w jego domu.

Po uformowaniu orszaku (często dosiadali koni)  przed domem pana młodego udawano się do domu panny młodej. Po drodze pan młody napotykał rozmaite przeszkody i zagrodzenia, przy których czuwali wiejscy chłopcy, oczekujący wykupu a przed domem panny młodej drużki zgodnie ze starym  zwyczajem proponowały mu fałszywą narzeczoną. Zwyczaj ukrywania panny młodej należał do tradycyjnych zabaw ludowych, ale miał także inny wymiar. Symbolizować miało zdobywanie panny młodej i podkreślać kolejny raz jej wartość dziewictwa.

Najważniejszymi elementami domowej obrzędowości weselnej przed ślubem były przeprosiny i błogosławieństwo. W tradycyjnym weselu, wstępem do błogosławieństwa rodziców było długie pożegnanie, podziękowania i przeprosiny, które panna młoda składała zarówno rodzicom, rodzeństwu i przyjaciołom, jak i domowi, progom, sprzętom. Było to  więc pożegnanie i rytualne rozstanie z najbliższą rodziną i wszystkim, co stanowiło jej dotychczasowe życie. Błogosławieństwo rodziców wyrażało zmianę stanu i statusu społecznego panny młodej. Błogosławieństwo weselne przebiegało według ściśle przestrzeganego scenariusza. Przed wyjazdem do kościoła, rodzice często w towarzystwie starostów, zasiadali lub stawali przed świętymi obrazami, za przykrytym białym obrusem stołem, na którym znajdował się krzyż, woda święcona, niekiedy chleb i sól. Panna młoda, mimo ponagleń, długo i z wielkim płaczem żegnała się z rodziną i domem. Błogosławieństwo przebiegało w nastroju powagi w  który wprowadzał rzewny śpiew drużek i płacz panny. Młodzi przystępowali do rodziców i schylając im się do kolan, całując ręce i obejmując nogi prosili o przebaczenie i udzielnie błogosławieństwa. W imieniu młodej przemawiał starosta. Formuła rodziców była krótka: „Niech Was Bóg i Matka Najświętsza błogosławi”. Rodzice całowali w czoło, robili nad nimi znak krzyża. Najczęściej błogosławieństwu towarzyszyła oracja wygłaszana przez starostę. Błogosławieństwo rodziców utożsamiane było z błogosławieństwem bożym. Brak zgody na małżeństwo mogło sprowadzić nieszczęście nie tylko dla młodych, ale i na całą rodzinę. Po wyjściu z domu panny młodej formowano orszak weselny. Młodzi jechali osobno. Po drodze do kościoła napotykali przeszkody: bramy, „ślabany”stali przy nich i czekali różni przebierańcy. Przeważnie byli to ludzie obcy , nie proszeni na wesele. Zwyczajowo należało wykupić się wódką i dopiero po złożeniu okupu  orszak mógł udać się dalej. Bramy są symboliką przejścia. Stawianie ich po wyjściu z kościoła pozbawione jest logiki. Po ślubie, młodzi razem wychodzili z kościoła i razem wracali do domu. W drodze powrotnej wstępowano do karczmy na mały poczęstunek. Na wsi było to regułą. Poczęstunek a czasem i tańce trwały krótko. W domu  rodzice witali młodych chlebem i solą który oni z szacunkiem całowali a następnie kawałek odłamywali, wkładali do soli i spożywali. Najważniejszymi momentami samego wesela było dzielenie kołacza i oczepiny. Ceremonie te łączyły się w całość, wyrażając najważniejszą treść weselną tj.  zmianę stanu i statusu społecznego pani młodej. Obecni goście swoją aprobatę i uczestnictwo w obrzędzie potwierdzali spożyciem kołacza. Kulminacyjnym momentem wesela były  oczepiny, tzn. rozstanie się panny młodej z wiankiem panieńskim i przejście do grona mężatek.  W tym celu  starościny sadzały ją na przygotowanym chlebnym tronie (dzieży) , zdejmowały  wianek  albo ścinały warkocz, pasemko włosów lub tak upinały pod czepcem, że nie było go widać. Następnie nakładały czepiec a panna trzykrotnie go zrzucała, Niekiedy wiązana była chusta czepcowa.  Podczas oczepin śpiewano jedną z najstarszych pieśni obrzędowych zwaną chmiele, która jest uważana za najstarszą polską pieśń weselną. Śpiewana była przynajmniej od XIV wieku. Pieśń ta o wielu zwrotkach  opowiadała jak to chmiel zrywano, warzono, a pannę młodą dawano mężowi i prowadzono do małżeńskiej łożnicy. W czasie  oczepin miał miejsce zwyczaj zbierania  pieniędzy na czepiec, za wianek… „Młoda” trzymała na kolanach ozdobny talerz lub misę  do których wrzucano pieniądze. Następnie odbywał się obrzędowy taniec kobiet-mężatek z panią młodą, który symbolicznie wyrażał przejście pani młodej do społeczności kobiet zamężnych a także wyjęcie jej spod opieki rodziców i oddanie mężowi. Drugi dzień wesela zwany poprawinami robiono przeważnie w zamożniejszych  rodzinach.

W dawnej obrzędowości ludowej jednym z  końcowych  etapów  uroczystości weselnych odbywających się w domu były pokładziny polegające na uroczystym zaprowadzeniu nowożeńców przez gości weselnych do łożnicy. Towarzyszyły temu   różne zabiegi mające sprowadzić płodność.

