Urodził się w 1919 r. w Ropicy Dolnej koło Gorlic, zmarł w 1981 r. w Paszynie. Ukończył Seminarium Duchowne w Tarnowie, święcenia kapłańskie otrzymał w 1944 r. i od razu został kapelanem Armii Krajowej. Po wojnie był wikarym w kilku parafiach południowej części diecezji tarnowskiej, a w 1957 r. został proboszczem w Paszynie koło Nowego Sącza. Miał w swoim mieszkaniu kilka świątków, zobaczył je brat kościelnego Wojciech Oleksy głuchoniemy, niemłody już człowiek, pewnego dnia wykonał kilka prymitywnych rzeźb i przyniósł je księdzu. Proboszcz wystawił je jak modlitewne wota w kościele, co rozbudziło ambicje innych mieszkańców Paszyna i zainteresowało młodzież szkolną. Rzeźbili i przynosili na plebanię swoje dzieła, a ksiądz Nitka wszystkie je traktował serio i eksponował w jednej z izb. Rozumiał ich tęsknoty i psychiczną potrzebę tworzenia. Odnosząc się do twórców i ich dzieł z dużą wrażliwością i pedagogicznym wyczuciem, intuicyjnie animował garnących się do rzeźbienia Paszynian, nie narzucając im ani formy, ani treści. O Paszynie fenomenie dowiedzieli się wkrótce kolekcjonerzy, dziennikarze, telewizja, a sława jednych dopingowała drugich do podejmowania prób rzeźbiarskich, a potem także i malarstwa na szkle. Parafia księdza Edwarda Nitki stała się prężnym ośrodkiem spontanicznej twórczości ludowej. Rzeźby paszyńskie okazały się interesujące pod względem artystycznym. Przekonują o tym także decyzje jury konkursów „Współczesna Rzeźba Karpat Polskich”, które były organizowane w ciągu kilku lat przez Muzeum w Nowym Sączu. Paszyniacy zawsze zdobywali całą pulę głównych nagród. Niezwykłą charyzmę księdza Edwarda Nitki jako twórcy ośrodka sztuki ludowej, jako „wyzwoliciela” talentów, stymulującego powstanie oryginalnych zjawisk artystycznych i kulturowych we wsiach Podkarpacia, możemy docenić dopiero w kilkanaście lat po jego śmierci.

Dziś z Paszyna uleciał duch sztuki, pozostała jedynie chęć zarobkowania. Pozostała też ciekawa i niezwykła kolekcja rzeźb stworzona przez zmarłego przedwcześnie ,,mecenasa”, a pieczołowicie chroniona i eksponowana przez następcę. Pozostała też pamięć o skromnym człowieku w pocerowanej sutannie, który oprócz Boga potrafił dostrzec drugiego człowieka, człowieka, który w pewnym momencie już nie potrafił nie rzeźbić.

Aleksander Błachowski

 

/www.nagrodakolberg.pl/