Ostatni etap to przenosiny, które były symbolicznym pożegnaniem się młodej mężatki z rodzicami i domem. Przebiegały uroczyście, młoda żegnała się z rodzicami, rodzeństwem, zagrodą i przedmiotami domowego użytku. Odwlekała moment odjazdu podobnie, jak w czasie wyjazdu do ślubu.  Posag wieziono  na wozie, tak, by wszyscy mogli go obejrzeć i ocenić. Powitanie młodej w domu teściów także odbywało się zgodnie z rytuałem – do środka wprowadzała ją zwykle teściowa, która witała  ją chlebem i solą Czasami domownicy przygotowywali różne „niespodzianki” mające na celu sprawdzenie charakteru i umiejętności młodej mężatki np.: musiała się wykazać, dojąc krowę.

ŚMIERĆ

Lęk przed niewiadomym, żal za bliską osobą, a równocześnie obawa przed zmarłymi, przyczyniły się do powstania rozbudowanego zespołu praktyk i wierzeń związanych ze zmarłymi i śmiercią. W przeciwieństwie do współczesnego społeczeństwa, temat śmierci w dawnej kulturze ludowej nigdy nie był traktowany jako tabu. Tak jak naturalnie traktowało się narodziny, tak samo podchodziło się do śmierci. W kulturze ludowej temat śmierci stał się niezwykle podatnym gruntem do utrwalenia i powstania wielu interesujących zwyczajów związanych z umieraniem, pojęciem duszy ludzkiej czy życia pozagrobowego. Z głęboko zakorzenionej wiary w niezwykłą moc zmarłego, jego duszy a także wszystkich przedmiotów, które były z nim w kontakcie, wypływają liczne zakazy i zabiegi magiczne mające chronić przed ich szkodliwym wpływem i jednocześnie ułatwić nieboszczykowi odejście do świata zmarłych. Śmierć nigdy nie jest równa śmierci. Inaczej umiera dziecko a inaczej człowiek stary. Najbardziej zrozumiała jest śmierć człowieka, który przeszedł już wszystkie etapy życia. Powinna rozpoczynać się, gdy zanika płodność, gdy człowiek coraz bardziej słabnie i nie może ciężko pracować, podobnie jak słabną cykle przyrody. Przyjść powinna także jesienią, zimą, przy upływającym księżycu oraz nocą. Dlatego też ludziom starym liczono nie lata a "zimy", natomiast młodym "wiosny". Do tej ostatniej chwili ludzie dawniej spokojnie przygotowywali się, wydając ostatnie zalecenia najbliższej rodzinie. Natomiast każda inna śmierć, nienaturalna, gwałtowana, zawsze budziła obawę wśród ludzi. Dusza zmarłego taką śmiercią mogła być skazana na pokutowanie na ziemi i szkodzenie żywym. Spotkać ją można było nocą w domu, na polach, na rozstajach dróg... Aby tego uniknąć, stworzono cały szereg zabiegów i praktyk mających na celu przerwanie jakichkolwiek więzów łączących zmarłego ze światem żywych. Najwięcej emocji wśród zgonów nienaturalnych, budziło zawsze samobójstwo. Samobójca, a więc człowiek zmarły z brzemieniem ciężkiego grzechu, uważany był za niegodnego pochówku w poświęconej ziemi cmentarnej.  Chowano go w trumnie zbitej z nieheblowanych desek i bez udziału księdza. Lęk przed nim był tak silny, iż nie zawsze wystarczały powyższe praktyki. W przeciwieństwie do śmierci ludzi dojrzałych, śmierć dziecka nie budziła takich emocji, zwłaszcza w czasach, gdy umieralność dzieci była duża, a rodziny wielodzietne.

Według wierzeń ludowych obserwowanie pewnych zjawisk towarzyszących działalności człowieka i następnie zapobieganie im, było w stanie przyczynić się do zachowania życia.

Śmierć przepowiadały trudne do wytłumaczenia odgłosy i zjawiska np.: otwieranie się drzwi, trzaski na strychu, w podłodze, koło pieca, pęknięta dzieża, pęknięcie glinianego dzbanka, garnka żeliwnego, szyby, lustra…, nieoczekiwane efekty prac gospodarczych, zachowanie niektórych gatunków zwierząt i ptaków, interpretacja snów czy nie przestrzeganie reguł zachowania podczas obrzędów rodzinnych i dorocznych. Podobnie jak też pewne zjawiska fizjologiczne i przyrodnicze. Umieranie człowieka tłumaczy się ściśle zasadami religijnymi, jako rozłączenie się duszy od ciała. Tradycja ludowa przypisuje duszy samodzielność istnienia po śmierci. Znakiem jej obecności wśród żywych są przeróżne odgłosy przypominające kroki, trzykrotne pukania w okna, w drzwi, ukazywanie się we śnie… Obecnym zabrania się głośnego płaczu i lamentowania, ponieważ można w ten sposób przedłużyć czas konania. Lekki i szybki zgon przynieść miało ułożenie umierającego na ziemi obok łóżka, gdzie rozścielana była długa, żytnia słoma lub grochowiny. Czasem w tym celu usuwano tylko umierającemu poduszkę spod głowy uważając, że na kurzym pierzu ciężko się kona. Ciężkie i przedłużające się konanie, tłumaczone jest często konsekwencją złego życia. Aby ulżyć konającemu w cierpieniu, praktykowane było śpiewanie pieśni żałobnych, odmawianie różańca, kropienie go i otoczenia święconą wodą, podawanie mu krzyża do całowania, świecenie gromnicy czy stawianie przed oczami obrazów z świętymi… Zmarłych zawsze ubiera się odświętnie, dawniej według wcześniejszych zaleceń samego zmarłego i oczywiście stosownie do wieku. Już za życia starano się zabezpieczyć sobie ubiór do trumny, przechowując w tym celu stroje ślubne. Dawniej zmarłym nie zakładano obuwia, co zgodnie z wiarą uniemożliwiało powrót nieboszczyka na ziemię. Stosownie do wieku zmarłego wybierano kolor trumny: dla starszych czarna lub brązowa, dla dzieci i młodzieży biała, a dla osób w średnim wieku trumna w kolorze drewna. Wieko trumny winni zamykać ludzie obcy. Następnie w długiej "egzorcie" następowało pożegnanie. Była ona czytana lub wygłaszana z pamięci. Taką egzortę często można było kupić na kramach jarmarcznych. Wygłaszali ją przeważnie krewni, przyjaciele, a czasami proszony "śpiewak". Przy wynoszeniu trumny zwracano uwagę, aby ciało zwrócone było nogami w stronę wyjścia. Powszechny był zwyczaj uderzania trumną o każdy próg. Była to symboliczna forma pożegnania z domem. Czasami jeden z niosących trumnę odwracał się i w imieniu zmarłego mówił "Ostańcie z Bogiem" lub "Pokój. Po wyniesieniu trumny z domu otwierano drzwi i okna, aby ułatwić opuszczenie duszy tego świata. Przewracano także stołki i ławy, na których stała trumna, a czasami przesuwano sprzęty wierząc, że to utrudni duszy powrót. Trumny najczęściej nieśli na ramionach mężczyźni  (jeśli zmarłe osoby byy zamężne), natomiast zmarli kawalerowie i panny niesieni byli przez chłopaków. Przewożono je także półkoszkami na deskach a zimą na saniach. Dawne kondukty żałobne rozbrzmiewały pieśniami. Obecnie, czasami przed trumną idzie orkiestra. Trumna w kościele ustawiana jest tak, aby zmarły zwrócony był zawsze nogami do ołtarza, tłumacząc to tym, że gdyby nagle wstał, to będzie zwrócony twarzą do ołtarza. Po mszy świętej zmarłego odprowadza się na cmentarz. Zakorzenione jest wierzenie, że po wyjściu z kościoła wzrasta ciężar trumny, ponieważ dusza właśnie w kościele miała wracać do ciała. Opuszcza ją ostatecznie dopiero, gdy dzwony przestaną bić i trumna przysypana zostanie ziemią. Pochówek przebiega zgodnie z rytuałem religijnym. Nad mogiłą następuje ostatni akt pożegnania. Ksiądz odprawia modlitwy, a ktoś z obcych wygłasza czasami pożegnalne przemówienie. Po spuszczeniu trumny do grobu, praktykowany jest do dziś zwyczaj rzucania na nią grudek ziemi. Niektórzy twierdzą, że obserwując usypaną mogiłę można było powiedzieć, jakim człowiekiem był zmarły, Po pogrzebie, zgodnie ze starym zwyczajem, jego uczestnicy zapraszani są na poczęstunek. Dawniej podejmowani byli w karczmie lub w domu. Na niektórych terenach istniał zwyczaj ustawiania oddzielnego nakrycia dla zmarłego, wierzono bowiem, iż jest obecny w czasie stypy. Podczas której goście odmawiali modlitwy, śpiewali i wspominali zmarłego. Nie zawsze tym spotkaniom towarzyszył nastrój powagi i czasami opowiadano, że było weselej niż na weselu. Przeważnie urządzane były na koszt rodziny zmarłego.

 _____________________________________________________________________________________________________________________________________

 

OBRZĘDY DOROCZNE

 

WIECZERZA WIGILIJNA otwiera cykl świąteczny Bożego Narodzenia oraz  wyznacza początek roku obrzędowego i wegetacyjnego. To najdłuższa i najbardziej tajemnicza noc w roku a także czas wróżb i przepowiedni. W tą cudowną noc woda w rzekach zamienia się wino lub miód, pszczoły budzą się w ulach, zakwita kwiat paproci i drzewa owocowe  a kamienie ożywają. Powszechnie wierzono, że w ten czas  na ziemi pojawiają się dusze zmarłych, przybierając postać wędrowców, zwierząt lub ptaków przychodzących do swoich domostw. Dlatego w tym okresie nikomu nie odmawiano gościny. Aby nie ściągnąć na siebie nieszczęścia czy nawet śmierci, należało  także  odpowiednio się zachowywać,  Nie wolno było prząść, szyć, rąbać drzewo, spluwać na podłogę, gwałtownie siadać  bez odpowiednich uprzedzających czynności czy energicznie zamiatać w kierunku drzwi. Ostrożnie trzeba było obchodzić się z ostrymi  narzędziami,  aby nie zranić obecnych wśród nas dusz. To dla nich ustawiano na stole dodatkową miskę, pozostawiano resztki wieczerzy i opłatek.

Wierzono, że to co wydarzy się w noc wigilijną ma wpływ na przebiegł  nadchodzącego  roku. Ważne było np. kto pierwszy odwiedzi dom . Nadejście kobiety stanowiło złą wróżbę, podczas gdy odwiedziny dziecka były pomyślnym znakiem. Dzieci, to istoty obdarzone siłą witalną ukierunkowaną na rozwój. Pożyczanie w wigilię miało narazić właściciela na utratę mienia. Powszechnie unikano wszelkich czynności, które powodowały ubywanie. Aby zagwarantować sobie energię na cały rok, należało szybko i wcześnie zerwać się z łóżka. W ciągu dnia nie kłaść  się do niego, aby także nie chorować i zboże w lecie  „nie położyło” się w polu.  Dzieci starały się być grzeczne, aby ich później nie karano. W tym dniu nie należało się kłócić, być smutnym, płakać a wręcz przeciwnie okazywać życzliwość, aby zapewnić sobie szczęśliwe życie.

Na czas świąt izba musiała być odpowiednio przygotowana. Na podłodze rozścielano słomę, w kątach ustawiano snopy zboża, przynoszono siano, ziarno , zawieszano u powały „światy” (ozdoba z opłatka),  „pająki”(ozdoby ze słomy, kolorowej bibuły…). Ze słomy wykonywano krzyże i gwiazdy, którymi zdobiono ściany i ramy obrazów.  Nieodzownym atrybutem Godów jest  zielona gałązka, symbol życia, zdrowia i pomyślnej wegetacji. Świeże iglaste gałązki przybijano do płotów, furtek domów, ścian wnętrz domów, obrazów, powały lub zawieszano wierzchołek choinki szczytem w dół. Podłaźniczka, bo tak ją zwano,  przystrajana była jabłkami, orzechami, ciasteczkami, ozdobami z papieru, słomy czy „światami”. Ta ostatnia nie tylko zdobiła izbę, ale także chroniła ją przed chorobami, złym urokiem, zapewniała dobrobyt, urodzaj, miłość w rodzinie a pannom szczęśliwe zamążpójście. Obecna choinka pojawiła się w XIX w. a na początku XX w. była już powszechnie spotykana. Początkowo przyozdabiano ją jak podłaźniki, ale z czasem zaczęło przybywać więcej nowych ozdób.

Jeszcze przed zachodem słońca musiały być skończone wszystkie prace gospodarcze i przyrządzanie potraw na święta. Uroczysta wieczerza rozpoczynała się po ukazaniu na niebie pierwszej gwiazdy. Składała się z potraw przyrządzonych z wszystkiego co w polu, sadzie, ogrodzie , lesie i wodzie. Znalazły się tu takie składniki potraw, które w przeszłości zanoszone były w ofierze na groby, jak mak, groch, fasola, bób, jabłka, miód czy jajka. Wigilie chłopskie były tradycyjnie postne i skromne. Wieczerza  rozpoczynała się wspólną modlitwą, a następnie dzieleniem opłatkiem i składaniem sobie życzeń. Obyczaj dzielenia się opłatkiem znany był w Polsce już na początku XIX w. a prawdopodobnie jeszcze wcześniej. Zwyczaj ten jest trwale związany z tradycją polską. Opłatkom przypisuje się wiele właściwości. Już sama ich obecność przynosi domowi szczęście i dostatek.  Opłatkami i resztkami potraw obdzielano zwierzęta gospodarskie.  Podczas spożywania wieczerzy obowiązywały określone zasady postępowania. Ich przestrzeganie miało zapewnić spokojne życie w przyszłym roku. Do stołu zasiadali wszyscy   domownicy.  Zwracano uwagę, aby liczba osób była parzysta i cień każdej osoby był widoczny. Zasiadano według  starszeństwa,  aby odchodzić z tego świata w tej samej kolejności.  Nie wolno było w czasie posiłku wstawać, ani odkładać trzymanej w ręce łyżki, bo groziło to odejściem z domu na zawsze. Atmosfera powagi i milczenia miała z kolei zapewnić zgodne współżycie rodzinne.

Wieczerza wigilijna winna składać się z  12 potraw, bo tylu było apostołów, ale często przygotowywano także nieparzystą liczbę potraw – 5, 7 lub 9 .Wszyscy uczestnicy wieczerzy powinni spróbować każdej potrawy, aby zapewnić sobie  obfitość pokarmu w przyszłym roku. Jedzono z jednej miski, podobnie jak w zwykły dzień. Był to także znak wspólnoty i więzi pomiędzy domownikami.

Wiara w moc przepowiadania przyszłości przez zmarłych w tym szczególnym dniu przyczyniła się do powstania dużej ilości wróżb dotyczących pogody, urodzajów, zdrowia, dostatku czy zamążpójścia. Bardzo znany jest zwyczaj podkładania pod miskę z potrawą opłatka. Jeśli się przykleił do dna, to uważano, że w przyszłym roku będzie urodzaj na tą roślinę. Podobnie przepowiadanie pogody z 12 łupin cebuli (odpowiadającym poszczególnym miesiącom), do których sypano sól. Ta która zawilgła, przepowiadała   „mokry” miesiąc. Po skończonej wieczerzy gospodarz brał słomę ze snopa lub podłogi i rzucał ją za tragarz, obrazy lub na ściany. Z ilości zaczepionych kłosów wróżono przyszłe plony. Ten rodzaj praktyk zwano „biciem kop

Stołu po wieczerzy nie sprzątano, wszystko zostawiano dla dusz zmarłych. O północy tradycja nakazywała obowiązkowo uczestniczyć mszy świętej zwanej pasterką. Zapewniano sobie przez to szczęście w przyszłym roku. W Polsce pasterkę celebruje się  od średniowiecza i jest to tradycja ciągle żywa.

Pierwszy dzień świąt nie zawierał już takiego bogactwa form obrzędowych. Jest to dzień, który obchodzony był w gronie rodzinnym. Zwyczajowe odwiedzanie związane jest z dniem ŚW. SZCZEPANA. W tym dniu święcono owies  i  obsypywano się nim po wyjściu z kościoła. Obsypywanie się ziarnem ma korzenie sięgające dawnych praktyk związanych z magią płodnościową i urodzaju. Wsypywano go także do ziarna przeznaczonego na siew W tym dniu kawalerowie odwiedzali domy swoich wybranych dziewcząt zwano ich „śmieciarzami” czy  „podłaźnikami”. Wizyta chłopaka w tym czasie  oznaczała zawsze jego  poważnie zamiary w stosunku do dziewczyny.

W okresie  Świąt Bożego Narodzenia przychodzili do domów kolędnicy, były to grupy kilku lub  kilkunastu osobowe  chłopców („Szczodraki”) lub młodych mężczyzn z życzeniami szczęścia dla  rodziny  i pomyślności w gospodarstwie. Znaczenie życzeń podkreślały właściwości poszczególnych grup kolędniczych występujących w kożuchach z długimi włosami, przepasanych słomą, w maskach i z różnymi akcesoriami : gwiazda, turoń, szopka czy kobyłka.  Życzenia skierowane były przede wszystkim do gospodarzy i ich córki na wydaniu. W świątecznej zapłacie otrzymywali jedzenie m.in. specjalnie pieczone bułki zwane szczodrakami, kawałek kiełbasy, słoninę, ciasto (kołacz), jabłka, orzechy a niekiedy pieniądze. Przyjmowani byli bardzo chętnie, ponieważ wierzono, że  przynoszą  szczęście domowi i jego mieszkańcom.

Bardzo znaną w wielu regionach grupą kolędniczą są kolędnicy z turoniem. Turoń, to rogate stworzenie z ogromną, klapiącą paszczą, którego pierwowzorem zapewne był tur. W grupie oprócz turonia występowali zwykle: Dziad, Żyd, Cygan, Cyganka. Po wejściu do odwiedzanych domów, turoń rozpoczynał swoje harce, dziad ostentacyjnie odmawiał pacierze a Żyd namawiał do kupna turonia, który w pewnym momencie padał na podłogę i pozorował śmierć. Padanie i wskrzeszanie turonia interpretowane jest, jako symboliczne umieranie przyrody w jesieni i odradzanie się jej  na wiosnę. Podobny przebiegł miały inne obchody kolędnicze ze zwierzętami.

Kolędnicy, którzy odgrywają biblijne dzieje króla Heroda nazywa się Herodami od imienia głównej postaci.  Grupy te wyróżniały się spośród innych, scenariuszem, grą aktorską i okazałością. Najbardziej żywe tradycje herodowe przetrwały w  Polsce południowej( ziemie tarnowskie, krakowskie i rzeszowskie).

Domy odwiedzali także kolędnicy z Rajem przedstawiając scenkę  kuszenia Ewy i wygnania z Raju. Jednym z najstarszych przebrań obrzędowych w okresie świąt zimowych są stroje „Drabów” noworocznych, których ważnym elementem były słomiane powrósła. Na zakończenie Godów ( 6 stycznia) chodziła grupa Trzech Króli.

W ŚWIĘTO TRZECH KRÓLI (6 styczeń) w czasie nabożeństw kościelnych poświęcane są  kreda, złoto, kadzidło (aromatyczne zioła) i mirra (żywica sosnowa lub ziarna jałowca). Do dziś kredą kreślone są nad  drzwiami inicjały trzech mędrców K+M+B oraz bieżący rok a poświęconym kadzidłem dawniej  okadzano także domostwa, obejścia oraz inwentarz żywy. Zabiegi te  miały chronić  dom przed wszelkimi nieszczęściami.

ŚWIĘTO MATKI BOSKIEJ GROMNICZNEJ (2 Iuty)
W tym dniu  święcono  w kościele gromnice – świece o ochronnej mocy. Dymem z niej znaczono główną belkę wypalając znak krzyża. Chroniło to dom od piorunów i wróżyło pomyślność. Świecę palono również w czasie burzy, jak również w najważniejszych momentach życia domowników, zwłaszcza, gdy ktoś umierał. Chroniła również przed wilkami.

ŚWIĘTY BŁAŻEJ (3 luty)

W tym dniu  święci się skrzyżowane świece, zwane ‘błażejkami”, które po przystawieniu do gardła miały chronić od bólu gardła.

ŚWIĘTA AGATA (5 luty)
Święcono wtedy chleb, wodę i sól. Ta ostatnia miała chronić przed pożarem i oczyszczać wodę w studni. Symbolizowała mądrość. Chleb, woda i sól św. Agaty chroniły ciężarne kobiety przed stratą dziecka.

ZAPUSTY

Okres od Bożego Narodzenia do Środy Popielcowej, znany jest jako karnawał. W tradycji ludowej nie miał żadnej nazwy. Słowo pochodzi od włoskiego carne vale, czyli „mięso, żegnaj”. Stąd powstała polska nazwa karnawału: „mięsopust” lub „zapusty”. Zapusty, to kilka ostatnich dni karnawału, trwające od „tłustego czwartku”(zwanego tez „combrem”) do północy wtorku poprzedzającego Środę Popielcową. Obchodzono je głośno i hucznie: jedzono i pito ponad miarę, tańczono i swatano. W ostatnie dni, zwane diabelskimi, kusymi lub ostatkami raczono się tłustymi słodkościami – racuchami, blinami i pampuchami oraz ciastem nadziewanym słoniną i smażonym  na smalcu. Podczas zapustnych hulanek baby skakały „na len”, gospodarze zaś „na owies”, powiadając, że jak wysoko kto podskoczy, tak wysoki będzie miał len lub owies w tym roku. Zapustnym zwyczajem było także „ciągnięcie kłody”, polegającym na zmuszaniu niezamężnych kobiet do publicznego ciągnięcia drewnianego kloca. Wraz z wybiciem północy – milkła muzyka, chowano instrumenty, wylewano resztki piwa i wódki. Z karczmy wyganiał przebieraniec zwany Zapustem

Zapusty kończą cykl obrzędów zimowych.

ŚRODA POPIELCOWA / POPIELEC

Zwana również WSTĘPNĄ ŚRODĄ – na znak, że rozpoczyna ona okres WIELKIEGO POSTU. W tym dniu odbywa się w kościele rytuał posypania głów wiernych popiołem ze spalonych ubiegłorocznych palm. Ma to przypominać o nieuniknionej śmierci. Cichły śpiewy i muzyka.  Pokutny charakter tego czasu przejawiał się również w codziennym jadłospisie. Jadano wówczas skąpo, stroniąc od mięsa i jego przetworów, a za omastę służył olej. Kobiety szorowały i wyparzały garnki, w których uprzednio gotowano mięso i topiono tłuszcze. Rezygnowano z alkoholu, palenia tytoniu, zamykano instrumenty muzyczne.

Poszczególne niedziele  Wielkiego Postu noszą nazwy: Wstępna, Sucha, Głucha, Śródpostna, Czarna, Palmowa ( Kwietna, Wierzbna) i Wielka.

ŚRÓDPOŚCIE /PÓŁPOŚCIE

To czas, kiedy na jeden dzień zawieszano surowe reguły postu a młodzież wyprawiała różne psoty i figle. Chłopcy chodzili po wsiach z głośnymi kołatkami lub terkotkami, rozbijali garnki z popiołem  o drzwi domostw, w których mieszkały panny lub zawieszali na drzewach i wysypywali ich zawartość na przechodzące dziewczyny, ogłaszając „półpoście’. Zwyczaj ten był także symbolicznym znakiem zaostrzenia postu.

Śródpościu towarzyszyły też  zwyczaje mające na celu „wypędzenie zimy” oraz „przywołanie wiosny”.

Okres świąt wielkanocnych rozpoczyna NIEDZIELA PALMOWA.  W tym dniu kościół  katolicki świętuje triumfalny wjazd Chrystusa do Jerozolimy. Zwyczaj świecenia zielonych gałązek palm wielkanocnych wprowadzono do liturgii kościoła w XI w. Wierzba, główny składnik palm, w tradycji ludowej uważana była za roślinę miłująca życie i dzięki tym właściwościom stała się symbolem zmartwychwstania. W wierzeniach ludowych  ma  moc magiczną, wróżebną, leczniczą, chroniła domostwa wraz z ich mieszkańcami. Wykonywano z nich kropidełka do świecenia pól, krzyżyki, które przybijano przy drzwiach domów, wbijano w pola… Niedziela Palmowa, to także procesje z Jezuskiem Palmowym. Jest to drewniana figura Chrystusa na osiołku wożona na wózku podczas uroczystej procesji. W ten sposób odtwarzano opisywany w Piśmie Świętym wjazd Jezusa do Jerozolimy. W niektórych wsiach zobaczyć można barwnie poprzebieranych chłopaków, którzy z poczernionymi od sadzy twarzami, w wysokich czapach chodzą od domu do domu śpiewając krotochwilne śpiewki i prosząc o drobne datki. Nazywają się Pucheroki.

WIELKI TYDZIEŃ, to ostatni tydzień Wielkiego Postu. Poniedziałek, wtorek i środa to dni poświęcone pojednaniu a także czas wzmożonych postów, umartwień i praktyk religijnych.

Jednocześnie okres wielkich wiosennych porządków i przygotowań do świąt (gotowania, pieczenia, kraszenia jajek, zdobienia izb).

Najbardziej charakterystycznym atrybutem świąt  wielkanocnych  jest pisanka, symbol życia, płodności i sił witalnych. Nierozerwalnie związana z magia agrarną, hodowlaną i leczniczą Wykorzystywana  były przy budowie domów, jako zwyczajowy podarunek w dowód miłości czy  do zabawy i gier wielkanocnych jak  np.  walatka. Nazwa jajek wielkanocnych zależy od techniki zdobienia. Najstarsze wzory nanoszone na jajka, to różnego typu znaki solarne, symbole światła i błyskawic: swastyki, swastyki plecione, krzyże….Jajka zdobione były przez kobiety i używało do barwienia barwników naturalnych.

WIELKI CZWARTEK - w tym dniu milkną kościelne dzwony, które według wierzeń ludowych odpędzały demony i pioruny. Na znak żałoby zastępuje się  je kołatkami. Reliktem słowiańskich praktyk zaduszkowych było palenie w tym dniu ognisk, które rozmieszczano zazwyczaj na granicach wsi. Wierzono bowiem, że dusze zmarłych przychodzą do tego ognia, aby się ogrzać. Na niektórych terenach zachował się stary zwyczaj palenia Judasza (wieszania, niszczenia). Zwyczaj ten przypomina rytuał topienia Marzanny. Ich idea jest analogiczna, związana z wegetacyjnym kultem wypędzania zimy.

WIELKI  PIĄTEK

Dzień najgłębszej żałoby, ogołocone ołtarze i jeszcze większe posty. Dawniej mieszkańcy wsi, na znak żałoby, zatrzymywali zegary, zasłaniali lustra, mówili przyciszonym głosem, zachowując się tak jakby w domu znajdował się zmarły. Na pamiątkę przejścia Chrystusa przez rzekę Cedron chodzono do stawów i rzek, aby obmyć się wodzie i  zapewnić sobie zdrowie i bogactwo przez cały rok. W kościele, liturgia tego dnia jest ściśle powiązana z adoracją krzyża. Wierni budowali groby, przy których po symbolicznym złożeniu ciała Pana Jezusa pełniono wartę. Przygotowywanie oraz odwiedzanie Grobów Chrystusa stało się naszą narodową tradycją. Na niektórych terenach istniał w tym dniu zwyczaj „wieszania żuru” („pogrzeb żuru”) Rozbijano garnki z żurem wymieszanym z błotem, wapnem i brudną  wodą.  Zwyczaj  ten miał dwojakie znaczenie:  symboliczne pożegnanie się  z  żurem  spożywanym przez  cały okres  Wielkiego  Postu, ale także była to forma zalotów.

WIELKA SOBOTA

W tym dniu ma miejsce poświęcenie pokarmu, wody i ognia. Dawniej święcono wszystkie pokarmy przeznaczone na święta. Ustawiano je w domu na stole i w podniosłym nastroju czekano na księdza. Dziś obrzęd poświęcenia pokarmów ma charakter symboliczny a do kościoła przynosi się małe koszyczki, Święconka składała się  z dużej ilości jaj, bochenka chleba (aby nigdy w domu go nie zabrakło), kiełbasy, boczku, sera, masła, korzenia chrzanu, soli, baranka - symbol Zmartwychwstałego Chrystusa. Każdy ze składników posiadał swą odrębną symbolikę.

WIELKA  NIEDZIELA

Dzień świętowania Zmartwychwstania Pańskiego nazywany także Paschą, to największe i najstarsze święto chrześcijan. Jest wielkim świętem zwycięskiego, nieustannie odradzającego się życia, świętem nadziei oraz obietnicy zmartwychwstania. Wielkanoc rozpoczyna się mszą rezurekcyjną, połączoną z uroczystą procesją. Dawniej mszę tę odprawiano w Wielką Sobotę o północy, a obecnie celebruje się ją o świcie. Huk wystrzałów i pękających petard jest  na pamiątką wielkiego huku, jaki zapewne towarzyszył Zmartwychwstaniu Pańskiemu podczas osuwania się kamienia grobowego. Po rezurekcji wszyscy udają się na śniadanie wielkanocne, które rozpoczyna wspólne dzielenie się jajkiem i wzajemne składanie życzeń. Pierwszy dzień świąt upływał w rodzinnym gronie, dopiero poniedziałek wielkanocny był dniem składania wizyt sąsiadom i znajomym.

PONIEDZIAŁEK WIELKANOCNY

Drugi dzień Świąt Wielkanocnych, nazywany Lanym Poniedziałkiem lub Śmigusem-Dyngusem, upływa zazwyczaj pod znakiem spotkań rodzinnych i towarzyskich, wesołych zabaw, oblewania się wodą i zalotów. Dawniej nazwą dyngus określano zwyczaj zbierania datków, stanowiący jednocześnie formę wykupienia się od oblewania a słowo śmigus oznaczało natomiast uderzenie gałązką. Obecnie znaczenie tych słów uległo zmianie. Noc z niedzieli na poniedziałek zwana jest także „diabelską” a to za przyczyną różnych psot robionych przez chłopców w domach, gdzie są upatrzone dziewczyny. Poniedziałkowy ranek to był także  czas święcenia pól  i wbijania krzyżyków z palm.

Ciekawym zwyczajem w tym dniu jest tzw. chodzenie po dyngusie przybierające w zależności od miejsca różne formy. I tak na przykład, chodzono z „ogródkiem” lub „traczykiem” tj. z małym wózkiem na dwóch kółkach przedstawiającym ogródek  w którym ustawiano np. baranka, figurkę Jezusa czy tracza. Domy odwiedzały także  grupy przebierańców zwane „Dziadami Śmigustnymi” wygłaszając krótkie oracje i dostając za to dyngus czyli jakiś podarek. Jednym z piękniejszych zwyczajów tego dnia jest tradycja chodzenia „Siuda Baby” zachowana jedynie w Wieliczce i jej okolicach. Para przebierańców, Dziad i Baba, w maskach lub mający twarze uczernione sadzą, w starych ubraniach lub w kożuchach wywróconych włosem na  lewą stronę. Baba nosi koszyk i lalkę-dziecko, dziad krzyż, gruby różaniec, oboje mają baty i sikawki dyngusowe.

Osobliwością tego dnia jest odpust odbywający się w Krakowie przy klasztorze Norbertanek  na Zwierzyńcu zwany Emaus na którym można dostać  drewniane figurki żydowskich grajków i Żydów studiujących Torę.

Rękawka (Wtorek Wielkanocny, Trzeci Dzień Świąt Wielkanocnych), to jeden z najstarszych krakowskich zwyczajów, związany z okolicami Kopca Kraka. Nawiązuje do obrzędów związanych z wiosennymi dziadami, kiedy to z kopca zrzucano pokarmy i drobne monety.

ZIELONE ŚWIĄTKI czyli Zesłanie Ducha Świętego zamykają wielkanocny cykl świąteczny. W tym dniu świętowali przede wszystkim pasterze, którzy po zimie mogli znowu wypasać zwierzęta na łąkach Najważniejszym atrybutem tych świąt była zielona gałązka, którą przystrajano domy, budynki gospodarcze, ogrodzenia.

BOŻE CIAŁO  to święto ruchome, przypadające na jedenasty dzień po Zielonych Świątkach. Z uroczystościami Bożego Ciała wiążą się różne zwyczaje i wierzenia ludowe. Szczególne właściwości magiczne przypisywano zebranym z ołtarzy kwiatom, wiankom i gałązkom. Były używane zioła o znaczeniu leczniczym i gałązki drzew chroniących od piorunów. Wśród ziół najważniejsza była bylica boże drzewko - ziele o czarodziejskiej mocy. W święconych wiankach musiała znajdować się macierzanka, mięta, rozmaryn, lubczyk, podbiał, niezapominajka, rumianki, stokrotki i wiele innych ziół. Duże znaczenie magiczne obok wianków miały również gałązki brzozy z ołtarzy. Wykorzystywane były one do wszelkiego rodzaju zabiegów leczniczych i gospodarskich.

W tym dniu na ulicach Krakowa pojawia się konik zwierzyniecki zwany Lajkonikiem (nazywanym też konikiem włóczków). W wierzeniach ludowych lajkonik symbolizował odwieczna walkę dobrego ze złym.

SOBÓTKI – NOC ŚWIETOJAŃSKA , święto wody i ognia, ale również święto miłości, płodności, Słońca i Księżyca. Zwyczaje i obrzędy kultywowane w Noc Kupalną (Kupały) miały na celu zapewnienie zdrowia i urodzaju. W trakcie tej najkrótszej nocy w roku palono ogniska  wokół których tańczono a stare gospodynie rzucały do ognia zioła (bylicę, szałwię i inne), by zapewnić płodność oraz urodzaj. Skakanie przez ogniska i tańce wokół nich miały oczyszczać, chronić przed złymi urokami i chorobami. Młode dziewczęta (panny) plotły wianki z kwiatów i ziół, a następnie rzucały je do wody z  której chłopcy usiłowali je wyłowić.

ŚWIĘTO MATKI BOSKIEJ ZIELNEJ (Wniebowzięcie NMP), to uroczystość sięgająca najdawniejszych czasów chrześcijańskich i związana ze świeceniem ziół.

DOŻYNKI, święto  poświęcone zbiorom zbóż w czasie którego dziękowano bogom za plony i proszono o jeszcze lepsze w przyszłym roku. Obecnie często świecenie wieńców dożynkowych związane jest ze świętem Matki Boskiej Zielnej (15.VIII). Reliktem archaicznych obrzędów wegetacyjnych i rolniczych są zwyczaje związane z ostatnią garścią, kępą lub pasem niezżętego zboża, które czas jakiś pozostawiano na pustym już polu dla ciągłości wegetacji zbóż i  urodzaju. Wieniec dożynkowy nazywany bywał plonem, ponieważ symbolizuje wszystkie zebrane plony oraz urodzaj. Tradycyjnie wiły go kobiety, najlepsze żniwiarki. Wieńce miały rozmaite kształty, wielkość i ozdoby. Były w nim zawsze kłosy z pozostawionej kępy i nie młócone kłosy wszystkich zbóż: pszenicy, żyta, owsa, jęczmienia, a oprócz nich często owoce jarzębiny, jabłka, warzywa i kwiaty. Wieńce ozdabiano kolorowymi wstążkami, złoconymi orzechami, z czasem także bibułowymi kwiatami i barwnymi papierkami. W niektórych miejscach przymocowywano do wieńca  różne wypieki, obwarzanki czy pierniki. Wieniec niosła na głowie lub wyciągniętych rękach przodująca w żniwach dziewczyna czasem z pomocą silnych parobków a jeśli był bardzo duży i ciężki układano go, otaczając często owocami i warzywami, na białym płótnie lub drewnianym stelażu niesionym przez kilka wyróżniających się żniwiarek. Za wieńcem na początku orszaku szli przodownicy i przodownice żniw z chlebem upieczonym z nowej mąki, z jabłkami i orzechami związanymi w chusty lub niesionymi przez dziewczęta w podwiązanych fartuchach a za nimi pozostali żniwiarze, ze starannie wyczyszczonymi kosami i sierpami przystrojonymi bukietami kwiatów . Wieniec wręczany był dziedzicowi lub gospodarzowi, który w zamian urządzał żniwiarzom zabawy.

ZADUSZKI - Święto Zmarłych cieszy się wyjątkową popularnością, ale nikt już współcześnie nie praktykuje starych zwyczajów. Dawniej w wigilię Zaduszek gospodynie wypiekały specjalne pieczywo czy wylepiały pierogi, które potem zanosiły na cmentarze dziadom cmentarnym, aby pomodlili się za zmarłych. Wierzono, że w Zaduszki dusze zmarłych pojawiają się na ziemi i odwiedzają swoje gospodarstwa. Zobowiązywało to też do odpowiedniego zachowania. Zakazane było np.: ubijanie masła, deptanie kapusty, maglowanie, przędzenie i tkanie, cięcie sieczki, wylewanie pomyj czy spluwanie, aby nie znieważyć odwiedzającej dom duszy. Obecnie pozostała jedynie tradycja zapalania ogni (zniczy) na grobach, która wywodzi się jeszcze z pogańskiego zwyczaju rozpalania ognisk na mogiłach  aby błąkające się dusze po ziemi mogły ogrzać. Interpretacja tych praktyk także uległa zmianie.

 ŚWIĘTA   KATARZYNA / ŚWIĘTY  ANDRZEJ

„Katarzynki” nieistniejący już zwyczaj chłopięcych wróżb o miłości i małżeństwie. Wróżby te nigdy nie dorównywały panieńskim, które odbywały się w wigilię św. Andrzeja. Najstarsze polskie relacje dotyczące andrzejkowych wróżb sięgają XIV w. Miały one wyłącznie charakter matrymonialny, przeznaczone były dla panien i były poważnie traktowane. Obecnie przekształciły się w zabawę gromadzącą ludzi obojga płci przed rozpoczynającym się adwentem.

Maria Danuta Cetera

 

 

Wykorzystana literatura:

Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego, Zwyczaje i obrzędy weselne. Część I. Od zalotów do ślubu cywilnego, Wyd. PTL  2004. T.VIII; Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego. Zwyczaje, obrzędy i wierzenia pogrzebowe, Wyd. PTL 1999. T.V; H. Bittner-Szewczykowa, Dziecko wiejskie, W: Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie. 1984. T.9; A. Zadrożyńska, Światy, zaświaty. O tradycji świętowań w Polsce, Wyd. Twój Styl, W-wa 2000; Oswoić śmierć, Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie, T XI, Kraków 1994.; O. Kolberg, Krakowskie, cz. II. Dzieła wszystkie.T.6; O. Kolberg, Tarnowskie-Rzeszowskie. Dzieła wszystkie.T.48; K. Kwaśniewicz, Zwyczaje i obrzędy rodzinne, W: Etnografia Polski. T.2. s.91; J. Świętek, Lud nadrabski, Kraków 1893; Literatura Ludowa, 1996, nr 4/5 /tom poświęcony dziecku/; K. Łeńska Bąk, Błogosławieństwo w tradycyjnym obrzędzie weselnym, W: Literatura Ludowa 2/99, s.1529; K. Zawistowicz Adamska, Społeczność wiejska, Łódź 1948; B. Ogrodowska, Polskie tradycje i obyczaje rodzinne, Warszawa 2007; K. Zawistowicz Adamska, Społeczność wiejska, Łódź 1948; B. Ogrodowska, Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2009; Z. Cieśla- Reinfussowa, Herody, XII Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie, Kraków 1995; T. Seweryn, Tradycje i zwyczaje krakowskie, Kraków 1961; T. Ciołek, J. Olędzki, A. Zadrożyńska, Wyrzeczysko. O świetowaniu w Polsce, Białystok, 1976; Dziedzictwo Krakowiaków zachodnich i pogranicza krakowsko – śląskiego, praca zbiorowa, Chrzanów 2010.